Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 4 min czytania

Delirium

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jim zaklął cicho. Miał za swoje, oddalił się tylko na chwile od oddziału by się odlać, a teraz zgubił się w tym cholernym rumowisku. Cholerne ruiny, cholerny Irak, cholerna wojna... niejednokrotnie klęli w obozie na wojnę. Tylu swoich już zginęło. Obecnie ich oddział wysłano do przeczesania zbombardowanego miasta, gdzie rzekomo znajdowali się terroryści. Boże, co za życie... Coś usłyszał. Długi wojskowy bagnet sam wsunął mu się w dłoń – będąc tutaj wypracował sobie już kilka odruchów. Strzały mogły narobić niepotrzebnego hałasu. Ostrożnie wychylił się zza ściany domu, a raczej jego pozostałości. Tuż obok ktoś stał. Arab, obwieszony paskami amunicji, trzymający wysłużonego kałacha. Cholera, jednak ci cholerni terroryści tu byli. Co zrobić? Uciec?Ale gdzie niby? Mocniej zacisnął dłoń na rękojeści bagnetu, albo oni, albo my. Bezszelestnie podkradł się do wroga. Błyskawicznie chwycił tamtego za głowę i zręcznym ruchem poderżnął mu gardło. Puścił bezwładne ciało na ziemię. Oddychał ciężko. Nagle usłyszał jakieś głosy za sobą – kolejni terroryści. Odwracając się, zdążył tylko zobaczyć wycelowane w siebie lufy dwóch karabinów. Skoczył do pierwszego Irakijczyka. Bagnet znów spłynął czerwienią, drugi rzucił się do panicznej ucieczki, odrzucając broń gdzieś w gruzy. Cisnął bagnetem, trafił uciekającą postać bezbłędnie w środek pleców. Długie ostrze wbiło się w kręgosłup. Nie ma ucieczki. Dla nikogo. Teraz dopiero przyjrzał się kim byli ci dwaj. Serce podeszło mu do gardła. Ten przy którym stał miał około dwunastu

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Delirium — czytnik · opowiadania