przygoda · 20 min czytania
Dni pełne tajemnic - Rozdz. VII
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
VII
Na dzień przed Wigilią, wcześnie rano, wybrała się z Mariolą na cmentarz. - Tu leży moja siostra i babcia – wskazała na okazały grobowiec rodzinny. - I chyba jeszcze kilkoro twoich przodków – dodała Mariola uśmiechając się wesoło. Agata wstała z wózka i podeszła do grobowca ścierając śnieg z tablic informacyjnych. Dowiedziała się, że jej dziadek, Władysław Głogowski, zmarł, kiedy mama miała piętnaście lat. Pochowany był tutaj i wujek Maksymilian, który zginął tragicznie w wieku lat trzydziestu oraz jego rodzina, żona Dorota i syn Michał lat pięć. - Cześć babciu. Cześć Olu – szepnęła. Czuła się niezręcznie. Nie wiedziała, jakie słowa byłyby najbardziej odpowiednie. Mariola oddaliła się, zwiedzając pozostała część cmentarza. - Olu, widziałam się z twoim tatą i bratem. Są cudowni. Szkoda, że nie możesz się z nimi zobaczyć – stłumiła płacz. – Dlaczego mi nie powiedziałyście? Czy nie wydawałam się godna zaufania, za mało dojrzała emocjonalnie? Tyle przede mną ukrywałyście, a ja zwierzałam się wam z najgłębszych tajemnic. To niesprawiedliwe. Otarła samotną łzę, która nieopatrznie wymknęła się z kącika oka. - Doradźcie mi, co zrobić. Czuję się taka zagubiona, że zaczynam wariować. Szybko uniosła głowę, ale dojrzała tylko Mariolę pochyloną nad jakimś grobem. Cmentarz był pusty, jednak wyraźnie wyczuwała czyjąś obecność. Nagły podmuch wiatru strząsnął z gałęzi trochę śniegu. Szczelniej otuliła się płaszczem. Roześmiała się. - Rozmawiam sama ze sobą. Wstała gwałtownie i zawołała Mariolę. Po kilkunastu minutach były już w domu i popijały gorącą herbatę.
Rodzice postanowili wrócić na święta. Tydzień wcześniej Agata zarządziła porządki, więc cały dom lśnił na ich powitanie. Nawet tego nie zauważyli. - Mieliśmy ciężki miesiąc, kochanie – matka zrzuciła nowe futro. – Firma wymaga teraz tyle uwagi. - Nie wątpię – powiedziała Agata. Marcin podszedł do barku i nalał sobie wina. - Mógłbyś poczekać do obiadu – upomniała go Anna. Popatrzył na nią obojętnie i wychylił kieliszek. Agata nie pamiętała, aby ojczym w taki sposób pił alkohol. Musiał szukać w nim pocieszenia. Ich kłopoty były większe niż myślała. - Może pójdziecie odpocząć przed obiadem? – Zaproponowała. – Na pewno jesteście zmęczeni podróżą. Anna popatrzyła na córkę z wdzięcznością. - Jak tam twoje nogi perełko? – Spytała i czule pogłaskała ją po głowie. – Lepiej się czujesz? Agata starała się powstrzymać cisnące się jej na usta niedobre słowa. Mariola, która zjawiła się w pokoju, rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie. - Zastrzyki nie pomagają – wydusiła z siebie. Anna uznała, że córka poddała się, więc jej uśmiech nabrał blasku. - Musisz być cierpliwa. Nie od razu się udaje. Agata popatrzyła na nią w napięciu. - Powiedz, wierzysz, że się uda? Matka nachyliła się nad wózkiem i ucałowała ją w czoło. Jej usta były suche i zimne. - Cierpliwości – powtórzyła i zwróciła się do męża. – Pójdziemy się odświeżyć. Marcin bez słowa podążył za nią. - Cholerni hipokryci! – Rzuciła Agata, kiedy znikli z pola widzenia. – Jak ja bym ich udusiła! - Wystarczy, że zaczniesz chodzić w dniu swoich urodzin – powiedziała rozsądnie Mariola. Dzień po powrocie od pana