Fantasy · 9 min czytania
Déjà vu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jechał samochodem przez las. Droga była pusta i ciągnęła się w nieskończoność. Nie pamiętał jak się znalazł na tej jezdni, ale nie zaprzątał sobie tym głowy. Wydawało mu się to naturalne. Zatrzymał się. Wysiadł i rozglądał się. Drzewa były wyższe niż w każdym innym lesie tak, że nie widział ich końca. „Nie widać nieba.” – pomyślał – „W ogóle nic nie widać na górze.”. Wsiadł do samochodu i spróbował odpalić. Jeden raz. Nic. Drugi raz. Nic. Trzeciej próby już nie było i słychać było tylko przekleństwa. Ponownie wysiadł. Tym razem poszedł w kierunku najbliższego drzewa i wysikał się. „Nie słychać ptaków, w ogóle nic nie słychać. To na pewno nie jest normalne.” – pomyślał, w końcu zauważając nienormalność tego miejsca. Zaczął nerwowo rozglądać się. Nic się nie zmieniło. Pobiegł w kierunku samochodu, wsiadł i spróbował jeszcze raz odpalić. Nie udało się. Wysiadł szybko i ruszył przed siebie za drogą. Szedł dłuższą chwile cały czas rozglądając się w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak życia. W około absolutnie nic się nie działo. Zatrzymał się i oglądnął się za siebie. Stał tam samochód, jego samochód. „Ale jak to możliwe?! Idę przecież co najmniej godzinę.” – zapytał sam siebie. Podszedł niepewnie w kierunku auta. Otworzył drzwi. - No w końcu! Ile miałem czekać. – powitała go kobieta Bohater zamarł zaskoczony. - Już jedziemy. Przecież byłem tylko odcedzić kartofelki. – powiedział uśmiechając się do pasażerki. Wsiadł do samochodu. Spróbował odpalić. Auto odpaliło. Zamknął drzwi i ruszył. - Gdzie mam cię zabrać? - spytał. - Do miasta misiu. Po co się w ogóle pytasz? – zapytała mrużąc oczy. - Jakoś wyleciało mi z głowy. – odparł głupkowato się uśmiechając. - Jedz jakoś szybciej. – ponaglała go kobieta. Mężczyzna uśmiechnął się i przyśpieszył. Nie wiedział kim była pasażerka, ale jakoś dziwnie wyglądała znajomo i czuł, że zna ją długo. Tylko, że za cholerę nie mógł sobie przypomnieć kim ona jest. Po słowie „misiu” wywnioskował, że zapewne jest jego dziewczyną albo jakąś starą znajomą. Popatrzył się na nią. Była to kobieta urodziwa o rudych, można by powiedzieć ognistych włosach. Oczy miała brązowe, miłą, piękną twarz i smukłe ciało. Popatrzył się na jej ręce w nadziei, że ujrzy na nich obrączkę albo jakąś inną rzecz, która pomogłaby mu w rozszyfrowaniu jej tożsamości. Wstydził i bał się jej zapytać wprost, gdyż mógłby popełnić jakąś gafę. Jeszcze bardziej przyśpieszył i … -----------------------------------------------------------------------------------------------
Stał w lesie. „Gdzie ja jestem?” – pomyślał. Poczuł zimno. Wszędzie w około był śnieg. Ruszył przed siebie. Mijał niezliczoną ilość drzew, których wciąż nie widział końca. Zatrzymał się. Pogrzebał w kieszeniach i wyciągnął telefon. Włączył go, ale nie było zasięgu. Schował telefon i, w dalszym ciągu, szedł. Nagle zatrzymał się. Zrobiło się jakby bardziej zimno. Usłyszał jakiś szmer za sobą. Przerażony oglądnął się za siebie. Nic tam nie było. Ruszył powoli do przodu. Poczuł dotyk… -----------------------------------------------------------------------------------------------
Jechał bardzo szybko za jakimś autem. Gonił samochód przed sobą. Uderzył w tył tamtego auta. Powtórzył tą czynność parę razy. Następnie zwolnił, by na chwilkę po tym przyśpieszyć i zaczął doganiać Renault ‘a. Uderzył go w tył. Transporter stracił stabilność i zaczął dachować. Mężczyzna zatrzymał się. Wysiadł i ruszył w stronę drugiego auta. Ktoś wyczołgał się z renault ‘a, popatrzył w stronę biegnącego i sam ruszył w stronę lasu. Siłą rzeczy bohater ruszył za nim. Biegli obaj w około 100 metrów od siebie niczym myśliwy i zwierzyna. „Po jaką cholerę ja kogoś gonię?” – przemknęło mu przez myśl, ale nie przerwał swojej czynności, gdyż coś mu mówiło żeby nie przestawał. Nagle zwierzyna znikła mu z oczu, ale podążał za nią w dalszym ciągu. Nie mógł tego kogoś zlokalizować i w końcu zaprzestał pogoni. Ruszył w stronę drogi. Nigdzie nie było żądnych śladów na śniegu. Powłoka śnieżna wyglądała tak jakby dosłownie przed chwilą się pojawiła, ale przecież przed chwilą bohater gonił tajemniczego pasażera transportera. „To jest co najmniej dziwne” – pomyślał. Doszedł do drogi. Jego samochód stał, ale drugiego rozbitego auta nie było. Nie było