Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

western · 9 min czytania

Depresja Rewolwerowca- Pech

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pech Gordon przejechał kłusem pół nocy. W końcu jednak on i jego koń dość mocno się zmęczyli podróżą. Przywiązał więc swego konia do jednego z jakże nielicznych w Meksyku drzew, a sam zajął się zbieraniem gałęzi na opał. Zajęło mu to prawie dwadzieścia minut ponieważ było strasznie ciemno. W końcu rozpalił ognisko. Wziął koc który leżał w torbie położonej na tyle konia. Wyciągnął z niego także kawałek czerstwego chleba i na wpół opróżniony bukłak wody. Usiadł przy ognisku i zaczął jeść. Zastanawiał się czy uda mu się dojechać do swych kompanów na czas. Szczerze w to wątpił. Od urodzenia ciążył nad nim pewnego rodzaju pech. Zawsze się spóźniał. Z początku uważał że to po prostu jest jego zwykła wada. Że spóźnianie się ma po prostu wrodzone. Po jakimś czasie jednak, doszedł do wniosku że to wszystko wina tych pieprzonych, wąsatych i zawsze śmierdzących meksykanów. Zawsze jakoś mu przeszkadzali. Wielokrotnie przez nich wpadał w kłopoty. To z ich winy był poszukiwany w aż dziesięciu stanach Ameryki Północnej. Gdy był jeszcze małym chłopcem jako że nie miał rodzeństwa dość mocno zaprzyjaźnił się ze swym rówieśnikiem, meksykaninem Carlosem Perronim. Przez lata byli najlepszymi przyjaciółmi. Wszystko jednak się zmieniło kiedy mając po czternaście lat za namową Carlosa przyłączyli się do nowo powstałej grupy przestępczej. To mogłaby być dla nich wielka szansa ponieważ obydwoje pochodzili ze strasznie biednych rodzin. Niestety nic nie poszło po ich myśli. Podczas pierwszej i zarazem ostatniej próby zdobycia pieniędzy od właściciela największego saloonu w mieście, wszyscy członkowie bandy(liczyli w sumie siedmiu członków) zostali w tedy złapani przez głupotę Perroniego. Jednym z głównych zadań jego przyjaciela miało być wybawienie ze środka wszystkich klientów baru i jego obsługę żeby mogli spokojnie wejść do środka i zabrać pieniądze z kasy. I wszystko by poszło dobrze gdyby nie fakt iż meksykanin powiedział nie to co wcześniej było ustalane. Miał wbiec do środka i krzyknąć że kościół baptystów (który był umieszczony w takim miejscu że z tej lokalizacji nie dało się go dojrzeć) się pali. Jako że zdecydowana większość mieszkańców miasta Houston w Teksasie było baptystami, najpewniej wszyscy pobiegli by pomóc w akcji gaszenia świątyni. Carlos jednak bez konsultacji z nikim powiedział kompletnie coś innego. Uznał że wszyscy za nim pójdą jeśli powie że meksykanie ponownie uderzyli na miasto. Może i by mu uwierzyli gdyby nie fakt że sam był tej narodowości. Większość z ludzi się zaśmiała, dwóch albo trzech wstało obezwładniła Perroniego i go zlała. Barman jednak jakimś sposobem wyczuł że coś jest nie tak i wyszedł tylnym wyjściem. Po minięciu umówionych dwudziestu minut Gordon i reszta bandy z chustami na twarzach i z pistoletami w rękach, wrzeszcząc wbiegli do saloonu. Spodziewali się że w środku pozostanie co najwyżej kilka osób ale niestety Carlos spartolił sprawę. Na miejscu zastali około dwudziestu z lekka podchmielonych mężczyzn. Na ich nieszczęście każdy miał przy sobie rewolwery. Gordon zauważył swego przyjaciela wijącego się z bólu w rogu pomieszczenia. Chcieli już uciekać kiedy to przejście zagrodzili im barman wraz z szeryfem i jego ludźmi. Nawet nie próbowali się stawiać. Za próbę obrabowania kasy baru zostali skazani na dwa lata pozbawienia wolności. W spokoju odsiedział swój wyrok. On i Carlos wyszli z kicia tego samego dnia. Meksykanin chciał go przeprosić ale Gordon nie chciał nic o tym słyszeć. Postanowił że porzuci swoje dziecięce marzenia o zostaniu rewolwerowcem. Wrócił na farmę, należącą do wówczas dość mało znanego biznesmena Georga Andersona, na której jego rodzice pracowali. McCoy postanowił im pomóc. Niestety okazało się że podczas gdy on odsiadywał wyrok doszło do pożaru w którym spłonęła praktycznie cała farma Andersona. Spłonęli także ludzie w tym jego ukochani rodzice. Gordon był załamany. Postanowił jednak dowiedzieć się co było przyczyną tego nieszczęsnego wypadku. Pytał się o tą sprawę praktycznie wszystkich. Zaczął od szeryfa który powiedział mu tylko żeby znowu nie próbował okradać uczciwych ludzi. Potem spróbował u Andersona. Ten złożył mu tylko kondolencję i zaproponował mu pracę rolnika na innej z jego farm. Inni ludzie także nic nie wiedzieli.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Depresja Rewolwerowca- Pech — czytnik · opowiadania