Zbigniewa Agata powiedziała jej, czego się dowiedziała. Skoro już raz zaufała Marioli, postanowiła zrobić to ponownie. Poza tym potrzebowała przyjaciela. Agata roześmiała się. - Mam nadzieję, że do tej pory uda się utrzymać tajemnicę. Matka odstałaby zawału na mój widok. - Wyobraź sobie, jak wchodzi do twojego pokoju w najmniej odpowiedniej chwili, kiedy nieświadoma niczego wychodzisz, na przykład, z ubikacji i staje jak zamurowana. Och, kochanie – naśladowała głos Anny – widzę, że twój stan znacznie się poprawił. Załamuje ręce i zastanawia się, jak znowu posadzić cię na wózek. Agata spojrzała na nią błagalnie. - To naprawdę okropny scenariusz, ale niestety prawdziwy. Powiedz, jaka matka potrafi być tak nieczuła na śmierć własnego dziecka? Mariola zastanowiła się chwilę. - Nie wiem, do czego tak naprawdę dążą twoi rodzice. Przecież mogliby w końcu potraktować cię poważnie i powiedzieć o problemach firmy. Chyba byś im pomogła? – Spojrzała pytająco na Agatę. Ta skinęła głową. – Być może ich kłopoty są tak wielkie, że majątek twojej babci nie wystarczy na pokrycie wszystkiego? - To chyba niemożliwe – Agata nie bardzo w to wierzyła. – Przecież moja babcia miała ogromną ilość pieniędzy. Mariola mrugnęła do niej. - Może twoi rodzice są bardziej zdolni niż ci się wydaje? Westchnęła. - Właśnie tego się obawiam.
Wigilię spędziła w najbliższym gronie. Rodzice nie zapraszali nikogo i nie zgodzili się, by ona zaprosiła swoich znajomych. - Chcemy w końcu odpocząć – tłumaczyli. Mariola wyjechała do rodziny, więc Agata wbrew wszystkiemu zadzwoniła do Maćka i uzgodnili, że w Boże Narodzenie zabierze ją do siebie. - Mam już dość – żaliła się. – Siedzę z nimi jeden dzień, a mam ochotę dodać im trucizny do zupy. Tak, jak przypuszczała, na prezenty od niej zareagowali obojętnie. Nastroju nie poprawił jej nawet flakonik ulubionych perfum, który znalazła pod choinką. - Dziękuję – powiedziała obojętnie. - Mogłabyś wykazać więcej entuzjazmu – Marcin poczuł się urażony. - Dziękuję bardzo – odpowiedziała wyraźnie. – To naprawdę idealny prezent, a teraz pozwólcie mi iść spać. Jestem bardzo zmęczona. Nawet nie siliła się na uprzejmość, tylko korzystając z windy, dostała się do swojego pokoju i tam w spokoju usnęła.
Pierwszy dzień świąt przyniósł same radości. Już widok Maćka za kierownicą forda przyprawił ją o szybsze bicie serca. Obłoczki mgły unosiły się z ich ust, kiedy zaśmiewali się siedząc w samochodzie. - Nawet nie wiesz, co mama powiedziała na widok ceramicznego piecyka do aromaterapii, który podarowałam jej pod choinkę – uśmiechnęła się tajemniczo. - Tak? – Z niecierpliwością czekał na dalszą relację. Wyglądała niczym małe dziecko, na moment przed psotą. Uniosła ręce w teatralnym geście i przybrała minę największego zaskoczenia. - Ach, kochanie, to jest naprawdę cudowny prezent. Tylko nie wiem czy drewno się do niego zmieści. Nastała pełna napięcia cisza. - Żartujesz sobie, prawda? – Spytał podejrzliwie. W jej oczach tańczyły złośliwe chochliki. Nie była w stanie zachować powagi. - Gdybyś widział minę mojej matki… – zaczęła i roześmiała się przerażająco głośno. Zawtórował jej, pozwalając pozbyć się napięcia związanego z koniecznością udawania. - Aż boję zapytać, jaki prezent masz dla mnie – spojrzał na nią rozbawiony. – Na piecyk do aromaterapii nie dam się nabrać. Skupiła myśli na wypchanej torbie, którą miała pod ręką. - Nie mam dla ciebie prezentu – powiedziała. – Nie wiesz, że grzeczne dzieci znajdują podarki pod choinką? Nie mógł się na nią napatrzeć. Błyszczące oczy i policzki zaróżowione mrozem. