Kultura · 5 min czytania
Deszczowy wieczór w kinie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tego dnia deszcz padał już od trzech dni, przez co zdążył spłukać z niego podrażnienie i ukoić go. Za to właśnie kochał deszcz, zwłaszcza latem, gdy przychodził w miejsce tych upałów, które wypalały flaki jego duszy. Wtedy robił to z deszczem, nawiązywał erotyczną relację z każdą kroplą, która uderzała jego twarz i lekko łaskocząc go spływała w dół. On przecież bardzo lubił pieszczotę. Często specjalnie wychylał głowę do tyłu, by one mogły całować go po szyi i spływać na pierś. Z taką właśnie wychyloną głową szedł po przemokniętych chodnikach przemokniętego dużego miasta. Lubił miasta przemoknięte, ale za dużymi w zasadzie nie przepadał. Zakuwały go w kajdany czerwonych świateł, dusiły sznurem pojazdów i chłostały hałasem. Deszczowego wieczoru jednak dało się jakoś wytrzymać, a nawet było ciekawie. Wszyscy jakby ukryli się przed strugami wody pozwalając na to, by po ulicach pałętał się spokój.
Był to czas bardzo dobry, by pójść tam do kina. W dużym mieście zdarzają się bowiem kina, w których pokazują coś, na co w mieście małym przyszło by zaledwie trzy dziesiąte osoby. Gdy bowiem te trzy dziesiąte z małości pomnoży się przed dużość to jest szansa, że przyjdzie parę osób. Zdziwił się niezmiernie tym, że przyszło całkiem niezłe parę. Właściwie prawie wypełnili salę. Zaczął się trwożyć tym, że awangardowość w miastach dużych była tak powszechna, że nawet chcąc być awangardowym, można było zgubić się w tłumie. Myślał, że będzie mógł awangardowo pokonwersować z jakąś awangardową damą, która przybyła samotnie na projekcję, która będzie stać samotnie w foyer wpatrzona w jakiś plakat drapiąc się biletem po szyi i odkrytym dekolcie. To niewątpliwie ośmieliłoby go do rozmowy, ale taka sytuacja niestety nie miała miejsca. Owszem, wywnioskował, iż były tam także samotnie przybyłe kobiety, ale całe audytorium zlało się w jakiś jednolity rój kłębiący się w wąskim korytarzu a później pospiesznie zajmujący wszelkie wolne miejsca. On oczywiście wszedł na końcu bezkoncepcyjnie.
Brak koncepcji na to gdzie zasiąść spowodował, że snuł się po sali kinowej jak obłąkany, stanowiąc dla niektórych pierwszą część spektaklu a dla niektórych źródło narastającej irytacji. Zwłaszcza upodobał sobie przechodzenie tam i z powrotem usytuowanym dość wysoko korytarzykiem na wskroś wyścielonym nogami tych, którzy byli na tyle przebiegli, by tam właśnie zająć miejsce. Ich szczęście było jednak mącone teraz przez niego i przez fakt, że musieli unosić swoje odnóża niczym