Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Diabełek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Diabełek

Siedział na balustradce balkonu wysokiej willi. Był ognisto czerwonym gadem. Miał rogi jak u barana, skrzydła smoka i długi ogon. Na nogach i rękach miał pazury a język miał węża. Tak, to właśnie diabełek, bo normalny diabeł jest wielkości takiej willi. Diabełek siedział w tą piękną, ciemną noc na balustradce i patrzył w gwiazdy. Jego oczy wszystko mu oświetlały, bo były zrobione z ognia. Nagle coś świsnęło mu koło szpiczastego ucha i wbiło się w ścianę willi. Diabełek spojrzał na dół i zobaczył człowieka ze strzelbą. Rozwiną smocze skrzydła i podleciał do człowiek. Ten począł uciekać rzucając w Diabełka strzelbę. Diabełek uśmiechnął się szyderczo, gdy nagle kilka kul wbiło mu się w nogę. Jednak Diabełek tego nie czuł, gdyż był zły a w kulach było tylko zło, co jeszcze bardziej go wzmacniało. Za nim stało trzech ludzi, jeden z krzyżem w ręku. Diabełek skrzywił się widząc symbol Boga i odleciał. Przycupnął sobie na drzewie, które natychmiast uschło. Diabełek spojrzał na wioskę i puścił z pyska kulę ognia, by podpalić kilka domów. Potem zaczął gwizdać jak niby nigdy nic. Ostatecznie podpalił dwa domy, ale po chwili je ugaszono. Wściekły Diabełek puścił kolejne trzy kule ognia. Ludzie go zobaczyli i zaczęli uciekać do swych domów najprawdopodobniej po to, aby zabrać to, co najważniejsze i się wynieść. Diabełek nie rozumiał jeszcze, czemu ludzie się go boją. Diabełek myślał, że jest dobry i, że nie robi nic złego. Jednak mylił się, smutny zaczął lecieć. Puścił ostatnią kulkę ognia w drzewo, na którym siedział i po chwili znikł na horyzoncie. Teraz siedział na jednym z nagrobków na cmentarzu. Patrzył na te wszystkie dusze szwendające się po cmentarzu. Była już północ. Wilkołaki i inne stwory tego typu budziły się do życia. Diabełek jednak siedział dalej na nagrobku, nie chciał już zabijać niewinnych ludzi, którzy jego zdaniem szwendają się po świecie w ich celach. Dla niego ludzie to tylko niewinne niczemu mróweczki, które cały czas go wkurzają np. stawianiem krzyży czy budowaniem kościołów. Jednak to nie on rządził, nie rządzili też ludzie ani pomniejsze diabły czy anioły. Rządził Bóg i Lucyfer. Diabełek myślał czasem, że to on powinien rządzić, bo ani jeden ani drugi nie nadają się do zarządzania ludźmi. Nie wiedząc, dlaczego chciał też, aby zamiast Boga rządził jeden z aniołów, o którego potknął się gdzieś w podziemiach. Diabełek uśmiechnął się patrząc w gwiazdy i nie zastanawiając się dłużej rozłożył skrzydła, pożegnał się z umarlakami i odleciał. Leciał długo, lecz sen go nie nużył. Był szczęśliwy, co w jednej milionowej sprowadzało go na stronę dobra. Gdyby Lucyfer się o tym dowiedział Diabełek już by nie żył… oczywiście w jego przypadku to niemożliwe, ponieważ anioły i diabły są nieśmiertelne. Diabełek żył by wtedy w cierpieniu, które zadawałoby mu ból. Dlatego Diabełek nie kontaktował się ostatnimi czasy z Piekłem. Nagle lecąc tak nad ziemią walną w jakiegoś człowieka i zabił go, choć niechcący. - Cholera! Mówiłem tym idiotom, aby nie wchodzili w diabły, kiedy myślą! – krzyknął zły Diabełek. Spojrzał na trupa i trapiąc się po głowie wzruszył ramionami i odleciał.

Był dzień, Diabełek spał w bardzo ciemnej jaskini jakieś piętnaście metrów pod ziemią. Światło dzienne by go zabiło. Inne diabły nazywane Diabłami Dziennymi latały…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Diabełek — czytnik · opowiadania