Filozofia · 5 min czytania
Dla X.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedziała niedaleko, w ławce przed nim, jemu jednak zdawało się, że dzielą ich setki lat świetlnych. Jej włosy lśniły w jasnym Słońcu poranka, twarzą zaś zwrócona była, jak większość ludzi, w stronę tablicy. On jednak wpatrywał się w jej potylicę, jakby sądząc, że wymusi tym obrót jej głowy choćby o 60 stopni, tak, aby ujrzeć choć jej nos. Jeśli dojrzy jej brązowe oczy, będzie wniebowzięty. Wpatrywałby się w nią jak w obrazek, a gdyby odwróciła się do niego – pospiesznie odwróciłby wzrok, starając się ukryć fakt, iż w ogóle spoglądał w jej kierunku. To naprawdę trudna sztuka powiedzieć, że czuje się do kogoś „coś więcej”. On sam toczył w głębi duszy bój między tym, co dyktowało mu porywcze Serce, a tym, co radził chłodny, racjonalny Umysł. Iść do niej na przerwie i powiedzieć, co do niej czuje, narażając się na odrzucenie i śmieszność, czy też jednak czekać na dalszy rozwój wypadków? Jeśli wygra Serce, pójdzie do niej i postawi wszystko na jedną kartę i długie, mniej lub bardziej składne zdanie, z którego jasno wynikałoby, że jest dla niego kimś więcej niż koleżanką. W ten sposób może wiele zyskać… …albo wręcz przeciwnie, przez resztę liceum wypominana mu będzie nieudana próba „podrywu”. Ale czy można nazwać to podrywem? Raczej nie, podryw jest bowiem spontaniczny, to natomiast jest przemyślana (nawet jeśli nie do końca, to jednak chociaż w połowie) akcja, wynikająca z jego stanu emocjonalnego, podryw zaś ma najczęściej podłoże bardziej… fizyczne. On natomiast daleki był od postrzegania dziewczyn wokół siebie, a zwłaszcza jej, jako obiektów seksualnych. Prawdę mówiąc, nie był do końca pewien, czy to, co do niej czuł, a czego ona raczej nie czuła do niego, to właśnie miłość. Nigdy przedtem nie był zakochany. Do miłości w ogóle odnosił się sceptycznie, sądził nawet, że raczej go nie dosięgnie, a jeśli już, to będzie to całkowicie nieodwzajemnione uczucie. Kto bowiem by go zechciał? Z drugiej strony, wszędzie widział JĄ. Rano, przy wstawaniu; za każdym razem, gdy zamykał oczy; gdy żegnał dzień, zasypiając, jej twarz opanowywała jego umysł, jak… obsesja; nawet Księżyc mu ją przypominał. Czyż to nie jest właśnie miłość? Starał się trzymać z daleka od tego typu tematów. Wszystko, co nie ma jednoznacznej definicji, było potencjalnym zagrożeniem, a zagrożeń nie lubił. Nie zagłębiał się w rozmyślania…