Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Mitologia · 14 min czytania

Do Krainy Wiecznych Łowów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Po ciezkiej chorobie utracilam mojego ukochanego psa Filipa, ktory byl czlonkiem naszej rodziny przez 7 lat. Bardzo to przezylam i nadal jego prochy stoja w moim domu, na miejscu gdzie codziennie sypial. Zamierzam je zaniesc do psiego parku, gdzie codziennie biegal luzem, bez smyczy i tam je rozsypac, ale jeszcze do tego nie dojrzalam.

W zwiazku z jego smiercia wydarzyla sie bardzo niezwykla historia.

Mozna ja tylko wytlumaczyc, jesli ktos wierzy w "Kraine Wiecznych Lowow" i inne indianskie legendy i mity. W jednym z tych mitow indianskich, przedstawiciel z Krainy Wiecznych Lowow przybywa do chorego i daje jemu znak aby za nim podazyl w zaswiaty. Zreszta takie wierzenia powtarzaja sie w kazdej religii i czesci swiata. Wiekszosc ludzi na swiecie jest przekonana, ze ktos po nich przbedzie. Po kazdego przychodzi ktos inny, niektorzy dostaja list lub maja cos wypisane na scianie, a po polsku - "czarno na bialym".

Ci ktorzy byli juz po drugiej stonie, twierdza, ze widzieli czlonka rodziny w jasno oswietlonym tunelu, kto na nich juz czekal, ale zostali powiadomieni, aby powrocic do zycia i spelnic to co maja wyznaczone.

To samo bylo z Filipem. Pytalam go wiele razy, czy go uspic, aby go uwolnic od cierpien, ale oczywiscie niczego sie nie dowiedzialam, bo takich umiejetnosci jeszcze nie posiadam.

Pytalam wielu ludzi, lacznie z weterynarzem, ale wszyscy odpowiadali, ze dostane jakis znak. Czekalam wiec, patrzac jak Filip cierpi, dawalam jemu proszki przeciwbolowe, i nadal mialam nadzieje, ze stan jego sie poprawi. Filip tez nie odchodzil, bo byl wierny (jak pies) i robil to, co ja od niego oczekiwalam. Jak podchodzilam to odwracal glowe i nie patrzyl na mnie jakby dajac mi znak, ze juz nie chce mnie sluchac. Jak go sparalizowalo, to nie chcial byc wniesiony do domu i tak lezal na trawniku, jakby chcial polaczyc sie z Matka Ziemia. Utworzyl sie pod nim dolek, Filip zrobil sie plaski i cialo jego nie wywyzszalo sie sponad trawnika. Nie chcial jesc. W nocy wstawalam kilka razy, aby zobaczyc czy jeszcze zyje. Podswiadomie oczekiwalam, ze po prostu zapadnie sie pod ziemie i nie bedzie po nim zadnego sladu.

Koty ukrywaja sie, aby zdechac, inne zwierzeta uciekaja w gleboki las. Indianie i Eskimosi tez oddalaja sie od wioski kiedy czuja nadchodzaca smierc, nawet starzy gorale w Polsce odchodzili na wierchy i tam umierali, aby uwolnic rodzine od smutku i klopotow z pochowkiem.

Po dwoch dniach jednak Filip nie odszedl, kazalam mu wstac i zaczal znowu chodzic i jesc.

Chcialam bardzo aby poczekal, az moj maz i syn wroca z wakacji w Polsce, aby nie myslal, ze oni go opuscili. Jak przyjechali cieszyl sie bardzo, ale potem stan jego sie zacznie pogorszyl i bylo wiadomo, ze koniec jest blisko.

Nadal czekalam na ten znak. Do tej pory, wszystko wydaje sie, ze byly to moje przypuszczenia i trace poczucie rzeczywistosci. Wtedy to glowny Lowczy z Krainy Wiecznych Lowow postanowil dac mi znak, ktorego nie moglam juz zignorowac. Po prostu przyslal wilka, aby Filipa zabrac, i abym ja w koncu zawiozla go do weterynarza, aby go uspic i pozwolic odejsc.

Ponizsze wypadki zaszly 3 wrzesnia.

Filip lezal w budzie na dworzu, ja wyszlam na podworko, aby dac jemu kostki lodu. Nie mogl podniesc pyska aby sie napic, ale byl w stanie gryzc lod i to jemu dostarczalo wody. Wtedy zobaczylam tego wilka biegnacego truchtem po naszej ulicy. Bieg wilka jest bardzo charakterystyczny, w tym momencie on nikogo nie goni, przed nikim nie ucieka, nie szweda sie kolo smietnikow czy rozglada za kotami. Nie obsikuje rowniez slupow i drzew, bo nie zaznacza swojego terenu. Nie ma takiej potrzeby, bo nie ma innych wilkow, ktore zagrozilyby odebraniem terenu. Po prostu biegnie, aby gdzies dotrzec i zalatwic jemu tylko wiadoma sprawe.

