Fantastyka · 15 min czytania
Dni Pogardy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Urodziłem się w Herengen, w południowej strefie kwarantanny. Teren, na którym po raz pierwszy wykryto ognisko ,,czarnego wirusa, nazwę wziętą od koloru skóry pierwszej ofiary. Na początku choroba dotykała wyłącznie czarnoskórych, ale gdy zachorowało białe dziecko, fala nienawiści rozeszła się na cały świat. Zwłaszcza po tym kiedy ludzie zaczęli umierać. Zaczęto tworzyć więzienia, specjalne korowody medyczne i zamykać całe dzielnice. Wybuchła panika wśród ludzi. Choroba rozprzestrzeniała się przez rozmowę, picie i jedzenie niezdezynfekowanej żywności. Początkowo wprowadzono zakazy dotyczące rozmawiania bez specjalnych masek, gdy one nic nie dały, zabroniono całkowicie rozmawiać, całować i śpiewać. Ci, którzy złamali zakaz zostawali skazywani na śmierć, a tak naprawdę wywożono ludzi do obozów pracy. Wydobywano w nich substancję stosowaną we wszystkich laboratoriach. Przy pomocy jej wynaleziono leki na wszystkie choroby jakie do tej pory znała ludzkość, aż do wybuchu epidemii. W ciągu pierwszego roku ,,czarny wirus” pochłonął kilka milionów istnień. Nikt nie znał lekarstwa, wszyscy wpadali w panikę i uciekali z miast. Tam właśnie znajdowały się największe ogniska pandemii. Niegdyś wspaniałe, tętniące życiem metropolie zamieniły się w pustkowia. Jedynymi mieszkańcami byli złodzieje korzystający z sytuacji i grabiący wszystko wokół. Z każdym d niem przybywało zgonów. Wielu ludzi zaczęło się modlić na ulicy. Chaos opanował świat aż do momentu wynalezienia cudownego antidotum. Pewien biochemik, jego imię dawno zapomniano. Znany jest przez wszystkich jako Wielki Kanclerz Nowego Imperium.
Dzięki odkryciu przez niego genu wyłączającego świadomość, pandemia zniknęła. Ludzie przestali umierać i chorować na ,, czarny wirus”. Twórcę lekarstwa, wybrano na nowego Kanclerza. Wszystkie dekrety były przyjmowane z aprobatą tłumów, gromkimi oklaskami i uśmiechem na twarzach. Nie zmieniono natomiast zakazów od czasów pandemii. Najbardziej brutalna kara czekała za pocałunek, każdy kto złamał prawo był na oczach ukochanej osoby palony żywcem. Pierwszy taki incydent miał miejsce 5 lat po wybraniu kanclerza. Dwoje młodych ludzi odzyskało świadomość i zaczęło się spotykać. Pewnego dnia nie wytrzymali i zaczęli się całować w autobusie. Ludzie jadący z nimi, zareagowali natychmiastowo. Zaczęli bić i ich rozdzielać. Jechałem wtedy razem z nimi, gdy tłum rzucił się na nich. Wysiadłem n a pierwszym przystanku jaki był, czekały już na nich ,,czarne mundury”, służba bezpieczeństwa Imperium . Uzbrojeni w karabiny, pistolety i elektryczne pałki, paraliżujące każdy mięsień ciała. Gdy służba rozpędziła tłum, ujrzałem zakrwawione i poobijane twarze młodych ludzi. Mieli może z dziewiętnaście lat. Widok był straszny, dziewczyna miała nadgryzione ucho i rozwalone oba łuki brwiowe. Chłopak natomiast, miał całe oko we krwi, ledwo palcami u ręki poruszał. Chciał dotknąć po raz ostatni jej skóry, a raczej skrawka, który nie został tknięty przez oprawców. Czułem się wtedy dziwnie, nie rozumiałem ogromu tej tragedii. Odszedłem z tamtego miejsca szybko i usłyszałem wtedy strzał. Chłopak zawył straszliwie, jakby jego ręka została w brutalny sposób potraktowana. W tym momencie w moim umyśle coś jakby wybuchło. Zacząłem płakać, gdy jeden z przechodniów to zobaczył, przestraszył się i zaczął wołać ludzi. Nie myślałem wtedy co się dzieje, biegłem tylko przed siebie. Nic prawie nie pamiętam z tamtego dnia, a ni tego w jaki sposób znalazłem się w opuszczonym domu. Spędziłem w tym zatęchłym mieszkaniu dwie noce i cały dzień, myślałem kim jestem i co się ze