Fantasy · 8 min czytania
DIABLO
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wojownik dotknął rękojeści swojego miecza, czując w nim nieopisaną siłę i chęć zabijania, jakby oręż była żywą istotą. Siedząc na czarnym wierzchowcu spojrzał przed siebie, gdzie w mrokach świata zobaczył sylwetki swych wrogów, ledwo widoczne jakby przesłonięte jakimś niewidocznym czarem. Czuł w sobie narastający gniew, takie ledwo wyczuwalne uczucie bezsilności przesłonięte jednak chęcią zemsty i zabijania. Jego ogromne, umięśnione ramiona zataczały kręgi na wszystkie strony, jakby wojownik odprawiał jakieś czary znane tylko sobie. Po chwili jeszcze raz spojrzał przed siebie. Wrogów były tysiące, może nawet miliony, w tym mroku trudno było naliczyć ich siłę. To jednak nie miało już żadnego znaczenia, bo barbarzyńca z krzykiem, który mógłby poruszyć góry, wyciągnął oręż i rzucił się na wrogów. Klinga zalśniła złowieszczo, gdy pierwszą jej ofiarą był ogromny wojownik trzymający w rękach topór zniszczenia, który chwilę później upadł na pole bitwy. Po chwili cała armia ciemności rzuciła się na wojownika zalewając go swoją siłą i nienawiścią. Artefaktyczny miecz przecinał powietrze z głośnym piskiem odrąbując głowy i ramiona, powalając konie, łamiąc tarcze i oręż. Barbarzyńca jak w transie zataczał ogromne koło na wszystkie strony uniemożliwiając dotarcie do swojej osoby. Jego moc i siła były niewyczerpane, lata potyczek i wojen zrobiły z niego niezniszczalnego wojownika, zdolnego do nadludzkiego trudu. Wrogowie z przerażeniem patrzyli na swego wroga, ten jednak ignorował wszystkich ciągle brnąc do przodu, jakby miał w tym jakiś z góry zaplanowany cel. Miecz ciągle zabijał, twarda stal nie miała na sobie ani kropli skazy, przez co była twarda jak granit. Kolejny potwór wydał z siebie okrzyk potwornego bólu, po czym osunął się na ziemię, lecz jego miejsce ciągle zajmowali nowi wojownicy. Ciemność skupiała się nad barbarzyńcą próbując chwycić go swoimi mackami zła i okrucieństwa, on jednak, pan miecza i władca wszystkich wojowniczych plemion tego świata otoczony był ogromną, wręcz niemożliwą do pojęcia aurą światła i błyskawic. Jeszcze mocniej nasilił swój atak, a przerażeni wrogowie padali przed nim jak słudzy przed Bogiem. Ale tysiące zabitych to kropla w morzu wszystkich sił, które tego dnia walczyły przeciwko wojownikowi na polach Shagardy. Samotny w swej walce barbarzyńca po kilku godzinach zaczął odczuwać zmęczenie. Jeszcze nigdy w życiu nie zabił na raz tylu wrogów. Krew lała się strumieniami tworząc ogromną rzekę, a ciała wrogów były tonami posiekanego mięsa. Ostatnimi resztkami sił wydał z siebie przeraźliwy, bojowy ryk od którego zatrzęsła się ziemia, a przeciwnicy padali na ziemię trzymając się za głowy. Potem zaczął się zataczać, tracąc przytomność. Jednak gdzieś na zachodzie, ledwo widoczna aura rozjaśniła niebo, a noc uciekała, jakby ktoś rozdarł kotary nieboskłonu. Wojownik resztkami sił zobaczył jakąś postać. Był to nekromanta, który ciągnął za sobą ogromną armię szkieletorów i golemów. Jego moc wielcy mędrcy tego świata opisywali w księgach i pieśniach, a samo jego pojawienie się budziło strach i przerażenie w szeregach wroga. Tak było i tym razem. Na rozkaz cała jego armia rzuciła się z rykiem na oddziały przeciwników i wojna rozgorzała na nowo. Barbarzyńca widząc swego sojusznika uśmiechnął się ponuro i poczuł przypływ nowych sił. On też zaczął swoją walkę. Ale po chwili na wschodzie wydawało się wszystkim, że nastał nowy dzień. Ogromna kula światła przetoczyła się po polach Shagardy, a za nią pozostały tylko niedobitki armii ciemności. Wojownik wydał z siebie okrzyk zwycięstwa, a