Akcja · 24 min czytania
Demony Wojny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Nienawistnik obijał się. Chwilowo nie był w trakcie poszukiwań emanacji piekieł na ziemi, więc korzystał z czasu najlepiej jak umiał. Siedząc w swoim domu, w górach. Weronika robiła porządki na górze. Nie życzyła sobie jego pomocy, gdyż takie sprawy najlepiej załatwiała sama. W takiej sytuacji Maciek zaszył się w kuchni. Tam przy kubku gorącej herbaty kontemplował swoją obecną sytuację. Nagle wyczuł, że ktoś się zbliża. Człowiek. Chwile później zadzwonił dzwonek przy drzwiach. - Ja otworzę! – krzyknął. W drzwiach stał starszy człowiek, ubrany w drogi garnitur. Na oczach miał okulary. Maciek poznał go od razu. - Sapiewicki! Nie wiem jak tu trafiłeś, ale dam Ci dwie minuty na opuszczenie okolicy. Chyba, że chcesz w trybie przyspieszonym opuścić ten świat – wycedził, a oczy zrobiły mu się całe czarne. - Spokojnie Nienawistniku. Przychodzę do ciebie z...prośbą o pomoc. – Sapiewicki wydawał się zniesmaczony faktem, że musiał to powiedzieć. Maćka to zaciekawiło. - Pomoc? Dla ciebie czy dla wydziału? - I dla mnie i dla wydziału. W sumie z kadry zostałem tylko ja. - No proszę. Elitarny wydział Siódmy zdziesiątkowany? Zaiste nastał chyba w końcu czas sądu.... - Daruj sobie te drwiny. Sprawa jest naprawdę poważna. Może ucierpieć wielu niewinnych ludzi. - Powiadasz? Dobra, nie krzyw się bo ci tak zostanie. Wyczuwam, że istotnie mówisz prawdę. Wejdź tylko postaraj się nie nanieść brudu. Maciek przyjął gościa w kuchni. Nie wiedzieć czemu, pomieszczenie to zawsze było centrum domu. Tam się przesiadywało, dyskutowało, tam toczyło się całe życie domu. - Kawy, herbaty? Jest gorąca woda to mogę od razu zaparzyć. - Herbaty proszę. Zwykłą i dwie łyżeczki cukru. Dziękuję. Całkiem nieźle się tu urządziłeś. I masz dziewczynę... - A skąd ty to wiesz? – oczy Maćka zwęziły się. - Damskie obuwie stoi przy wejściu, w domu unosi się subtelny zapach damskich perfum. Poza tym wiem, że z własnej inicjatywy nie postawiłbyś kwiatków w doniczkach przy oknie. - No proszę...Istotnie mam, ale nic tobie do tego. A teraz do rzeczy. W czym problem? - Taaak....Jakieś dwa lata temu kilku naszych agentów natrafiło na kryjówkę pewnego czarownika. Facet zajmował się nekrominacją i demonologią. Jego księgozbiór był niezwykle bogaty i interesujący. Pracownię też miał dobrze zaopatrzoną. Niestety ów czarownik przypadkowo został zabity. W jego notatkach znaleźliśmy mnóstwo ciekawych rzeczy. Faceta szczególnie interesowały hybrydy demonów i ludzi. Łączenie zarówno na poziomie duchowym – czyli przeciętnie opętanie, jak i cielesnym. Hybrydy jakie stworzył były tylko prototypami, jednak zapowiadały się interesująco. Postanowiliśmy kontynuować jego badania. Efekty były różne, jednak nie zrażaliśmy się tym. Prowadziliśmy testy polegające zwykle na krótkotrwałym łączeniu. Tydzień temu postanowiliśmy stworzyć niewielki oddział takich hybryd. Oddanych krajowi, walczących w słusznej sprawie. Wszystko szło wyśmienicie. Jednak po udanej syntezie doszło do masakry. Owe hybrydy zbuntowały się. Zaczęły wyrzynać wszystkich w pień. Ledwo uciekłem. Teraz nie wiem gdzie są. Szukamy ich, ale albo zabijają szpiegów albo skutecznie mylą tropy. Twoje zadanie jest proste – znaleźć i zabić. Te istoty stanowią śmiertelne zagrożenie dla każdego kogo spotkają. Nienawistnik patrzył na niego ze znudzonym wyrazem twarzy. - Stworzyliście potwory nad którymi sami nie umieliście zapanować. Znaliście ryzyko. A teraz bezczelnie oczekujecie by ktoś po was posprzątał. Nigdy się, cholera, nie zmienicie. Ale dobrze...zrobię to. Jednakże nie za darmo. Sapiewicki skrzywił się lekko. - Czy ty aby nie przesadzasz? Twoim obowiązkiem jest wszelkich mrocznych sił! Powinieneś wziąć się za to od razu, bez żadnych warunków! - Powinienem. – Nienawistnik popatrzył w okno z namysłem. – Ale to za waszą sprawą pojawił się oddział żołnierzy piekła rodem. Nie wspomnę już wcześniejszych waszych dokonań – otwieranie Bram, eksperymenty genetyczne, polowanie na „tych uzdolnionych”... - Dobra, poddaję się – Sapiewicki oklapł kompletnie. – Czego chcesz w zamian? - Spokoju – wasz wydział i każdy inny ma zostawić mnie oraz wszystkie osoby ze mną związane w spokoju. Ponadto przekażecie na pewne konto drobną sumę... - Jak drobną? - Milion. Okrągły milion złotych. Nie rób takiej miny, śmiesznie wyglądasz z tymi rozdziawionymi ustami. Jak ryba he,he,he. Poza tym na pewno zostało wam sporo środków finansowych. Tak więc dokonasz przelewu. I bez żadnych kantów. A teraz, czy masz może coś co pozwoliłoby mi namierzyć tych żołnierzy? - Tak, mam przy sobie parę ich rzeczy, którymi byli dość mocno związani emocjonalnie. Proszę.
