Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 14 min czytania

Dla...słońca, gór i tureckich słodyczy.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tekst ze zdjęciami możecie zobaczyć na: http://kobieta-z-magdalii.kobietnik.pl/2012/07/dlasonca-gor-i-tureckich-sodyczy-cypr.html

Poniedziałek Miły Kobietniku!

Góry Troodos - wysokie, piękne i zielone spodobały nam się do tego stopnia, że postanowiliśmy w niedalekiej od nich odległości zostać na noc. Wieczorem, po długiej podróży krętymi górskimi drogami, do Ayia Napy i naszego hotelu zostało ok. 250km. a nazajutrz chcieliśmy i tak tu wrócić. Szybka kalkulacja km/litr benzyny/czas/zmęczenie pozwoliła nam ustalić, że wygodniej i taniej będzie zostać, niż wydać pieniądze na drogę w jedną i drugą stronę. Zostaliśmy więc w małej, zabytkowej miejscowości Polis - parę kilometrów od morza i kilkanaście od gór.

Wcześniej, tuż przed zachodem słońca, zwiedziliśmy piękny klasztor w Kykkos - położony na górze o tej samej nazwie, w otoczeniu bujnej zieleni. Mnisi wznosili swoje modlitwy do Boga a my chodziliśmy po długich korytarzach, ocienionych patiach i krużgankach pełnych pozłacanych mozaik. Wśród bogatych zbiorów sztuki sakralnej, w tutejszym muzeum, znajduje się ikona Matki Boskiej napisana ponoć (ikony się pisze, nie maluje) przez ewangelistę Łukasza.

Spokój tego miejsca dobrze komponował się z fioletową szatą do ziemi, którą wręczono mi przy wejściu - podobno fiolet sprzyja rozwojowi duchowemu;)

Wtorek Kobietniku!

Zakręt za zakrętem -stop-dzisiaj pokonaliśmy ich 500-set-stop-większość weszła w mój kręgosłup-stop!!!

Padało. Co ja mówię - lało jak z cebra! W szalonych zakrętach i ruchu lewostronnym W. czuł się jak ryba w wodzie a ja przeżywałam katusze - zakręt gonił zakręt i spotykał się z następnymi dziesięcioma, tuż za zakrętem, po zakręcie - totalna zakrętka w głowie i kręgosłupie plus przepaści z jednej i nawisy skalne z drugiej strony. Aaa!

Dojechaliśmy do słynnej Doliny Cedrowej i deszcz ustał. Spacer pośród świeżo zroszonych deszczem drzew był prawdziwą przyjemnością, aż do chwili, kiedy kolejne chmury nie wykręciły na nas swych sukienek - ciepły deszcz sprawiał, że droga w szybkim tempie zamieniła się w potok, co zmusiło nas do marszobiegu do samochodu. W płucach pozostało jednak balsamiczne powietrze, przefiltrowane przez dziesiątki cedrów!

Niedziela Kochany Kobietniku!

Największy na Cyprze klasztor Stavrovouni od początku pobytu kusił niesamowitym położeniem na szczycie 800-metrowej góry. Pojechaliśmy. 100 zakrętów, po wycieczce w góry Troodos, to przecież pestka;) Widoki z samego szczytu przepiękne - rozległe równiny z każdej strony wzniesienia - widok na morze, zielone pola, niezamieszkałe tereny - tak, jakby ktoś wzniósł ten szczyt specjalnie dla mnichów.

I właśnie powitał nas przed klasztorem - Pan Mnich we własnej osobie. W brązowych szatach i wielkiej czapie na głowie, z brodą do pasa - miarowym, wydłużonym krokiem, z rękami zaplecionymi na plecach, przemierzał pusty (dlaczego tak pusty o tej porze dnia?) dziedziniec. Zanim zdążyłam wysiąść z auta, już wdał się w pogawędkę z W. i częstował go owocami z drzewa rosnącego obok samochodu.

"Eat! It's good!" krzyknął do mnie i poszedł do furty. Scena iście biblijna, nie powiem - drzewo, kobieta, mężczyzna i nieznane mi owoce...Zawahałam się lekko - w końcu nie znam faceta! Owoców też nie. A skąd mam wiedzieć czy po nich nie przerobią mnie na kotlety? Zjadłam!:) Pycha - słodkie, lekko cierpkie i kwaskowate jednocześnie - bardzo brudzące palce.

