Inne · 17 min czytania
Dłuższa opowieść, czyli historia małej muszki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
- Niemożliwe! – powiedziała zaskoczona kobieta, która przed dziesięcioma minutami zobaczyła białą postać, czyżby Anioła? – Czy ja oszalałam? Czy Bóg… - wtedy urwała w połowie widząc znów przelatującego białego ducha, tak czystego białego koloru nigdy nie widziała. Kobieta uniosła oczy ku niebu by dostrzec coś co na ją opromieniło jasnym światłem. Nic nie dostrzegła. Wsiadła do auta. Jechała tak szybko, że ręka którą miała wysuniętą przez okno zaczęła marznąć. Przecinała powietrze z prędkością dźwięku, oczy miała takie puste i zadziwione. Wiedziała, że od tamtej chwili coś się w niej zmieniło. Na wzgórzu przed domem zatrzymała auto. Szła na piechotę. Tylko dlaczego? Co miała na myśli mówiąc „To ich koniec”? Weszła do domu. Usiadła na fotelu, fotel należał do jej zmarłego męża, który zginął z rąk świra z Remington. Siedziała wpatrując się wyłączony telewizor… .Podeszła do niej jej córka. -Mamuś? Co jest? Coś się stało? Powiedz…- prawie ze łzami w oczach dziecko wypowiedziało, bojąc się matki. Lecz ona tylko jak cyborg odwróciła głowę i lekko uśmiechając się – Nic, kochanie tak się cieszę, że Cię mam - powiedziała. Kolejny dzień minął jakby go nie było. Elizabeth ciągle zawieszona. Pewnej nocy weszła do pokoiku dziecka, miała ze sobą coś co przerażało ją samą. Sztylet. W końcu najjaśniej świeci ostrze, gdy jest w mroku. Bez zawahania podeszła do dziecka. Chciała coś zrobić, coś złego, okrutnego, coś po czym by nie spojrzała już w lustro. Głośno krzycząc złapała się za głowę i upadła, płakała ciągle krzycząc – Co mi się dzieje? Dlaczego chciałam to zrobić?! – dziecko się obudziło i zobaczyło płaczącą matkę, a ręce rozpromieniony sztylet. Elizabeth podniosła się i przestraszona uciekła, lecz mała nawet nie zauważyła co się stało, więc chciała oddać matce nóż. Podniosła go. Gdy zobaczyła w ostrzu swoje odbicie złowrogo śmiejące się jej w twarz wyrzuciła go daleko, nie zauważyła nadchodzącej powoli matki, która chciała ją przeprosić… nóż wbił się koło jej głowy… . Bogu dzięki! Poranek. Kolejny dzień. Elizabeth zabrała mała na spacer do lasu. Biegały jak dwie przyjaciółki po tej leśnej ściółce, rzucając się jedna na drugą bawiły się do zachodu słońca. Zmęczone wróciły do domu by położyć się spać i zapomnieć o wszystkim złym. Mała Kat zasnęła momentalnie, Elizabeth wręcz przeciwnie męczyły ją jakieś potwory nocne, miała przed oczami tego Anioła. Nie mogła spać więc wstała, jak jakiś szpieg wyszła z domu, żeby nie obudzić Małej. Wsiadła do wozu i wróciła na miejsce gdzie widziała Anioła. Auto sunęło po asfalcie jak po lodzie, nie zdążyła się obejrzeć, gdy już była na miejscu. Wysiadła, czekała i czekała ciągle wpatrując się w niebo. Lecz Anioła nie było. Zrezygnowała. Wsiadła do auta i tu nagle zaskoczyło ją uczucie jakby chłód na szyi, jakby ktoś wszedł w nią lub był blisko. Odwróciła się z przerażeniem, nikogo z tyłu nie było. Wzrokiem wracała przed kierownicę, kątem oka zauważyła, że ktoś stoi przy aucie i podskakując ze strachu krzyczała.
- Kim jesteś?! Wystraszyłeś mnie! – wykrzyczała wystraszona. - Niech to nie będzie Twój interes. Wysiadaj i chodź za mną – powiedział tajemniczy nieznajomy.
Szli dłuższą chwilkę w ciszy, ciągle przemierzając kolejne metry ciemnego lasu. Elizabeth nie ukrywała, że się bała nieznajomego i ponurego lasu, który zdawał się do niej mówić, drzewa przechylały się w jej kierunku gdy koło nich przechodziła, tworząc dach nad jej głową, nagle zaczęły śpiewać ptaki. – Tutaj ptaki? Już chyba nic mnie nie zadziwi – Jednak się myliła. Drzewa nagle okrywając cały zasięg jej wzroku w sekundę odsłoniły czyste błogie niebiosa.
- Czy ja jestem w niebie? Co to za miejsce?? - Nie, to nie niebo, jeszcze nie. - Jak to jeszcze nie? – zdziwiła się. - Po prostu. Aby iść do nieba musisz wypełnić swoją misję. - Czyli to prawda, że każdy ma jakąś misję na świecie do wypełnienia?? - Ach! Dziwna kobieto, ja nie wiem nie wiem dlaczego Cię wybrał. Co on zobaczył w Tobie. Wiem tyle, że muszę Ci wszystko pokazać, więc chodź. - Dobrze, tylko liczę na szczegółowe wyjaśnienia.
Elizabeth przypomniała sobie nagle, że zostawiła córeczkę w łóżku, w myśli się wystraszyła co ona zrobi sama.
