western · 10 min czytania
Depresja Rewolwerowca-Bracia Turnerowie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
BRACIA TURNEROWIE
W pokoju hotelu ``zielony byk`` było dwóch mężczyzn. Jeden z nich siedział na krześle, przy otwartym na oścież oknie, czyszcząc swój rewolwer. Drugi leżał na łóżku z książką w ręku. Nazwa tego hotelu była dobrana dobrze co do joty, ponieważ wszędzie było pełno zielonej pleśni, a śmierdziało tu tak, jakby przed chwilą załatwił się tu byk. Mimo wszystko bracia Turnerowie, nie mieli innego wyjścia jak zamieszkać tutaj, ponieważ było to jedyny hotel w tym śmierdzącym, meksykańskim miasteczku. - On nie zdąży.- powiedział ten z bronią w ręku. Mężczyzna siedzący na łóżku, nie odrywając ani na chwilę wzroku od lektury odpowiedział- Gordon ma w zwyczaju się spóźniać drogi bracie. Siedzący na krześle prychnął pogardliwie, odłożył szmatkę którą czyścił rewolwer i włożył bębenek z sześcioma nabojami na swoje miejsce. - Jak zawsze powie że to wina meksykanów. Wstał z krzesła, włożył pistolet do kabury i podszedł pod drzwi. -Idę jeszcze raz obejrzeć bank i jego ochronę. Pójdziesz z zemną czy jak zawsze wolisz czytać te durne książki? Leżący na łóżku ciężko westchną- Nigdy nie rozumiałeś i jak widzę dalej nie rozumiesz prawdziwej istoty książek. Zawsze się dziwiłem że jesteś moim bratem, ale nie , dziękuje wole dokończyć moją lekturę Johny. - Jak to zwykła mówić nasza matka ``rodziny się nie wybiera``. Po tych słowach wyszedł z pokoju. Johny zawsze uważał że on i jego młodszy o dwa lata brat, Mike musieli mieć dwóch różnych ojców. Zbytnio się od siebie różnili. On wolał zawsze sport, rywalizację, strzelanie z rewolwerów i dobrą zabawę. Jego brat natomiast zawsze wolał naukę, książki i muzykę. Potrafił perfekcyjnie grać na gitarze i pianinie. Łączyła ich tylko jedna, wspólna cecha. Obydwoje uwielbiali kobiety. To przez nie musieli się wynosić ze swojego rodzinnego miasteczka w Teksasie. John w wieku osiemnastu lat, poderwał ładną, blond włosą dziewczynę z którą potem spędził przyjemną godzinę w łóżku. Jakiś tydzień później jego szesnastoletni wówczas brat puknął tą samą pannę. Dziewięć miesięcy później blond włosa przyszła pod ich mały domek gdzie mieszkali razem z rodzicami i młodszą siostrą Emmą. Na ich nieszczęście przyszła nie sama lecz z małym noworodkiem w rękach. Powiedziała że to musi być dziecko jednego z nich. Oni się tego wyparli co było jednym z ich wielu większych błędów, jakie popełnili w całym swym życiu. Okazało się że to jedyna córka właściciela największego rancza w tym regionie Georga Andersona którego bratem był szeryf ich miasta Daniel Anderson. Rodzice braci nalegali ich, wręcz zmuszali by któryś z nich przyznał się do ojcostwa dla ich własnego dobra. Żaden z nich jednak nie miał zamiaru zajmować się niechcianym potomkiem. Postanowili opuścić swoje miejsce zamieszkania co potem źle dla nich zaskutkowało. John jednak nie chciał w tej chwili o tym rozmyślać. Miał ważniejsze sprawy do zrobienia. Bank znajdował się trzy budynki dalej od ich hotelu. Od ósmej rano do piętnastej popołudniu krążyło wokół niego czterech uzbrojonych w strzelby mężczyzn. Chodzili dwójkami, równym tempem. To było praktycznie ich jedyne zadanie ponieważ nikt nie spodziewał się że banda groźnego Juana Alvareza którego wszyscy nazywali ``leworęcznym ``, ponieważ wszystkie czynności jakie wykonywał robił lewą ręką, zaatakuje ich za jakiś dzień. O piętnastej, gdy zamykano bank przychodził kolejny strażnik ze strzelbą, gazetą i jedzeniem który odbierał klucze od właściciela placówki, wchodził do środka, zamykał się od wewnątrz i szedł do gabinetu właściciela by położyć się wygodnie na jego sofie. W tedy, reszta ochrony wracała do swoich domu by potem o ósmej znowu tutaj wrócić. Taki proceder powtarzał się codziennie. John od dwóch tygodni które spędzili w tym miasteczku razem z bratem, przychodził tutaj o godzinie zamknięcia banku by zaobserwować jak to wszystko przebiega. Stał tam przez pięć minut, obserwował jak strażnik odbiera klucz, po czym poszedł do hotelu napić się whisky.. W między czasie jego brat właśnie kończył czytać bardzo pasjonującą powieść kryminalną. Gdy właśnie doszedł do ostatniej strony dostał skurczu w kiszkach i szybko poszedł do jedynej, wspólnej toalety w całym hotelu która umiejscowiona była na piętrze w którym razem z bratem mieszkali. Miał szczęście ponieważ była wolna. Gdy właśnie się rozluźnił, otworzył książkę na ostatniej stronie i zaczął ponownie czytać. Nie trwało to jednak długo ponieważ po chwil, z za ściany obok usłyszał jak jakiś mężczyzna krzyczy coś po hiszpańsku, a odpowiada mu jakaś płacząca kobieta. Spróbował się skupić na czytaniu`` Hans podszedł do księdza, przyłożył mu nóż do serca i rzekł...``, znowu usłyszał jak facet się wydziera, tylko tym razem dołączył się do tego dźwięk uderzenia. Zaraz po tym po tym…