Psychologia · 7 min czytania
Dla Ciebie...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Była. I już jej nie ma. Odeszła. Chwila. Tylko chwila. Dla innych nic z nie znacząca. Klęska. Ryk syren. Pogotowie, karetka. Zero szans. To już koniec. Nic nie ma. Ciemność. Nie ma już nic! Kurwa! Nie ma..... Nie ma mnie... Nicość....
Słońce oślepia i nie pasuje. Kto odsłonił cholerne zasłonki? Nie chcę niczego. Nic nie obchodzi. Tylko tamten wieczór. Oprócz niego nic. Telefon. Trzy sygnały. Praca. Praca która wtedy też była. Za dużo. Może nie powinienem? Może nie powinienem tyle pracować? Tak nie powinienem... Jestem głupi. Nie powinienem!!!!!!!!!!!! A teraz już jej nie ma. Teraz już jej nie udowodnię, że potrafiłem inaczej. Do cholery! Odejdź stąd. Pierdolony pocieszycielu. Pieprzony Aniele Stróżu! Znów się wystraszyłeś? Znów zasłoniłeś oczy, żeby nie widzieć za wiele? Tak. To wygodne. Skoro wtedy Cię nie było, teraz też Cię nie potrzebuję. Wypierdalaj stąd! Zasłoń jeszcze okna jak będziesz wychodził, przynajmniej się na coś przydasz. Poszedł. Nie zasłonił. Pukanie. Nie! Nie chcę nikogo więcej wiedzieć. Wystarczy mi tego wysłannika niebios. Tabletki. Na sen. O! Wysłannik piekieł też już tutaj był. Dzięki szatanie! Ty się troszczysz o człowieka. Pomagasz zapomnieć. Garść tabletek. I cisza. Upragniona cisza. I znów oślepiające światło. Dlaczego oni nie dadzą mi już spokoju? Dlaczego nie dadzą zapomnieć? Od tego światła już mnie mdli. Zaciskam z całej siły powieki. I gdzie teraz szukać pomocy? Gdzie ją znaleźć? Tylko światło.. I tępy ból …. Ból istnienia. Boże! Gdzie ty wtedy byłeś? Dlaczego nie postawiłeś na jej drodze znaku stop? Dlaczego nie wyciągnąłeś reki, aby naprostować ich drogę? Wszak ty wszystko możesz…. Dlaczego nie ostrzegłeś, nie zatrzymałeś, dlaczego, dlaczego, dlaczego… I tak nikt mi nie odpowie… Wiec po co pytać… Pierdolony świat… Biel szpitalnych ścian razi. Zapach przyprawia o mdłości. A serce wciąż szuka drogi ucieczki. Z zamkniętego koła rozpaczy. Żeby już nie bolało. Żeby już przestało tak cholernie boleć. Wyłączyć myślenie. odciąć się od tego wszystkiego, zrozumieć ze tak musiało być… Walcie się! Szpitalne łóżku i twardy materac. Żarcie jak dla psa… Wyjść stąd. Wyjść z tych czterech ścian. Wyjść tam, gdzie można podejmować samodzielne decyzje. Tam, gdzie łatwiej będzie być z nią. Wrócić do niej. Gdzie ty teraz jesteś? Sama, biedna mała, beze mnie… Chcę do domu! Nie rozumiecie? JA przecież ciągle o tym mówię! Ciągle krzyczę potwierdzając słowa łzami! Pacjent nie jest w stanie prowadzić na razie samodzielnego życia i wrócić do domu. Jeszcze kilka dni. Może tydzień .Dwa? Zobaczymy.. Ja chce do domu! Zresztą… co to za dom bez niej? Puste ściany. Meble, które wybierała. Biurko, przy którym pisała. Fotel na którym opatulona w koc czytała.. Dom pachnie nią… Za dużo jej w tym domu… Ale… I tabletki.. Tak! Tam są jeszcze tabletki. A jeśli nie to kupię. Dużo tabletek. O wiele więcej niż tym razem. O wiele wiele więcej. Tym razem się uda…. Zapomnę! Będę z nią… tak… Dom. Dom…. Sen…. Muszę spać. Wypuszczą mnie jak zobaczą, że śpię, jem i mówię. Mówię to co chcą. Sen.. Zapadam w otchłań nicości. I krzyki. I nasz samochód który zatrzymał się w pobliżu jakiegoś wypadku. Pamiętasz ? Jechałem do Ciebie do szpitala bo dostałem telefon że miałaś wypadek, że żyjesz. Myślałem że to zwykły mały wypadek. I ten wypadek do drodze. Zatrzymałem się, żeby zobaczyć. Żeby pomóc…. Też byś tak zrobiła prawda? Samochód w rowie. wybita przednia szyba.