Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 10 min czytania

Dnodna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zerostan. Kurczę, kto to powiedział? Wyczytałam ten zwrot we Wprost i bardzo mi się spodobał. Ale wypadałoby wiedzieć, kto to wymyślił. Będę musiała przegrzebać urywki, gdzieś to wkitrałam, a wyrwałam wycinek, bo wiedziałam, że kiedyś to wykorzystam. Zima nie ma zamiaru się skończyć. Nasze problemy też wloką się już blisko rok. Dzieci na szczęście zdrowe, choć tyle było z nimi kłopotów jak się urodzili. Chyba popełniam błędy wychowawcze z Karolinką. Nie wiem gdzie. To znaczy domyślam się gdzie. Hm, brak czasu. Totalny brak czasu. I jakaś niechęć. To nawet nie jest depresja. Cholera! Przynajmniej mieć klinicznie potwierdzoną depresję – byłoby alibi. A tak? Muszę się trzymać i zmagać z codziennością. A mi się już nie chce. Po prostu nie. Do tego w telewizji dno. Media pompują sieczką, a politycy nie mają pomysłu na to jak rządzić. Gdzie się nie obrócić wszędzie dupa. Po prostu totalny zerostan. W domu kaszana finansowa. Nie ma kasy na nic. Na nic! A zobowiązania? Niczym rów mariański. Chyba – nawet jak uda mi się coś sensownego napisać, to sama sobie wydam. Nie wiem za co. Ale co tam! Nawet nie mam zamiaru łazić i prosić się u wydawców. Chociaż, kto to zresztą wie?! Ja przecież notorycznie buduję się z potłuczonych skorup i funkcjonuję z godnym podziwu optymizmem i energią. Hm. To kiedy nastąpi nawrót tej choroby? Choroby polegającej na zmaganiu się z niezmagalnym i pokonywaniu niepokonanego? Pewnie w końcu nastąpi. Chyba, że tego nie dożyję! Cholera dożyję na pewno! Chyba, że szlag mnie trafi tak jak kilku moich znajomych w ostatnich tygodniach. To nawet nie epidemia. To jakiś fatalny zbieg okoliczności. Pewnie i to mnie podłamuje dodatkowo. Ale przynajmniej ładnie pachnę. Hm ... Tak. Mam zakamuflowane jakieś próbki. Kurczę jak to jesteśmy kobitki skonstruowane, wystarczy troszkę się „podrasować” i humor się poprawia. Chociaż przydałoby się zrzucić tych parę kilo. Internet mnie ratuje. Gdyby nie to, czułabym się jak księżniczka zamknięta w wysokiej wieży. A tak przynajmniej mam codziennie kontakt ze znajomymi. Mam mnóstwo koleżanek, których na oczy nie widziałam, ale mamy wspólne tematy. Dzieci, rodzina. Jest OK. Co więcej, wspieramy się w tych naszych dołkach. A dzięki poczcie elektronicznej, mam stały kontakt ze znajomymi, z którymi nie mam czasu się spotykać w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Agnieszek i Ań mam mnóstwo całe. Agnieszka, koleżanka jeszcze ze studenckich czasów, założyła rodzinę, ma dwóch synów i wiedzie szczęśliwe i poukładane życie. Nie to co ja, wieczny postrzeleniec. Ostatnio troszkę ożywiła się nasza korespondencja.

{i}„Co słychać u Was? Dzieci – piękne! A firma? U mnie na razie o.k. w nowej pracy i w ogóle. Nawet Kacperek zdrowy – już od miesiąca nie potrzebuje sterydów (tfu, tfu i puk puk w niemalowane). W pracy problemy mogą się zacząć od lutego/marca, bo mamy zmiany kadrowe. Opuściłam szeregi agencji badawczych, żeby mieć trochę czasu na życie i na razie pomysł się sprawdza. Po zmianach może być różnie, dlatego jeszcze się nie przywiązuję do tego miejsca. Jak stoisz z czasem w ciągu dnia pracy (czyli do 16.00) ? Może któregoś dnia – jak będziesz mogła – spotkamy się gdzieś w centrum. Ja pracuję przy Placu Powstańców Warszawy (na tyłach Galerii Centrum). I jak mi dasz znać z dzień wcześniej, że możesz pogadać z godzinkę, to tak sobie zaplanuję dzień pracy, żebyśmy mogły pogadać.

Pozdrawiam i trzymaj się ciepło! Aga”

„Agusiu, bardzo się cieszę, że się odezwałaś trochę "szerzej" ;) Cieszę się, że Kacperek zdrowy - oby do wiosny, choć to dla alergików też niełatwy czas, ale po prostu chłop rośnie i wyrasta pewnie z wszystkich niemowlęcych świństw. Bardzo chcę się spotkać z Tobą, bardzo chcemy spotkać się z Wami. Mam nadzieję, że w lutym uda się to zorganizować. Jeśli chodzi o firmę - to Zbyszek rozkręca ją cały czas. Mamy wielkie nadzieje, że do końca tego miesiąca coś już będzie pewne :) Albo wóz (to znaczy zaczniemy zarabiać i spłacać długi) albo przewóz... :( (a to byłaby katastrofa! - i nawet "głośno" nie napiszę co by to oznaczała, ale jak sobie przypomnisz różne dramaty TV to...) Liczymy więc, że zmierzamy w dobrym kierunku. Bardzo tęsknię za normalnymi kontaktami! Czasem dysponuję, ale niestety nie w takiej raczej ilości (chyba, że uśmiechnę się do Mamy), żeby dojechać do Centrum spotkać się i wracać. (taka przygoda kosztowałaby mnie pewnie ok. 4 h) ale może... Tylko, że muszę to zbadać umiejętnie, bo Mama bardzo chce mi "dogodzić" w tym trudnym czasie i jakbym powiedziała, że chcę jechać, to nie byłabym pewna, czy na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dnodna — czytnik · opowiadania