Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 21 min czytania

Diamentowa zbrodnia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Kati! Kati! Gdzie ty się do cholery podziewałaś?! Nie ma z ciebie za grosz pożytku! Coś ty tam znowu czytała?! Szkolona pokojówka się znalazła. W tej chwili pranie zebrać, bo burza się zaczyna! No już! Na co czekasz! Pranie, pranie... Sama by mogła. Niech ją w oczy nie kole, że się czytać nauczyłam i mądrzejsza od niej jestem. Nie moja wina, że sama ledwie litery składa. Gospodyni wielka się znalazła.

Ciemno, że oko wykol, psy ujadają, co chwila grzmi, a ja muszę się latać za jakimś prześcieradłami. Przemoknę jak nic! Kto mi na drodze drewno jakieś rzucił?! Cała pranie poszło w błoto. Hilda mnie chyba teraz z miejsca wyrzuci na ten deszcz i każde sobie innej posady szukać. Co za głupie żarty?! Zaraz, to nie drewno... To człowiek...

- Diamenty... Lucy... - wycharczał, a potem jego głowa opadła na rozmokłą ziemię. To margrabia Hintenhofen. On... on nie żyje! Stałam przez chwilę bezczynnie wpatrując się w bezwładne ciało. Deszcz spływał mi po twarzy, a potem wsiąkał w ubranie. W końcu skierowałam swoje kroki do dworu. Weszłam przez frontowe drzwi i od razu natknęłam się na hrabinę Adelę Hintenhofen. Zmierzyła mnie nieprzyjaznym spojrzeniem. W końcu weszłam tam, gdzie nie powinnam. Zanim jednak zdążyła krzyknąć powiedziałam, że margrabia nie żyje.

- Co takiego?! Zaprowadź mnie tam! No już! Pospiesznie zarzuciła płaszcz na ramiona i wyszłyśmy na zewnątrz. Spojrzała na ciało, a potem na mnie. - Mówił coś? - zapytał ostro. - Odpowiadaj! Powiedział coś?! - Dwa słowa. Diamenty i Lucy - wyjąkałam zaskoczona jej zachowaniem. Hrabina zachowywała cały czas zimną krew, była bardziej zdenerwowana niż zrozpaczona. - Nikomu o tym nie mów. Zapomnij, że on to powiedział. Zrozumiałaś?! - pokiwałam głową. - Stary dureń. W końcu się doczekał - mówiła już do siebie. - Policją sama się zajmę - rzuciła jeszcze w moim kierunku.

Przez to wszystko zapomniałam o praniu, które teraz nie nadawało się już do niczego. Pozbierałam ubłocone prześcieradła i skierowałam się do wejścia dla służby. Od Hildy dostałam reprymendę za wszystkie czas i jeszcze trochę na przód. Kiedy jednak udało mi się w końcu dojść do słowa i powiedzieć o morderstwie margrabiego, to tak jakby przestała się przejmować tym praniem. Opadła na krzesło, które pod jej ciężarem aż się ugięło i zaczęła prosić o zmiłowanie pańskie.

Burza trwała tymczasem w najlepsze. Ciało margrabiego zostało w końcu zabrane. Doktor stwierdził, że śmierć nastąpiła wskutek utraty krwi, po dwóch postrzałach. Wszyscy jednoznacznie stwierdzili, że nie usłyszeliby nawet salwy armatniej, bo co chwila uderzały pioruny. Inspektor przesłuchiwał mnie w towarzystwie hrabiny, która nie spuszczała ze mnie swojego roziskrzonego wzroku. Musiałam gładko pominąć ostatnie słowa margrabiego, czym i tak nie zasłużyłam sobie nawet na cień jej sympatii.

Przemoknięta i przemarznięta siedziałam przy piecu, popijając gorące mleko. Potem przez pół nocy musiałam doprowadzać do stanu używalności zabłocone pranie, bo kiedy Hilda doszła już do siebie, to stwierdziła, ze mi tego nie przepuści. Zaczęłam się zastanawiać, co tak bardzo chciała ukryć hrabina. Margrabia był właścicielem kopalni diamentów w afrykańskiej kolonii. Miał tam też swoją rezydencję. To mogłoby wyjaśnić jedno ze słów, ale drugie? Lucy... To imię kobiety. Jednak czy naprawdę chodziło o kobietę? Poza tym, kto mógłby chcieć jego śmierci? Teraz przebywa tutaj brat margrabiego Hermann, który właśnie wrócił z Afryki. Nadzoruje on tamtejsze interesy. To energiczny i bardzo przystojny czterdziestoośmioletni mężczyzna. Oprócz niego są jeszcze dwa młodzi panicze Hintenhofen, Rudolf i Maximilian, którzy przyjechali dwa dni temu. Obaj uczą się na uniwersytecie w Gottingen. Mieszka tutaj także uboga kuzynka hrabiny Brigitta, a także babka pana margrabiego Thekla ze swoją dama do towarzystwa Hester.