Rozochocona miłym poczęstunkiem, zapięłam sweterek pod szyję (w końcu miejsce święte a bluzeczka pod sweterkiem kusa, oj kusa) i raźno pomaszerowałam w stronę furty. Jak ci mnisi tacy mili i gościnni na dziedzińcu, to co to dopiero będzie w środku! Może na obiad zaproszą? Nagle słyszę jak W. wykrzykuje:"Ohohoooo, ale ty tu nie weeeejdziesz!" Jak to?! Ja nie wejdę?!

W przewodniku nie napisali tego, co wyczytałam wtedy na drzwiach klasztoru - kobieca noga tam nie postanie! Ups, już wiem dlaczego mnich takie miłe przyjęcie przed wejściem zgotował... W. dostał wielkie klasztorne gacie, wiązane w pasie sznurkiem, drzwi się za nim zatrzasnęły i tyle go widziałam. Zostałam z nosem przylepionym do tabliczki z przekreśloną kobietą... Zagotowałam - mnisi szowiniści - mogli mi przecież dać mnisią szatę, nawet z kapturem na oczy!

Starając się zrozumieć klasztorne zasady i zająć czymś czas, obeszłam dziedziniec (dwa razy), pozaglądałam do kapliczki (razy trzy), widoków z góry nauczyłam się na pamięć i w końcu zasiadłam skromnie (bo przecież mnisi mogli patrzeć z okien - przypadkiem oczywiście - a spódniczka kusa, oj kusa) na ławeczce. I tu się zaczęło - również biblijnie - plaga, cypryjska chyba! Muszki, komary i wszelka latająca zwierzyna zwietrzyła burzę w powietrzu i istotę pełną krwi na ławeczce i każda próbowała się posilić - mną! Na nic się zdawało trzepanie górnymi kończynami w tułów, raptowne wstawanie i podskoki, nienaturalnie szybkie ruchy głową na boki i pocieranie nogą o nogę - wygrywały liczebnie. Cóż...

W. pojawił się wysoko wysoko na tarasie i radośnie machał do mnie ręką a ja do niego całym korpusem - strząsając z siebie dziesiątki owadzich rodzin. Znów biblijna myśl przyszła mi do głowy - może kobieta faktycznie nieczystą jest, skoro na progu klasztoru takie męki cierpieć musi!

Środa Drogi Kobietniku!

Śnię o zatoczkach (przesycona tym widokiem za dnia) - złoty piasek przesypuje się przez promienie słońca i ląduje w lazurowej wodzie. Ziarenka powoli wirują, opadając na dno - tworzą biały, lśniący dywan poruszany przez prądy i zawirowania. Kiedy osiądą na dnie, spoglądają w górę, na ogrom wody nad nimi. Pięknie rozproszone światło słońca śmiało nurkuje do nich i lekkimi muśnięciami przypomina, że przed chwilą jeszcze były częścią rozgrzanej plaży. Nie muszą jednak długo czekać na powrót na brzeg - wezbrana fala zbiera je łagodnie w dłoń i wysypuje na brzeg. Kolejna wpycha w głębię, obraca a one, jak na karuzeli, okrągleją, wygładzają się, stają się coraz bardziej miałkie ale bynajmniej nie banalne! Przyglądam się piaskowi z bardzo bardzo bliska - każde ziarenko jest inne.

Czwartek Kalispera, Kobietniku!

Lefkara - cypryjska stolica koronek i ręcznie wyrabianych ozdób ze srebra. Wąskie uliczki, kamienne domy, zielone okiennice i mili mieszkańcy.

W środku miasteczka zaskoczyła nas burza, więc przystanęliśmy pod daszkiem koło jednego z domów. Gościnna Cypryjka otworzyła szeroko drzwi i zaprosiła nas do środka. Usiedliśmy nieśmiało w salonie-przedpokoju, pełnym miękkich sof i stolików przykrytych, a jakże! - lefkarskimi koronkami i ucięliśmy sobie pogawędkę z rodziną, która właśnie skończyła obiad. Z salonu widać było niesamowitą konstrukcję domu - pomieszczenia ułożone na kształt koła, w środku znajdował się mini ogród z szemrzącą fontanną. Nie jestem jednak pewna co szemrzało głośniej- fontanna czy deszcz - niech będzie, że fontanna zasilona deszczem. Z drugiej strony przeszklonego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dla...słońca, gór i tureckich słodyczy. — czytnik · opowiadania