Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 11 min czytania

Dialog myśli - część 1 - BUNT

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I - Sanit II - Arilyn

I

Na szczytach kryształowych mórz Tęchną karaczany codzienności. Umęczony Prometeusz wśród wzgórz Śni o utraconej wolności.

Na podeszwach biedoty lśni Wrzasku, hałasu, głodu łza. Z podestu przed nimi błazen rży: „l`Etat c`est moi !”.

Niech zginą pokolenia, W proch rozpadną się królestwa. Wyzwól umysł swój z cierpienia, Nawet gdy Twa przyszłość jak chleb czerstwa.

Sięgnij dalej, zerwij sznur, Wykłuj oczy, szkiełko zbij ! Duszami zhańbionymi zastaw Konradowi stół, Terra incognita – smakiem chemii wiecznie żyj.

Śmiechem stanie się twarz Twoja, Trąby jerychońskie zburzą anatomii styl. Masz sekundę na memento – żebracza zbroja, Ziemsko, bałwochwalczo żyj, a ze smakiem – szybko gnij.

Ziarno szaleństwa wyrosło ponad tęczę, Arystoteles biedny szuka Boga Zadżumionych. Humbug wiarołomstwa splata hieratyczne ręce, A światy fantasmagoryczne nęcą Odrzuconych...

II

Odurzony słowami, przepełniony siłą, Wstań między ludami poeto betonu. Opętany magią, przesączony chwilą, Zmieć realizm wydarzeń i zwały kartonu.

Stań z boku, nad światem, za czasem. Na chwilę, dla chwili - żyć warto! Robactwo lirycznym obcasem Zdepcz, by nie było Ci między nim ciasno.

Osusz wydarzeń wiatrem łzy słone, Tornadem wzruszeń umysł wypełnij, Otwartym ramieniem weź myśli szalone, Przed człowiekiem hardy, a przed wierszem klęknij.

Liryka wzrasta prężna, silna, zdrowa, Szaleńca śmiech nosi echo na szczytach. Nie będziesz Ikarem - nie taka twa rola, Maluczkim człowiekiem zagubionym w mitach.

Wzrok wytęż, oczy szeroko rozewrzyj, Za horyzont sięgaj z najwyższą powagą. W głąb morskich toni, chmur środek wejrzyj, Sprowadź deszcz wierszy swą boską odwagą.

Wiatr zasiano na polach chwały; Wiatr, co przepędza niepewność i lęki. Świat dotąd tak wielki stanie Ci się mały, Złożony do kształtu ślimaczej muszelki.

I

Gdzie szukać tej siły ? Na pustyni obrazów źle z ram wyciętych ? Gdy muszla – ten świat – mutuje w stronę mogiły, A zamiast radości – potępione brzdęki ?

Przez Styks cudzych marzeń Wciąż skaczę, lekceważę Charona. Nie poddam się nigdy biegowi mimowolnych zdarzeń, Choć moja będzie – cierniowa korona.

Miecz Damoklesa, bomba Gombrowicza, Wciąż ściga mnie słoneczny czerw przeszłości. I tak stoję w nieszczęściu licząc przyjaciół oblicza, Gdzie przyszłość! Ach! Gdzie ona! I kiedy tu zagości...

Więc pląsam samotnie pod Słońca zegarem, Na tarczy pękniętej chwytam furie zapomniane. Pod rękę z senną marą, osobistym koszmarem, I ciągle walczę, naginam powierzchnie szklane.

Wyrok nade mną wisi, Niesprawiedliwy, jak oczy tłumu na sylwetce kata. Czy on mą śmierć już widzi lub chociaż słyszy ? Nad ciałem zamyka się dźwiękoszczelna krata.

I cóż mi po tym świecie ? Kumulacji pyłu nieznanego pochodzenia. Gdy Orfeusz nie wróci, Persefona tylko w lecie, A radosne liry grają marsze chaosu i zniszczenia.

Oskarżam Was wszystkich, spróchniałe szkielety ! Desiderata, Biblia, reguły zakonne ! Populizm i demagogia wykrada sensu wersety, A świętości od realizmu na wieki są wolne !

Spaceruję w gęstym jak olej oceanie otchłani, Pod kopułą ironii, sarkazmu, irytacji. Bo nawet w tłumie pozostajemy sami, A kat nadal stoi... już tylko patrzy...

II

Wtłoczony w formę i ramy żelazne Nie znajdziesz sprawy sedna. Gdy włożysz maski paradne Uleci Ci myśl niejedna…

Prawdę odnaleźć można w słowach, Lecz trzeba dobrze szukać. Gdyż większa prawda ukryta jest w czynach, A między dwoma prawdami ciężko się poruszać.

Wyprany z uczuć, co z prądem idzie rzeki, Dławi się wodą, powietrzem, światłem. Zaciska pięści, zamyka powieki, Już jest o krok, już wita się z katem.

A topór błyska złowrogo w słońcu I coraz niżej wisi nad szyją. Stanie się początkiem, co było na końcu, Węże z edenu na ziemi się wiją...

Dawno imperia już upadły, Pomniki chwały w proch się obróciły. Czas to wojownik – on walczy zajadły, Co wciąż wygrywa, wciąż ma wiele siły.

Śmierć kochanka świetlnego zegara, Swym bladym obliczem przypomina światu, Że każdego czeka nagroda lub kara, Potępiony będzie, kto cios zadał bratu.

Wszystko się zmienia – kalejdoskop losów. Inny Noe zasiądzie dziś za Arki sterem, Papierowy potop zejdzie wśród patosów, W tej partii zwycięzca będzie władał kierem.

Kim być chcesz podczas tej rozgrywki? Jaką przyjmiesz pozę na wyścigu świata? Czy dostarczysz barwą bytem swym pożywki? Wszystko to zależy od Ciebie... i kata.

I

„Jest taka cierpienia granica, Za którą uśmiech pogodny się rozpoczyna”. Ścieram popiół agonii co mięśnie me chwyta I pluję, wciąż pluję – krew nie ma smaku wina.

Wybierać mi dane, gdy oczu dziś nie mam, Połyskują w ich miejsce dwa czarne węgle. To złodziei biografii misterny plan, Ja płaczę bez oczu w bezsilnej potędze.

Uderzam łachmanem, rozbijam swą duszę, Idę, wciąż idę... Nie głupcze ! Nie odpocznę ! Młyn Boży wiruje, amorficzne głosy słyszę - Tych, co splugawili powszednich życzeń hostię.

Pokolenie tej słodyczy, miłości i piękna Wchodzi do barbarzyńskiego ogrodu nie otwierając bram. Ja zamiast w bieli, w czarnego dymu odmętach Poszukuję zastygłych, ordynarnych życia plam.

I patrzeć mi dane – teraz, gdy ślepcem już jestem Na ksenofobiczne marsze, kulturalny krach. Alea iacta est – gdy mikrofon kłóci się z podestem, Każdy nowy kłopot – przyjmiemy pod swój dach.

Zniszczyłem człowieka, ale tylko w sobie, Ocenzurowałem Jeremiaszowy lament mej własnej wątroby. Alkohol pyrrusowych zwycięstw z życiem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dialog myśli - część 1 - BUNT — czytnik · opowiadania