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jaka potrafi być ładna, kiedy zapomni o troskach. Pomyślał, że postara się z całych sił, żeby nic nie zakłóciło tego dnia. Przyjechali, kiedy Zbigniew Kwiatkowski nakrywał do stołu. - Witam moją ulubioną Agatkę – powitał ją wesoło. – Mam nadzieję, że nie przemarzliście? Maciek stanął w progu i zaczął tupać nogami. - A propos przemarznięcia, to przydałoby się coś rozgrzewającego do picia. Agata popatrzyła na niego z uśmiechem. - Na razie możesz zaparzyć herbaty, synu – usłyszała nutę nagany w głosie jego ojca. – Czegoś mocniejszego napijemy się po obiedzie, żeby uczcić ten dzień pański. Mrugnął do niej przez pokój. - Przecież nie chcemy, żeby nasz gość padł z głodu. Jak na zawołanie Agata poczuła cisnący głód w żołądku, który odezwał się przeciągłym burczeniem. Obiad minął w wesołej atmosferze. Dowiedziała się, dlaczego Maciek, zamiast pracować na swoje utrzymanie, sprząta dom babci. - Kiedyś byłem dobrym policjantem – snuł swą opowieść Zbigniew. – Doszedłem do stopnia porucznika i przez jakiś czas byłem szefem miejscowego posterunku. Niestety – wskazał na głowę, - życie nie zawsze układa się po naszej myśli. Jeden wylew i wszystko szlak trafia. Upiła trochę wina. - A co z Maćkiem? – Spytała. Istota jej zainteresowania siedziała bez słowa i patrzyła na nią spod wpół przymkniętych powiek. - No cóż skończyło się i dobre dla syna – kontynuował ojciec tej istoty. – Mój wylew przysporzył nam więcej problemów, niż byliśmy w stanie przewidzieć. Gdyby nie pani Głogowska, Maciej prawdopodobnie nawet nie skończyłby studiów. - Ach, jesteś po studiach? – Zareagowała spontanicznie. Zacisnął wargi od powstrzymywanego śmiechu i tylko skinął głową. - Maciej skończył ekonomię – nawet nie ukrywał dumy w swoim głosie. – Później wrócił do domu, a ponieważ moja renta nie wystarczała, żeby utrzymać nas dwóch, poszedł do pracy. Nie docenili mnie jako policjanta i dali pieniądze na przeżycie, ale nikt nie pomyślał, że chciałbym może zjeść czasem coś innego, niż chleb ze smalcem. Zamyślił się nad tą jawną niesprawiedliwością. Agata usilnie próbowała wciągnąć Maćka do rozmowy. - Co robiłeś, kiedy nie pracowałeś u mojej babci? Nie mógł nie odpowiedzieć na pytanie skierowane bezpośrednio do niego. - To i tamto – próbował ją zbyć i dalej przyglądać się ruchom, kiedy zatracała się w rozmowie. Dostał kuksańca w bok. Zdecydowanie siedziała za blisko. - Mógłbyś się trochę bardziej wysilić – zganiła go. – Ja tu poruszam ważne tematy, a ty tak mi odpowiadasz? Podparła boki rękami. Nie miał szans. - Przez cały czas studiów, a było to bardzo dawno temu, mieszkałem w Łodzi, a później już nie mogłem pozwolić sobie na taki luksus. Chciałem w mieście znaleźć pracę, ale nawet nie wyobrażasz sobie, jakie to było trudne. Agata uświadomiła sobie, jak mało wie na jego temat. W wakacje zajmowali się korzystaniem z lata i nie rozmawiali na poważne tematy. Zresztą dopiero od niedawna bardziej zaczęła interesować się osobą Maćka. Wcześniej pochłaniały