***
Okolica laboratorium, w którym przeprowadzano badania była wyjątkowo odludna. Las, łąki, bagna. Pusto i głucho...idealne miejsce na zakazane eksperymenty. Na powierzchni laboratorium składało się z niewielkiego budynku. Nie był nawet otoczony siatką. Drzwi były zamknięte. Wyłamał je. W środku pustka. Wnętrze przypominało jakiś niewielki, wiejski urząd. Zasilanie działało bez zarzutu. Po krótkich poszukiwaniach odnalazł ukrytą windę. Przywołał ją. Tu, w podziemiach był jego pierwszy cel.
***
Zjazd na pierwszy poziom podziemi trwał trochę długo. Po wyjściu z windy zerknął na mapę, którą otrzymał od Sapiewickiego. Nic ciekawego, same pokoje sypialne. Mimo wszystko postanowił się tu trochę rozejrzeć. Pokoje były opuszczone w pośpiechu. Wiele rzeczy nie zostało zabranych. Ten nieład i pośpiech w połączeniu z głuchą ciszą tworzyły dość upiorny nastrój. Ale Nienawistnik się nie bał. W jednym z pokojów znalazł jakieś zdjęcie w ramce. Kobieta i mężczyzna, uśmiechnięci, przytuleni. Szybka trochę się w nim stłukła. Pewnie ktoś w pośpiechu go zapomniał i teraz pewnie szuka. Albo i nie... Pomyślał o Weronice.
Część 22 / 2
***
Że Coooo?! Żołnierze Demony? I ty dałeś się w to wciągnąć?! Mógł się spodziewać takiej reakcji. Weronika była zrozpaczona, gdy streścił jej rozmowę z Sapiewickim. Martwiła się o niego. - Posłuchaj Weronka, jestem Nienawistnikiem. Moim zadaniem jest likwidować przede wszystkim emanacje piekieł. Nie ważne czy pojawiły się na tu same, czy ktoś je przywołał, czy coś innego. Mam je zniszczyć bez litości. Znam ryzyko, ale lubię to. Można się wyżyć. Weronika westchnęła. Zawiesiła mu się na szyi i pocałowała w usta. - Masz wrócić cały i zdrowy Nienawistniku Ty mój. I jak najszybciej.
***
Kolejny zjazd w dół. Tym razem dwa piętra niżej. Nie było sensu przeszukiwać następnego piętra mieszkalnego. Teraz zaczynały się laboratoria. Atmosfera panowała tu taka sama jak na wyższych piętrach. Cisza, półmrok, nieład. Większość pomieszczeń była wykładana kafelkami. Nienawistnik nie zdziwił się, gdy na niektórych zobaczył zaschnięte rozbryzgi krwi. Dotknął jednej ze ścian. Słuchał. Emocje zachowane w ścianach uderzyły jak młot. Ból.... Ciekawość... Strach... Odrzuciło go. Eksperymentowali na ludziach. Pewnie byli to jacyś bezdomni, albo jacyś notoryczni przestępcy. Nie wyczuwał tu żadnych oznak życia. Dalej nie da się zjechać windą. Gdzieś były schody...są! obok mniejsza, ale nie działająca winda do przewozu „obiektów badań”. Im bardziej schodził w dół, tym bardziej wyczuwał rosnącą aurę zła i gniewu. Biblioteka. Tu trzymano rozmaite tomy używane do rytuałów. Nienawistnik znał je wszystkie. Gdzieś w rogu dostrzegł komputer. Maszyna była kompletnie zniszczona. Zastanowił się, ile tomów zdążyli przekonwertować na format elektroniczny. Miał nadzieję, że niewiele. Trzeba będzie to wszystko zniszczyć, jak już się upora z problemem na najniższym poziomie. Najniższe laboratorium zabezpieczone było wielkimi, metalowymi drzwiami. Miały prawie metr grubości. Nienawistnik przyjrzał się im. Pokrywały je symbole ochronne. Trzymały bestię w środku. Ciekawe czy długo będzie trzeba ją szukać, i jak ciężka będzie walka. Wpisał na czytniku kod dostępu. Usłyszał cichy syk. Najniższy poziom stał otworem. Aura zła była tu najsilniejsza. Nienawistnik wiedział z planów, że poziom składa się z sieci wąskich korytarzy prowadzących do wielkiej hali. Tam odbył się rytuał przywołania. Próbował wyczuć, którym miejscu jest jego oponent, ale znaki chroniące ten