Inne · 4 min czytania
Dia de los muertos
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Widła-powidła, dusza w ruch.
Zamknij, słońce, okno w pokoju. Dzisiaj dziady. Nie podchodź do szyb. Wiatr ucichł, kroki idących po chodniku dudnią przeraźliwie w nocnej ciszy. Trzeba wyjść, trzeba ogrzać i nakarmić groby. Trzeba pokazać, że się pamięta. Że szanuje się los.
Widła-powidła, dusza w ruch.
Proszę cię, słoneczko, nie podchodź do okien. Jeszcze nie czas, jeszcze się musi wszystko uspokoić. A ja już przede wszystkim. Na termometrze za oknem dwanaście stopni. Od dawna nie było tak ciepłych dziadów. Może dadzą się mi tym razem oswoić. Gdzie postawiłaś słoik z miodem, słoneczko? Przynieś go, bardzo cię proszę. I kaszę. Zjemy coś, zanim wyjdziemy na cmentarz. Cały dzień wybrzydzałaś, teraz bez dyskusji coś musisz zjeść.
Widła-powidła, dusza w ruch.
Część 22 / 2
Nie, to nic. Pies tylko wyje. Też byś była smutna, gdybyś została sama na dworze w taką noc. Psy tak płaczą. O, słyszysz, to kolejny. Ich właściciele pewnie poszli na cmentarz odwiedzić swoich zmarłych krewnych. Tęsknią za nimi, to wyją. Nie, nie właściciele za krewnymi, tylko psy za właścicielami, słońce. Wcinaj kaszę. Wlałam ci miód do ciepłego mleka.
Widła-powidła...
Jejku, zapomniałam, jakie masz jasne włoski. Tak, po mnie, po mnie. I te oczy zielone, kocie takie. Jak nasz kot. Pamiętasz go? Czarny jak węgielek, miał zielone oczy, identyczne jak ta sukienka, którą teraz masz na sobie. Pamiętasz? Nie? Dziwne.
Dusza w ruch...
A pamiętasz, jak odkryłaś prezent, który chciałam ci dać pod choinkę? Był schowany pod moim łóżkiem. Przyszłaś kiedyś do mnie w nocy, bo