- Nie martw się o nią. Już prawie jesteśmy na miejscu – powiedział nieznajomy, niby Anioł tylko dlaczego był ubrany w czarny płaszcz i miał długie mokre włosy? A może to upadły Anioł?! – cholera! Co ja mam robić! On czyta w moich myślach!.
- Masz rację jestem upadłym Aniołem, a wybrał Cię nie Bóg tylko szatan! Nie jesteś święta, więc dlaczego liczyłaś na Boga?? – widzisz to? Ten promień na niebie? – spytał Anioł. - Tak. - To właśnie Twój Bóg zabiera kolejną duszę do siebie. I zabierze nie długo duszę Twojej córki jeżeli się nie pośpieszysz. - Co jej chcecie zrobić?! – Krzyknęła, a podczas krzyknięcia wydobyły się z niej łzy. -Nic, zaufaj, że nic. Chodź już, oczekują nas.
Część 22 / 3
Ruszyła posłusznie. Znowu zrobiło się ciemno. Wszystko wkoło takie stare, zardzewiałe, jeżeli znalazło by się coś metalowego. Szli parę minut, aż Elizabeth zobaczyła przed sobą wielką czerwoną, pękającą od własnej potęgi kuli. Stała ona na czymś przypominającym spodek od filiżanki - UFO? Nie, nie. – pomyślała sobie przez chwilę.
- Nie, to nie UFO. To siedziba naszego Pana. Oczekuję Ciebie. Idź tą ścieżką prosto. Wrota otworzą się dla Ciebie same – powiedział Anioł zamykając oczy. Nagle znikł.
Elizabeth wolnym krokiem szła przed siebie oglądając te wszystkie widoki, a było na co patrzeć, żaden normalny śmiertelnik nie miał okazji tego zobaczyć! Wybuchające wokoło niej płomienie, węże jakby z lawy płonęły, jakieś skrzeki małych dzieci było słychać w oddali… . Widziała latające potwory, stała tam nawet klatka z olbrzymim Cerberem, który na jej widok zaczął się ślinić obrzydliwie i wyć ile miał sił w tych swoich paszczach. Elizabeth nawet się nie przeraziła i to ją zastanawiało. Dlaczego nie czuje strachu? Dlaczego to wszystko zrobiło się jej obojętne. Niesłychane jak łatwo jest tak wszystko olać i iść przed siebie. Zbliżała się już ku ogromnej kuli, która zaczęła dziwnie „tańczyć”, trząść się, aby tylko wystraszyć pobliskie zjawy. Zaczęła się otwierać jedna półkula. Za nią druga. Aż jej oczom ukazał się diabelny widok. Wszystko we krwi dywan z ludzkich mięśni i kawałków skóry, na ścianach wisiały czaszki z jeszcze nie wydłubanymi gałkami ocznymi, a może nie chcieli ich wydłubać? Może to jakiś ich styl wnętrza. W sumie nie ważne. Nie pewnym krokiem już zaczęła poruszać się w stronę schodów, które jakby prowadziły wprost do nieba. Były ogromne, takie obrzydliwe gdyż na każdym schodku można było napotkać coś co przypominało resztki ludzkiego ciała.
- Podejdź bliżej… - usłyszała jakiś głos. -Nie bój się, my Cię nie skrzywdzimy.
Ach! Westchnęła. Co mi zależy - ruszyła po schodach na sam szczyt. Gdy doszła do ostatniej pary schodków, zobaczyła, że ktoś lub coś siedzi na wielkim rogatym fotelu. Echem przepraszam, tronie.
- Co chcesz?! – krzyknęła w kierunku dziwnej postaci. - Chcesz, aby Twoje dziecko żyło, prawda? A więc, zrobisz coś dla mnie. - Co mam zrobić? - Najlepiej jakbyś nie zadawała tyle pytań – oznajmił Szatan
Kiwnęła lekko głową, a głowa wydawała się taka ciężka. Cała była jakby z ołowiu czy to może większa grawitacja?
Część 33 / 3
- Słuchaj mnie śmiertelniku! Masz za zadanie wykończyć niebiosa! Pan Twój, który zawsze udawał, że kocha każde z was jest mordercą i… - nie dokończył.
Popatrzył na bok, stała tam wielka szafa i tak jak wszystko wkoło była pokryta mięsem i krwią.
- Otwórz ją! – powiedział
Elizabeth podeszła i lekko pociągnęła za rączkę, szafka nawet nie była domknięta, lub Elizabeth została czymś specjalnym obdarzona.
- Widzisz to? To jest Twój świat. On ginie, umiera, traci nadzieję. A ja mogę was uratować. Zauważyłem, że masz w sobie moc, dlatego Cię wybrałem. Moi ludzie pokażą Ci drogę, a Ty zajmiesz się resztą.
Zgodziła się kiwnięciem głowy. Jakby zahipnotyzowana.
Dwaj mocarni olbrzymi szli obok niej, prowadzili ją do jakiegoś co dziwne w tym miejscu przepięknego stawu. Gdy doszli zobaczyła odbicie siebie w wodzie. Chwile się namyślała co się z nią dzieje, o co tu chodzi tak naprawdę. Lecz bez namysłu weszła do wody tak przynajmniej zrozumiała gesty olbrzymów. Woda zaczęła falować, a Elizabeth czuła się jakby tonęła. Nagle…