Kryminał · 9 min czytania
Detektywi: Nałóg - Rozdział 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Do drzwi domu, który był jednocześnie biurem agencji detektywistycznej, Bartosza Lipy zadzwonił dzwonek. Dwudziestosiedmioletni mężczyzna niechętnie wstał z łóżka, na którym się wylegiwał i ociężałym krokiem poczłapał do drzwi. W drzwiach zastał chudą kobietę w średnim wieku. - Pan Bartosz Lipa? - Zapytała niepewnym głosem. - Tak, zgadza się. - Odpowiedział mężczyzna i gestem zaprosił kobietę do środka. Zaprowadził ją do salonu, gdzie stało drewniane biurko z fotelami ustawionymi na przeciw siebie. Bartosz usiadł na fotelu po jednej stronie biurka a kobietę zaprosił przeciwległy fotel. - W czym mogę pomóc? - Zapytał. - Nazywam się Maria Kos... - Zaczęła niepewnie kobieta – Chodzi o mojego siostrzeńca... Właściwie to nie ja powinnam się do pana zgłaszać tylko moja siostra... Ale tak wyszło... - Dobrze, ale o co właściwie chodzi? - Zapytał uprzejmie Bartosz. - Chodzi o to że mój siostrzeniec od tygodnia nie daje już znaku życia... Zawsze odwiedzał mnie codziennie z moją pięcioletnią siostrzenicą... Do mnie przychodzili odrobić lekcje i czasami obiad zjedli... A teraz nie widać ani jego. - Może zaczęli odrabiać lekcje w domu... Właściwie szkoła dopiero co się zaczęła... - Pan nic nie rozumie. - Przerwała kobieta – Oni nie mają warunków do nauki w domu. Ojciec alkoholik, a matka, moja siostra całkowicie mu się poddała. Oboje nie pracują i żyją z zasiłku. Na szczęście Przemuś, mój siostrzeniec, miał na tyle rozumu w głowie że skupił się na nauce a także dbał o swoją młodszą siostrę Jagódkę. Zawsze przed szkołą odprowadzał ją do przedszkola i po szkole ją odbierał. Potem przychodzili do mnie. Przemuś odrabiał lekcje i uczył się a Jagódka się bawiła, potem wracali do siebie do domu. Mi udało się jedynie przekonać siostrę, aby chodziła na wywiadówkę do syna kiedy trzeba i żeby pilnowała, by jej dzieci nie chodziły brudne i głodne. A teraz, jak już wspomniałam, od tygodnia nie mam znaku życia ani od Przemka ani od Jagody... - Rozumiem. Próbowała się pani dowiadywać coś w tej sprawie? Od siostry może? Próbowałam. Oczywiście że próbowałam. Dzwoniłam do siostry i pytałam się dlaczego dzieci przestały mnie odwiedzać, to zbyła mnie słowami, że dzieci mają swoje własne sprawy i własny dom do nauki i zabawy, nie potrzebują do tego jakiejś ciotki. Po tej rozmowie wybrałam się nawet do mieszkania siostry, ale nikt mi nie otworzył, chociaż przez drzwi słyszałam, że ktoś był w środku. Przemek natomiast od czterech dni nie odbiera telefonu, chociaż zawsze odbierał, kiedy do niego dzwoniłam. Albo przynajmniej oddzwaniał po jakimś czasie, jak nie mógł odebrać połączenia... A teraz głucha cisza... - Może siostra, kierowana wyrzutami sumienia, zdecydowała, że że teraz sama zajmie się własnymi dziećmi... I nie za bardzo wiedziała jak panią o tym poinformować. - Może... Nie wiem. Jednak bardzo bym prosiła, żeby sprawdził, co dzieje się w tym domu. Zapłacę każdą cenę. - Dobrze, spokojnie. Zajmiemy się tym. Ma pani może zdjęcie siostrzeńca? - Tak mam je tu przy sobie. - Kobieta wyjęła z torebki zdjęcie zaginionego nastolatka i położyła je na biurku przed detektywem. - Dziękuję bardzo. - Odparł mężczyzna – Poproszę jeszcze dane pani siostry, bo rozumiem że nosi ona nazwisko swojego męża, oraz jej adres zamieszkania. A także prosiłbym pani dane adresowe i numer telefonu. Moi współpracownicy odezwą się do pani jak najszybciej. Po dokonaniu formalności, Bartek odprowadził swoją klientkę do drzwi i pożegnał się z nią. Potem wrócił na fotel za biurkiem, wyciągną z kieszeni telefon komórkowy i wystukał numer. - Halo?! - Ze słuchawki dobiegł zirytowany głos jakiegoś mężczyzny. Michał? - Odezwał się Bartek – Dzwoń po Monikę i przyjeżdżajcie. Za pół godziny chcę was widzieć. Mamy sprawę. - Teraz?! Zajęty jestem. - Nie pierdol... Zbieraj się i przyjeżdżaj. Już! - Wyobraź sobie, że właśnie to robię. – Powiedział zjadliwie Michał – I nie mam zamiaru przerywać przyjemności. Będę jak skończę. Pa! - Po tych słowach rozłączył się. Bartek tylko ciężko westchną, pokręcił głową i również się rozłączył.
*
Stojąc przed drzwiami do…