poziom zagłuszały go. No trudno... Powoli przedzierał się przez plątaninę korytarzy. Praktycznie co chwilę ściany były obryzgane krwią, leżały jakieś strzępy ubrania bądź kawałki broni lub innych rzeczy. Co i rusz natykał się też na ciała. Spalone, rozerwane, zmiażdżone. Ich słodkawy odór gnicia wdzierał się w nozdrza i wwiercał w mózg. Główna hala była doprawdy imponująca. Rozmiarami przypominała halę hipermarketu. Chaos jaki tu panował też dało się porównać z hipermarketem. Biurka oraz regały, które były tu poustawiane zostały rozniesione w drobny mak. Pełno było tu też ciał. Po krótkiej chwili dotarł do głównego centrum przywołania. Od pozostałej części hali oddzielała je dość cienka ściana. W kilku miejscach były dość spore wyrwy. No cóż...nie można liczyć by potwór kulturalnie wyszedł drzwiami. Nienawistnik musiał przyznać, że choć wydział zapomniał o zabezpieczeniach na wypadek ewentualnego buntu, to miejsce przywołania było przygotowane bardzo dobrze. Rozpoznał odpowiednie symbole otwierające Bramę. Znalazł też kilka ocalałych czarnych świec używanych do zakłócenia wibracji rzeczywistości. Ktoś się naprawdę postarał.. Odruchowo sprawdził czy Brama na pewno się zamknęła. To, że czegoś nie widać, nie oznacza, że tego nie ma. Zamknięta, dobrze. Cios w tył głowy spadł znienacka, bezszelestnie oraz brutalnie. Nienawistnik poleciał do przodu i zarył nosem w jakiegoś trupa. Wstał klnąc na własną nieostrożność i na wszechobecny syf. Jego przeciwnik prezentował się imponująco. Mierzył około trzech metrów, posiadał ogromne umięśnione ręce i nieproporcjonalnie małą głowę. Wisiały na nim strzępy munduru. - Dom, gdzie jest dom?! – ryknął i zaczął wpatrywać się w Nienawistnika swoimi żółtawymi ślepiami. - A bo ja wiem... – Nienawistnik westchnął. Zaatakował równie błyskawicznie co jego przeciwnik wcześniej. Najpierw uderzył go łokciem w brzuch, poprawił w nos, a na końcu wymierzył solidnego kopniaka w klatkę piersiową. Przeciwnik z głuchym łoskotem zwalił się na ziemię. Przez chwilę leżał, najwyraźniej zaskoczony atakiem, lecz wtem zwinnie wstał. Nienawistnik zaklął cicho. Spodziewał się, że oponent będzie wytrzymały, ale nie spodziewał się, że tak szybko się pozbiera. I tak zwinnie. Bestia wydała z siebie ogłuszający ryk i przystąpiła do ataku. Atakował głównie swoimi długimi rękami. Mimo sowich rozmiarów poruszał się szybko, sprawnie i zwinnie. Maciek nie miał czasu by sam zaatakować. Hybryda zmuszała go do ciągłej obrony. Uznał, że pora sięgnąć po parę asów. Pozwolił się potworowi powalić na ziemię. Gdy ten nachylił się nad przeciwnikiem, Nienawistnik złapał go za głowę i poraził sporą dawką energii nienawiści. Ryk jaki wydał demon był głośniejszy niż wszystkie poprzednie. Teraz należało działać. Nienawistnik skupił energię w dłoniach. Przykucnął uchylając się tym samym przed ciosem i oderwał przeciwnikowi nogi w kolanach. Potwór runął na ziemię z przeraźliwym łoskotem. Przez chwilę machał bezradnie rękoma próbując się podnieść. Spojrzał na Nienawistnika. W jego wzorku nie było już dzikiej furii. Tylko strach i smutek. - Dom, gdzie mój dom? Chcę do domu? Maciek popatrzył w oczy byłego żołnierza. Trochę mu było szkoda tego człowieka. - Nie martw się, odeślę cię do domu. Chcesz? - Do domu? Tak, tak! Do domu! - Dobrze.... Maciek przykląkł przed demonem. Wokół dłoni Nienawistnika zatańczyły czarne płomienie, a oczy zrobiły mu się czarne jak smoła. - Spokojnie, zaraz będziesz w domu. Zaczął wysysać duszę. Ciało stwora lekko podrygiwało,…