Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 10 min czytania

Definicja nienawiści

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I

Wstało się. Czuło się niemoc starając się zwlec nagie ciało z łóżka. W umyśle krążyły bezpłodne myśli, kilkanaście ich było, żadna nie spłodziła czegoś większego. Myślało się jedynie o tym, by dotrzeć do kuchni i napić się czegoś, co gasi pragnienie. Wstręt do siebie potęgowany był powracającymi mdłościami i świadomością, że będzie się musiało iść wypróżnić. Do prawdy, biologia piękna jest niebywale, ale i zarazem obrzydliwa w swej niestałości. Piękny motyl, co będąc niegdyś poczwarą, nie przypomina jej zupełnie i ku niebu błękitnemu wzlatuje. Obrzydliwe gówno, co to obiadem smakowitym było, zanim pokrętną drogę przez jelita organizmu zwierzęcego przebyło, a następnie bez marzeń nijakich na lepsze jutro, spłynęło ku kanałom. Ubrało się. Nie była to czynność łatwa w stanie przedagonalnym, jaki to stan dotknął osoby, jednak udało się ujarzmić rękawy niesforne, nogawki przenicowane, a nawet centymetrowej długości włosy, czyniące policzki szorstkimi. Wiedziało się, że trzeba zawitać do Matki Muszli i wyspowiadać się jej z grzechów dnia poprzedniego. „Matko zgrzeszyło się (tu przerwa na nabranie tchu) bardzo proszę o wybaczenie (następna przerwa) nigdy nie zjem chili (przerwa, ale nie na zaczerpnięcie tchu, a na szczery płacz bólu, jaki zawita niedługo)”. Wyszło się z mieszkania. Na Czwartym piętrze jedna Matka, poszło się więc w jej stronę. Z daleka słyszało się już mamrotanie i gdakanie. - Czy ty widzisz, że ja chciałabym mieć więcej przestrzeni? Ko, ko, ko, nie patrz tak na mnie! Nie jestem głupia! Zajmij się mną! – gdakała ta pierwsza - Dobra – odrzekł ten drugi - Ale nie możesz więcej niczego mi powiedzieć? Powiedz, że wcale nie jestem taka, jak sobie to wyobrażam! Ko, ko, ko. Przytul mnie i powiedz! - Dobra – z zapałem odrzekł ten drugi Stało się i obserwowało tę scenę z odległości dwóch sekund myślowych i nie wiedziało się jak się zachować w tej sytuacji, tym bardziej, że mamrotacz i gdakaczka stanęli przy samych drzwiach do Matki. Odezwało się: - Przepraszam, nie chcąc przeszkadzać w dyspucie poprosi się o przesunięcie się spod tych drzwi, gdyż potrzeba nagła i nie cierpiąca zwłoki. Mamrotacz odrzekł: - Dobra Gdakaczka nie była tak miła i uniosła się swym wyimaginowanym honorem: - Nie widzi się, że rozmawiamy? Że dyskutujemy żywo o rzeczach istotnych? Istotniejszych niż sraczka. Niech idzie stąd, nie mamy czasu – żachnęła się gdakaczka i zaczęła gdakać do partnera. Nie mogło się już wytrzymać więc poszło się po schodach w dół z myślą, że pobliski las przyniesie ukojenie nerwów i zwieraczy.

II

Chciało się myśleć, chciało się kreować w umyśle, jednak by sporządzić ideę należy mieć jakąś podporę, nie tylko ideologiczną, ale również fizyczną. Same mięśnie nie wytrzymają ciężaru kreowania idei. I tak właśnie, nie zdając sobie sprawy z otaczającej rzeczywistości, kucało się pod obgryzioną przez dzikie zwierzęta sosną i oddawało się potrzebom natury fizjologicznej. Gdybyż chociaż papier... Uwikłanie w te myśli wyłączyło postrzeganie zewnętrzne. Człowiek jest zwierzęciem, którym kieruje instynkt. Świadomość, umysł i inteligencja są skutkami ubocznymi ewolucji. Gdy świadomość kieruje umysłem (czy na odwrót, whatever), instynkt winien pilnować ciała. Ale instynkt był stępiony. Świadomość z resztą również. Należało się wystraszyć, jednak nie zdążyło się. Niemożliwość w przypuszczeniu może zaistnieć wtedy, i tylko wtedy, gdy podstawa przypuszczenia jest błędna. Było się więc pewnym, że choroba psychiczna jest odległa niczym Syriusz. Wtedy właśnie zaszła niemożliwość przypuszczenia. Upiory starszej generacji wtargnęły z mocą ponadnaturalną w jestestwo i zdewastowały układ. Miłe z ich strony, że mimo wszystko pozwoliły się podetrzeć.

III

I oto leżało się wśród natchnień setek. Połykało się idee, które w gruncie rzeczy nie były nowe. Były moje. Świadomość istnienia jakby się spotęgowała i postrzegałem wśród idei siebie, jako siebie; nie jako bezstronnego obserwatora. Wahałem się. Nowa to była dla mnie sytuacja. Nie wiedziałem jak ją ugryźć i z której strony zacząć. Zamarzyło mi się wnet, by pociągnąć za sznurki. I sznurki pojawiły się. Pociągnąłem więc i otwarły się niebiosa, a w nich ukazała się ta jedna, jedyna i niepowtarzalna twarz, twarz uczucia, którego nie potrafiłem nazwać. Uczucia, o którym tak wspaniale rozpisywali się poeci. Chyba była to nienawiść, choć nie byłem pewien. Wtem odezwała się na głos: - Nic panu nie jest? Znalazłam pana pod tym drzewem. Niech pan się nie gniewa, że pomyślałam o panu jak o jakimś pijaku. Była szczera. I chyba piękna. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to nienawiść…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%