Mitologia · 6 min czytania
Diaboł
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Diaboł „Idźcie dzieci służyć w świat u mnie dla was mniejsca brak poszli dzieci skacząco ja za nimi płacząco...” -pieśń ludowa
"You're a beast and a swine and a bloody, bloody thief!" - William Golding, Lord of the Flies
Nadchodził zmierzch. Pola pokryte jeszcze do niedawna smugami złocistego słońca, nagle zaczęły robić się bure i niejakie. Wielkie bele słomy, wygrzewające się w słońcu i budzące radość i ukojenie w sercach chłopów, nagle zaczęły odstraszać. Ich rozmazane kształty w mroku zaczęły budzić lęk, bo czy chłopi wracający z pola naprawdę mogli być pewni, że to co mijają to tylko nieszkodliwe bele, a nie coś niebezpiecznego? Ludzki umysł zaczyna po zmroku rzeczy, których w ciągu dnia nie jest sobie nawet w stanie wyobrazić. Strach chłopów, którzy właśnie zaczęli zaganiać kobiety i dziatwę na furmanki wynikał z lęku przed Diabołem, który ponoć zamieszkiwał mały las znajdujący się na skraju pola. Nikt nigdy go nie widział, jednak relacje świadków, którzy ponoć go widzieli wzbudzały przerażenie w mieszkańcach wioski. Pewnego razu, grupa chłopów z kowalem Bélą na czele, wybrała się nawet do lasu po zmroku by ostatecznie wypłoszyć Diaboła, jednak ich wyprawa zakończyła się w miejscowej karczmie, gdzie tam ucieszonej gawiedzi opowiadali o ich rzekomym spotkaniu z Diabołem. Być może wtedy, przy akompaniamencie kilku kwart piwa, nieszkodliwa plotka przerodziła się w legendę, która do tej pory budzi strach w mieszkańcach okolicznych wiosek. Lata mijały, legenda miała się dobrze. Można powiedzieć że stała się pewną tradycją w okolicy. Chłopi pracowali od ‘zniknięcia’ do ‘pojawienia’ się Diaboła. Można by rzecz, że nawet jeżeli ktoś przedstawił by racjonalne dowody, że stwór ten nie istnieje, to ludzie i tak by mu nie uwierzyli. Dzieci od najmłodszych lat słyszały w domach; „jak nie pomożesz ojcu, to Diaboł przyjdzie i Cię zabierze”, albo „ Nie chcesz być posłuszny, to zaraz zaprowadzę cię na skraj lasu do Diaboła, już on cię nauczy dyscypliny”. Treści wpajane od małego stały się dla nowego pokolenia prawdą. Nawet w ciągu dnia, pacholęta wymijały brzozowy las, byleby tylko nie natknąć się na Diaboła. Anděl biegł przez pole. Właśnie znalazł bardzo ładny, biały kamień. Otoczak wyglądał, jakby nie był z tych stron, był całkiem gładki i równy. Anděl chciał pochwalić się znaleziskiem Hynkowi. Razem z Hynkiem wyszukiwali i zbierali kamienie, które potem puszczali na wodzie. Wreszcie Anděl dotarł do jeziora, znajdującego się od wschodniej strony brzozowego lasu: -Hynek, a zobacz co ja Ci mom- chwalił się Anděl przed przyjacielem.- Znalazłem go o tom, u skraju lesa- kontynuował uradowany. -Chodźma zobaczyć jak pływa- zaproponował Hynek. Twarz Anděla się wydłużyła. Nie miał wcale zamiaru pozbywać się drogocennego znaleziska. -Nie, nie bedziem go używać. Jest zbyt ładny żeby