pisarstwo · 3 min czytania
Deszcz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Poczekaj! Zabrzmiał głos z tyłu. Za plecami. Moimi. Chyba moimi, bo były jakieś dziwne. Takie niezrozumiale wyprostowane, jak nigdy. Odwróciłem głowę i zobaczyłem człowieka, który biegł w moją stronę. Chyba człowieka. Poczekaj! Powtórzył majestatyczny gość, dobiegając do mnie. Miał taki dziwny kolor koszulki. Pigwowy może, choć nie wiem czy dobrze nazywam owoc, który akurat mam w głowie. Spodnie niebieskie, chyba niebieskie. Takie jakieś, jakbym nigdy nie miał przed oczami materiału, z którego pochodzą. Stanąłem gdy dotknął mojego ramienia. Dlaczego by nie poczekać gdy ktoś woła. Patrząc w oczy, chyba człowieka, miałem wrażenie, strasznej chęci wysłuchania tego co miał do powiedzenia. Tylko patrzył na mnie jak na debila. Może jestem debilem, pomyślałem, ale jak na razie to on miał predyspozycje do tego miana. Patrzyłem w jego niebieskie oczy, takie zrozumiałe, jakbym parzył w swoje, z wyjątkiem tego, że w jego mogłem patrzeć. Patrzeć i patrzeć, jak zaczarowany. Mokre włosy przykleiły mi się do czoła, tak jak odzienie do ciała. Deszcz zacinał co raz mocniej, a my staliśmy nieruchomo pośród uciekających ludzi. Przed czym tak uciekają, pomyślałem. Przed