mną dzieje. Przypomniałem sobie o wirusie i eksperymentach przeprowadzanych w południowej strefie kwarantanny. Przewożono do tutejszego szpitala tysiące ludzi, aż do wybuchu pożaru. Jako dziecko unikałem tego miejsca, zgodnie z zakazem mamy i nauczycieli. Gdy pytałem ją, o to co się dzieje, odpowiadała tylko, że przetrzymują tam ludzi, których nie można już uratować. Zapewniano im tam najszczęśliwsze chwile w życiu, tak w tym przekonaniu uświadamiał mnie również ojciec. Gdy pewnego dnia on też zachorował, nigdy potem już go nie zobaczyliśmy z mamą. Pamiętam jeszcze jego ostatnie słowa przed odjazdem: ,,Zaopiekuj się mamą”. Czułem się okropnie wtedy, coś ściskało mnie za gardło, a oczy spłynęły łzami. Pół nocy nie spałem i drugie pół rozmyślałem, o tym co dalej będzie. Niedługo potem wybuchł pożar w szpitalu, a mama załamała się całkiem. Przestała się uśmiechać i wychodzić na powietrze. Nie potrafiła się pogodzić z tym co się stało. Pękło jej serce z bólu i żalu. Odeszła w maju, w moje osiemnaste urodziny. Po tej stracie nie mogłem się podnieść. Chodziłem jak we mgle, nieprzytomny i ciągle zmęczony. Płakałem często, aż pozbawili mnie świadomości. Przez ponad pięć lat, nie wiedziałem co się ze mną działo, na szczęście jestem znów sobą ! Znów czuję i myślę, Kanclerz chyba nie przewidział, że jego lek jest niedoskonały. W głowie tak mi huczało, aż nie wytrzymałem i padłem bez siły. Prawdopodobnie straciłem przytomność. Obudziły mnie odgłosy tłumów krzyczących ,,Spalić ich!”. Na głównym placu Kanclerz urządził sobie pokazowy proces. Bez namysłu wybiegłem z mieszkania, nie zastanowiłem się nawet czy kobieta, która widziała moje łzy nie rozpozna mnie dzisiaj i czy zostanę aresztowany. Po prostu biegłem w stronę ogromnego tłumu ludzi, stojącego tuż przed podniesieniem. Nie widziałem niczego prócz ich plecy. Zacząłem, więc przepychać się łokciami do przodu. Gdy dotarłem do takiego miejsca, z którego było widać podium, zatrzymałem się. Za pulpitem stał nikt inny, jak Wielki Kanclerz Nowego Imperium. Zawsze uśmiechnięty i ubrany w czarny garnitur z białym krawatem. Pewny siebie i z twardym głosem. Ludzie w oczekiwaniu i z oklaskami witali go, wchodzącego na mównicę. Za nim padło pierwsze słowo z jego ust, cały tłum na placu zamilkł. Drodzy obywatele zgromadzeni tu dzisiaj. Wy wszyscy, którzy jesteście zdrowi i szczęśliwi. W dniu, w którym odstałem olśnienia i wizji, świata doskonałego, świata bez chorób! To właśnie dzisiaj w piątą rocznicę tamtych wydarzeń dwoje obywateli złamało koronną zasadę ,,współżycia”. Nie zastanowili się, że ich haniebny czy mógł na nas sprowadzić nieszczęście. Dlatego teraz poniosą oni surową karę! Niech każdy dobrze sobie ich zapamięta twarze, tych wrednych trucicieli. Po tych słowach kanclerz złapał palnik i podszedł do dziewczyny trzymanej przez dwóch złoczyńców. Wszystko to działo się w obecności pół przytomnego chłopaka, z przestrzeloną dłonią. O to co się dzieje, gdy chce ktoś zniszczyć nasze marzenia! Kanclerz złapał piękne złote włosy dziewczyny i podpalił je palnikiem. Swąd rozszedł się po placu błyskawicznie. Gdy płomień dostał się do skóry. Dziewczyna wydała z siebie okropny jęk. Twarze ludzi były nie wzruszone, każdy wiwatował na cześć kanclerza. Chłopak, który na to musiał patrzeć płakał cały czas i prosił oprawców by przestali i ją wypuścili. Jego błagania wywołały tylko uśmiech. Kanclerz miał natomiast przez cały czas poważną minę. Był poirytowany jękiem dziewczyny i skamleniem chłopaka. Wziął od jednego z ludzi miotacz płomieni i skierował cały strumień płomieni na dziewczynę. W ciągu kilku sekund cała zajęła się ogniem. Trzymający ją żołnierze puścili ją, by samemu