Nagle usłyszałam jakiś huk i rumor. Dochodził gdzieś z góry. Pomyślałam, ze to może złodziej, wiec ostrożnie i po cichu skierowałam swoje kroki w stronę schodów. We dworze panowała nieprzenikniona ciemność. Ledwo odróżniałam kontury ścian i mebli. Schody skrzypiały cicho, a ja wolałam nie oglądać się za siebie. W końcu dotarłam na drugie piętro. Hałas dochodził z gabinetu margrabiego. Znajdował się on na końcu korytarza. Przez uchylone drzwi sączyło się słabe światło. Nasłuchując, zaczęłam się zastanawiać, co mam zrobić. W pewnej chwili usłyszałam za sobą kroki. Ktoś jeszcze wchodził po schodach. Wystraszyłam się. Jeżeli by mnie tu zobaczył, to mogłoby się źle dla mnie skończyć.

Przeszłam kilka metrów w przeciwną stronę korytarza. Gruby dywan stłumił wszelkie odgłosy. Ukryłam się w ciemności, wpatrując się w wyłaniający z niej kształt, który podążał w stronę gabinetu margrabiego. Kiedy padło na niego światło byłam już pewna, że to pan Hermann. Nie usłyszałam żadnych krzyków, ani innych podejrzanych odgłosów, więc nie mogło chodzić o włamanie. Podeszłam tak blisko, jak to było tylko możliwe. Udało mi się zauważyć, że to hrabina jest w gabinecie męża i najwyraźniej czegoś szuka. Wszystkie szuflady były powyciągane, ich zawartość bezładnie leżała na podłodze, tak jak wszystkie książki i papiery.

Nie trzeba było tego dokładnie widzieć, żeby wiedzieć, ze jest ona wściekła. Była to kobieta o niezwykłym harcie ducha. Piękna, dumna, rozsądna i inteligentna. Czy to śmierć męża ją tak poruszyła? - Adi, proszę posłuchaj mnie... - dotarł do mnie urywany szept pana Hermanna. Nikt, nawet margrabia, nie zwracał się do hrabiny w ten sposób. - Nie Herman, to ty posłuchaj. On wie. On o wszystkim wie! To dla mnie koniec! Rozumiesz?! Jestem skończona! Taki skandal... - Zabiorę cię stąd Adi. Wyjedziemy do Afryki. Po śmierci Hansa należy mi się moja część. Poradzimy sobie. Adi... - Ktoś się dowie. Ja tak nie potrafię! Poza tym one znikły. Szukałam wszędzie. Sejf jest pusty. Zrób coś. Ja tego dłużej nie wytrzymam - hrabina zaczęła szlochać, pan Hermann objął ją i zaczął coś szeptać.

Pomyślałam, że powinnam już iść, bo mogą zaraz wyjść i mnie zauważyć. Poza tym upewniłam się już, ze to nie było włamanie, więc na dobra sprawę nie miałam tutaj nic do roboty. Nagle kichnęłam tak głośno, że echo rozeszło się po całym dworze. Hrabina natychmiast wybiegła z gabinetu. Przez myśl zdążyło mi przemknąć, że powinnam już szukać nowej posady. - Co tu robisz!? Co słyszałaś?! - jej słabość momentalnie znikła, była wściekła, ale tez przestraszona. - Nic - wiedziałam, że nie uwierzy, ale przynajmniej mogła mieć nadzieje, ze w takim razie będę trzymała język za zębami. - I bardzo dobrze. Wynoś mi się stąd.

