Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 9 min czytania

Dlaczego Norbert?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był taki list. Zgnieciony między książkami. Wymięty pośród okładek. Złożony na cztery. A może sześć. Niedbale wrzucony. Zapomniany. Ważny-nie-ważny. Marta, co z Norbertem? (to Kasia, koleżanka z klasy) Z Norbertem? A co ma być? Nic a nic. Marta, daj spokój, co ci wtedy napisał? Napisał? Nic a nic. On nawet powiedzieć mi zbyt wiele nie potrafi. Jest za daleko. Każdy centymetr odległości to centymetr zapomnienia. Milion centymetrów. Morze obcości. Wiesz Kasia, chyba już się z Norbertem nie znamy... Marta, Boże (Kaśka była mocno poirytowana) przecież dałam ci list od niego! Jaki list? Za cholerę nie mogłam go umiejscowić. To przez Macieja... jego niepotrzebne kwiaty... niepotrzebnie wniesione... bezcelowe. List, liścik... Dlaczego nie list-listek, liść-liścik? Nawet gramatyka jest niekonsekwentna. Wbiegłam do domu. W pośpiechu zaczęłam przerzucać sterty książek. Fizyka. Jest. Chwyciłam za twarde okładki i mocno potrząsnęłam. Mała karteczka pikując uderzyła o podłogę. Mały listek. Otwierałam powoli. Przeczytałam cicho zgniecione litery: We wtorek. W połowie drogi. O osiemnastej. N. O Boże... przecież TEN wtorek był przynajmniej osiem wtorków temu. W połowie drogi. Rozłożyłam mapę. Linijka. Połowa drogi. Małe miasteczko. Czy był tam? Czy czekał? Siedziałam na podłodze wśród sterty porozwalanych książek. Nieruchomo. Ale wszystko we mnie galopowało. Biegło. Kalendarz. Muszę uporządkować czas. Kiedy Maciej wtachał te bukiety? Kasia w tym dniu dała mi ten liścik. Dzwonię do Kasi. Nie ma jej. A może... Dlaczego by nie... Zadzwonię do niego... Wybieram numer gorączkowo. Dzień dobry, mówi Marta. Czy Norbert... Witaj Marto (miły głos ojca) Norbert będzie później. Coś przekazać? Nie nie. To znaczy tak. Niech do mnie oddzwoni. Do widzenia. Odłożyłam słuchawkę. Zaraz miałam wychodzić na angielski (uczyła mnie teraz zdrewniała stara panna, chowająca swój gorzki smutek pod parasolem dystansu i pewności siebie.) Pani Mario, dziś nie przyjdę. Muszę... Wymyśliłam coś na poczekaniu, a telefoniczne kable przeniosły jej tę wyzutą z prawdy informację. Najlepiej kłamie się przez telefon. Byłam sama w domu. Otworzyłam barek rodziców. Wyciągnęłam butelkę wódki i wlałam trochę do szklanki. Dolałam soku. Siadłam przy telefonie. Czekałam. Dlaczego tak jest? Dlaczego w milionowym tłumie wybieramy tę jedną jedyna osobę i tylko ona potrafi momentalnie rozhuśtać nam serce? To mocno komplikuje życie. Za mocno... Ten wybór dzieje się poza nami. W nas, ale poza. To nie ja wybrałam Norberta. To coś we mnie wybrało za mnie... Brzęczy telefon. Podskakuję, chwytam natychmiast słuchawkę... Nie, nie ma mamy. Będzie wieczorem. Jestem rozczarowana. Rozgoryczona. Głupi dzwonek telefonu, a wariuję. Wybieram numer. Słucham? Głos Norberta. Cześć, tu Marta... Cześć... I cisza. Milczymy razem. Norbert... Tak? Ty... byłeś...wtedy...tam... w połowie...? Tak, byłem. Norbert, ja... Wiem, Marta. Co wiesz? Wyszłaś za niego? Norbert, co ty?! Tak pytam… (mam wrażenie, że mu ulżyło) Za nikogo nie wyszłam. Nie przeczytałam wtedy tego listu. Dziś go znalazłam. Norbert... Przerwał mi. We wtorek Marto, dobrze? Tam. I odłożył słuchawkę.

Wtorek. 15.30. Siedzę w przedziale. Pociąg szarpie. Rusza. Ukradłam rodzicom trochę pieniędzy. Nie: wyciągnęłam, pożyczyłam, ale: ukradłam. Musiałam tam jechać. Wyśpiewałam stek kłamstw. Nie wysłyszeli fałszu. Dla ciebie, Norbert...

17.30. Pusty peron małego miasteczka. Siedziałam na zimnej ławce. Przebiegła myśl, że to była jego zemsta. Słodki odwet. Nie przyjedzie. A ja wcale się nie pogniewam. Zadzwonię tylko i powiem, że zmarzłam...

Szedł powoli w moim kierunku. Ja siedziałam. Norbert... Marta... Dotknęliśmy się zimnymi policzkami. Nie wiedzieliśmy co mówić. Po kilkunastu minutach odczuliśmy chłód. Było bardzo zimno. Nawet najbardziej gorąca miłość nie jest w stanie rozgrzać dwójki ludzi stojących bezruchu późną jesienią na kolejowym peronie. Dworcowe perony mają swój specyficzny mikroklimat. Tam zawsze hula wiatr. Miłość napisałam? Wyciągałam pochopne wnioski... Marta, chodź pojedziemy do Białegostoku. Słucham? No, wsiądziemy do pociągu i pojedziemy razem. No tak. Byliśmy na tym peronie bezdomni. Norbert zaplanował nasze spotkanie bardzo starannie. Kupił bilety. Do Białegostoku i z powrotem. Dlaczego tam? zapytałam. Bo to daleko, Marto. W pociągu było ciepło i niezbyt tłoczno. Długo jednak szukaliśmy pustego przedziału. Doszliśmy już prawie do samego końca pociągu i straciliśmy nadzieję na upragnioną samotność

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dlaczego Norbert? — czytnik · opowiadania