Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Religia · 7 min czytania

Decyzja. Rozdz -2-

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Otworzyłem oczy. Zmęczenie spowodowało, że chyba się zdrzemnąłem. Mimo to nie czułem się wypoczęty. Wciąż coś na mnie siedziało. Trawiły mnie depresyjne myśli. To bardzo dziwne. Jestem u szczytu kariery, mam duży majątek, wiele przywilejów, mogę spełniać prawie wszystkie moje zachcianki. A mimo to jest mi jakoś tak źle. Coś mnie trawiło w środku. Pomyślałem o swojej babce. Niezwykła osoba. Ma już około 80 lat, a mimo to jest prawie zawsze uśmiechnięta, życzliwa, pełna spokoju i radości. Bardzo jej zazdrościłem tego. Szczególnie teraz, kiedy ja nie miałem zbyt wiele powodów do radości. Uświadomiłem sobie pewną ironię. Ja młody człowiek, u szczytu swoich osiągnięć, przy władzy i z pieniędzmi byłem tak naprawdę dosyć ponury, gdy zbliżająca się do końca swego życia staruszka, żyjąca na bardzo średnim poziomie materialnym, niczym w świecie nie wyróżniająca się; była pełna radości i zadowolenia z życia. Jak to jest? Czy to nie jest dziwne? Pokręciłem z rezygnacją głową. To wszystko jest bez sensu. A może tak odwiedzić ją i spytać skąd ma tą radość? Ale przecież wiem, co mi odpowie. To bez sensu. Szaleństwo było też i jej udziałem. I chociaż nie groziło jej to, co innym zwolennikom Drogi, to umysłowo jej stan był beznadziejny. Wciąż siedząc na swoim fotelu biłem się z myślami. Nie mogłem się zdecydować, czy pójść do babki, czy nie. W końcu jednak podjąłem decyzję. Może dlatego, że nie wyobrażałem sobie siedzenia w swoim pokoju ani chwili dłużej. Ze względu na brak parkingów lotniczych w blokach mieszkalnych postanowiłem wybrać się do babki publiczną linią. By jakoś się zakamuflować na zewnątrz, włożyłem zwyczajną katanę, prostego kroju spodnie, nałożyłem też na twarz kameleona, który modelował wygląd zmieniając widok rysów twarzy i kształtu głowy. Gotowy wszedłem do szybu. Winda dzięki antygrawitatorom szybko zwiozła mnie na 50 piętro do stacji nadziemnej kolei. Tam system najpierw mnie zidentyfikował, a następnie, gdy złożyłem słowne zamówienie pobrał opłatę za przejazd do dzielnicy Keras, gdzie mieszkała moja babka Miriam. Chociaż podróż miała być krótka usiadłem na fotelu. Szybko przesuwający się obraz za szklaną witryną wzbudził nieoczekiwanie egzystencjonalną refleksję: Życie mija równie szybko, jak krajobraz za szybą pociągu. Niepostrzeżenie starzeję się. Słabnę. Przemijam. Dokąd to zmierza? Dokąd zmierza moje życie skupione na pięciu się w górę i wiązaniu w kolejne zależności? Gdzie człowiek zamiast władać jest niewolnikiem cudzych zamierzeń i planów? Gdzie człowiek musi się poniżać, by zyskać czyjąś przychylność i dostąpić marnego zaszczytu marionetki... „Stacja Keras” – wypowiedział John, wysokiej klasy konduktor pociągu wyrywając mnie z rozmyślań. Wstałem i wyszedłem przez właz na platformę stacji Keras. Po wyjściu ze stacji udałem się balkonowym deptakiem w stronę mieszkania Miriam. W głowie znów zaszumiały mi słowa Danijela: „Jesteś niewolnikiem systemu, którego tak gorliwie strzeżesz.” Było w tym dużo racji. Ale do czego mu ta wiedza przysłużyła? Do śmierci. Co za szaleństwo. Nie wiadomo czemu miało służyć to poniżanie mnie przed wykonaniem wyroku. Czyżby to rozpacz? Duma? Ale tak wiele było w nim spokoju. Pewności. I wcale nie miałem wrażenia, żeby te

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%