Mozna powiedziec, ze mnie zatkalo, bo w miescie nie ma zadnych wilkow, oprocz kilku w zoo. W parku kolo rzeki jest rodzina kojotow i nawet jest tablica, zeby na ich terenie prowadzic male psy na smyczy, ale prawie nikt ich nie widzial. Ja je widzialam, bo poszlam tam z ciekawosci. Jak wiadomo gdzie diabel nie moze lub nie chce, to babe posle. Filip chcial sie z nimi bardzo zaprzyjaznic. Byl duzym psem, potrafi sie obronic, i byl szczepiony na wscieklizne.

Kojoty jednak atakuja cala rodzina i ja nie bylam szczepiona na wscieklizne, a wiadomo, czym to grozi. Podnioslam tak straszny wrzask, ze Filip powrocil, a kojoty uciekly. Potem go kapalam w rekawiczkach i masce, bo kojoty Filipa dosych porzadnie obslinily, nawet mial naderwane ucho. Tak na wszelki wypadek, aby sie nie zarazic. Bylam tez u lekarza pod obserwacja przez dwa miesiace, bo zarazenie wscieklizna od sliny jest mozliwe i wyleganie choroby trwa ponad 30 dni.

Wracajac do wilka. Na pewno nie byl kojotem.

Otworzylam bramke i wilk natychmiast wbiegl na nasz trawnik, jakby na to czekal. Podbiegl do lezacego Filipa i balam sie, ze moze go zagryzc. Uslyszalam, ze cos skomla do siebie, ale chyba tyko rozmawiali. Wtedy zobaczylam, ze wilk ma obroze. Byl dosyc chudy i przynioslam jemu psie jedzenie, bo myslalam, ze go zlapie i zadzwonie po hycla.

Nic nie chcial jesc, ale stanal naprzeciw mnie i wpatrywal sie intensywnie w moje oczy. To juz bylo bardzo dziwne, bo psy, albo sie boja, albo sie lasza, albo sa agresywne.

Nigdy w zyciu zadne zwierze tak sie na mnie nie patrzylo, bo zwierzeta raczej nie patrza sie w oczy. Na pysku mial ciemne znaki, przypominajace barwy wojenne Indian.

Po chwili takiego patrzenia zwiedzil reszte ogrodka, wycofal sie i przelecial przez plot. Nie przeskoczyl, ale przelecial, jakby zostal przeniesiony niewidzialna i niezwykla moca. Plot mamy wysoki, z mocnej siatki, zbudowany dla Filipa, a byl on duzym psem, okolo 40 kg. Nidgy nie zdarzylo sie, zeby przeskoczyl taka wysoka przeszkode, pomimo, ze potrafil wbiec na drzewo na wysokosc okolo 1.5 m (oczywiscie nie dlatego, ze chcial sie pokazac, ale po prostuaby zapoznac sie z wiewiorka). Psy rasy Catahoula Leopard bardzo znane sa z takich umiejetnosci. Myslalam, ze mam przywidzenie, ale cala sytuacje widzial moj maz i nasz sasiad, ktory wlasnie w tm momencie opowiadal jakies niezwykle historie zwiazane ze smiercia jego kota.

Nastepnego dnia, 4 wrzesnia zawiezlismy Filipa do uspienia. Zamiescilam jego ostatnie zdjecie na Facebook z weterynarzem i jej pracownikami. Wszyscy plakalismy.

Wydaje sie teraz, ze koniec tej opowiesci, ale tak nie jest.

Bylam tak wstrzasnieta, ze natychmiast wszystko opisalam. Na Internecie szukalam zdjecia wilka, ktory byl podobny do tego, ktorego widzialam. Zaden wizerunek nie bylo podobny do niego. Dopiero jak wprowadzilam haslo "duch wilka w wierzeniach Indian" (spirit of the wolf in native legends") wyskoczylo nie zdjecie, ale rysunek wilka, najbardziej podobny do tego, ktory przyszedl po Filipa. Ten rysunek wstawilam do mojego opowiadania.

Opisalam rowniez rozne momenty z zycia Filipa, tak jakby on to mowil i wstawilam jego zdjecia. Pisalam jak szalona, tak jakby sam Filip mi dyktowal, a ja tylko…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Do Krainy Wiecznych Łowów — czytnik · opowiadania