Fantastyka · 3 min czytania
Destroyer
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W świątyni panowała wstrętna ciemność i grobowa cisza. Nie byłem w stanie określić rozmiarów pomieszczenia w którym przebywałem, ale po wielkości fasady budynku, przypuszczałem, że było olbrzymie. Mogło mierzyć nawet kilometry. Przez chwilę zastanawiałem się jak potężna cywilizacja mogła to zbudować. Niechybnie zgubiłbym się, jednak dostrzegłem kamienny chodnik. Szeroki na około dwadzieścia metrów i długi jak okiem sięgnąć, prowadził tuż przede mnie. Niesamowicie wysokie sklepienie podtrzymywały tytaniczne kolumny rozrzucone rzadko. Od ich podstawy po niemalże sufit pokrywały płaskorzeźby, dziwne ryty i znaki. Większości z nich nie byłem w stanie odczytać, bo były w jakimś dziwnym języku, ale obrazy odwzorowane na płaskorzeźbach łatwo było odcyfrować. Przedstawiały potężna istotę, która jak podejrzewam, niszczyła lub pożerała całe planety. Gdy uważnie studiowałem to co się znajdowało na kolumnach, w całej świątyni pojawiło się ostre światło. Jakby znikąd. Wkrótce, po dłuższym rozglądaniu się dostrzegłem źródło światła. Sklepienie świątyni miało charakter kopuły, a na samym jej środku wisiała na czarnym, grubym łańcuchu wielka kula ognia, plazmy lub jeszcze czegoś innego. Wyglądało to bardzo mrocznie, ale i bajecznie. Bardzo przypominało słońce. Potem dostrzegłem coś co zjeżyło mi włosy na głowie. Ogromny kamienny tron, bogato zdobiony milionem kryształów i klejnotów, tonami złota, obity szkarłatnym…