Ta noc okropnie się ciągnęła. Nie mogłam zasnąć. Przez cały czas zastanawiałam się nad tym, co się wydarzyło. Czy hrabina ma romans z bratem margrabiego? Ona jest czterdziestoczteroletnią kobietą, a jej mąż był od niej dwanaście lat straszy. W takim wypadku wszystko jest możliwe. Czy jednak był to wystarczający motyw, żeby pozbyć się margrabiego? Zginęły diamenty. To jest pewne. Pan Hermann wrócił z Afryki trzy tygodnie temu. Część kamieni zawsze przywozi ze sobą. Ich miejsce jest w sejfie margrabiego. Najwidoczniej morderca je zabrał. Jednak... To nie mógł być nikt obcy. Ten ktoś musiał znać szyfr, albo margrabia sam dał mu diamenty. Inna możliwość nie istnieje.

Dopiero podczas śniadania o morderstwie dowiedziały się kuzynka hrabiny i babka margrabiego. Mogło to zagrażać życiu starszej pani, gdyż miała słabe serce, jednak nie można było tej informacji ukryć. Lubiła ona czytywać gazety, a tam pojawiły się już pierwsze wzmianki o tym wydarzeniu. Jej drugi wnuk usiłował jej to przekazać w jak najbardziej delikatny sposób, jednak mimo to nie obyło się bez sporego szoku. To głupia gęś Hester narobiła takiego krzyku, że to ją trzeba było uspokajać. Wszystkie damy do towarzystwa są takie same. Gapowate i nierozgarnięte stare panny.

Nigdy nie lubiłam sprzątać pokoju panicza Rudolfa. Jak zwykle wszędzie były porozrzucane ubrania i książki. Pościel leżała na podłodze, a gruby dywan był ubrudzony błotem. Na kredensie stała butelka po winie. On nie szanował ani swojej pracy ani czyjejś. Miał humory jak mały chłopiec, dlatego mimo jego dwudziestu trzech lat margrabia nawet w najmniejszym stopniu nie wprowadził go do interesów. Poza tym to ignorant i utracjusz. Panicz Maximilian to, co innego. Spokojny, rozważny. To dopiero osiemnastolatek, ale za to nad wyraz inteligentny, oczytany i doskonale zorientowany w polityce. Jego ubrania są zawsze starannie złożone, sam ścieli swoje łóżko, a większość czasu spędza przy biurku wytrwale się ucząc. To stare dębowe biurko należało jeszcze do pradziadka margrabiego. Jest niezwykle potężne i ma mnóstwo ukrytych schowków.

Sypialna hrabiny wygląda jak prawdziwy raj. Ogromne łoże z purpurowym baldachimem, jedwabna pościel, włoskie meble, grube dywany, mnóstwo bibelotów. To było jedyne pomieszczenie urządzone w ten sposób, z klimatem i gustem. Wszystko zostało sprowadzone za zamówienie. Reszta umeblowania we dworze była dziełem kilku pokoleń Hintenhofenów, mieszały się tu różne style, różne tradycje. Potem zajęłam się sprzątaniem gabinetu. Starałam się pobieżnie przeglądać znajdujące się tam dokumenty. Większość z nich była dla mnie całkowicie niezrozumiała, poza tym pojawiła się hrabina.

- Sama się tym zajmę, a tobie radzę nie wsadzać nosa w nie swoje sprawy - brzmiało to jak groźba. - Dobrze, tylko wymiotę popiół z kominka - odpowiedziałam obojętnie. Wyszłam z gabinetu zastanawiając się, czy nadpalone skrawki papieru leżące w kominku mają jakiś znaczenie. Usunęłam je razem z popiołem i niedopałkami drewna. Hilda wyszła do ogrodu, więc mogłam spokojnie zapoznać się z ich zawartością. Niestety kilku brakowało. ... teraz wszystko jasne ... musisz mi przekazać ... wiesz, ze nie jestem ... należy mi się ... nie będę czekać ... Jejku, nie dość, że brakuje części tego listu, to jeszcze pismo jest tak nieczytelne, że z trudem można to odczytać. Kto takimi bazgrołami usiłował szantażować margrabiego?! Nie wiadomo nawet, czy to kobieta, czy mężczyzna.

Co mam teraz zrobić? Hrabina na pewno coś ukrywa, prawdopodobnie ma tez romans z Hermannem. Dodatkowo ktoś szantażował margrabiego no i ktoś ukradł diamenty. Sprawa się komplikuje zwłaszcza, że inspektor został poinformowany, ze to prawdopodobnie jakiś złodziej lub przypadkowy bandyta jest…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Diamentowa zbrodnia — czytnik · opowiadania