Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 8 min czytania

Do krwi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

DO KRWI

Czasem dwoje ludzi nie powinno być razem, mimo, że pasują do siebie idealnie.

Są jak dwie części całości. Dwie połówki jabłka.

~*~

Kakofonia dźwięków nie daje cienia szansy na skupienie. Wrzask opętanych więźniów, najróżniejsze prośby, groźby, przekleństwa, lamenty, a nawet płacz. Dzikie zawodzenie za utraconą wolnością, normalnością, sumieniem. Płacz jest oznaką słabości. Rudolf gardził wszelkimi oznakami słabości. Zaciska i rozluźnia bezwiednie palce. Nerwowo porusza ramionami i kręci głową, próbując odepchnąć od siebie nieprzyjemny hałas. Podchodzi do maleńkiego, zakratowanego okna i staje na palcach, by móc cokolwiek zobaczyć. Widzi, nic nie widzi. Woda, dużo wody; morze, ocean, nie wie. Nie myśli o tym. Jakby dźwięków było zbyt mało, zaczyna grzmieć, a noc przeszywa niczym sztylet oślepiające światło błyskawicy wbijającej się w taflę jakieś pół kilometra od murów twierdzy. Ogłuszający ryk przysłania głosy więźniów i przez jedną kojącą chwilę jest zupełnie cicho. Mężczyzna spija tę ciszę jakby była wyrafinowanym trunkiem, którego dawno zapomniany ślad smaku ma na języku. Lecz z kolejnym grzmotem pojawia się kilka głosów, a w następnej chwili wrzawa rozpoczyna się na nowo. Szarpie głową coraz mocniej. Krople deszczu odbijają się zwielokrotnionym echem w jego czaszce. Cisza, cisza, cisza. Za dużo wrzasków. Słyszy. Nagły, wściekły wrzask kobiety. I zapomina o dziesiątkach, a może setkach ludzi ujadających jak psy pozbawione jedzenia, tylko dopada wejścia do {i}swojej klatki{/i} i łapie mocno dłońmi dwa grube stalowe pręty. Bieleją mu knykcie, zaciska mocno szczękę, mruży oczy próbując dojrzeć cokolwiek w gęstej ciemności. Widzi kontury wyciągniętych rąk, profile twarzy wciśniętych w otwory między kratami, poruszających ustami w niemym dla niego krzyku. Słyszy tylko ją. Wyciąga rękę najdalej, jak może. Ramię boleśnie obciera mu się o pręt. Chwyta powietrze. Cuchnące, przepełnione odorem potu i odchodów powietrze. Krzyczy. Krzyczy tak głośno i mocno, że aż czuje rdzawo-słony smak w przełyku.

~*~

Czasem dwoje ludzi nie powinno się znać, mimo, że pasowaliby do siebie idealnie.

Są jak dwie części całości. Dwie połówki jabłka.

~*~

Siedzi po turecku naprzeciw wejścia do {i}swojej klatki{/i}. Ciemność, ciemność jest tak gęsta. Gęsta, że nie widzi {i}klatki{/i} naprzeciwko. Bezwiednie trze zakrwawione otarcie na prawym ramieniu. Krew zostawia ciemne plamy na sztywnym zżółkniętym materiale {i}uniformu{/i}. Słyszy śmiech. Po chwili uświadamia sobie, że to jego gardło jest źródłem zachrypniętej imitacji chichotu. Woda, dużo wody. Maleńkie krople pod wpływem wiatru wpadają do {i}filigranowego{/i} okienka z kratą, nie większego od jego twarzy i po ścianie zaczyna spływać strumień bezbarwnej cieczy. Krew. Krew. Krew spływa po ramieniu. Krew na języku. Jest cicho. Nie, nie jest. Słyszy ludzi z twarzami wystawionymi na korytarz, krzyczących, mówiących, szepczących w nieokreślonym kierunku, gdzie nikt na nich nie zwraca uwagi, nie słucha. On nie zwraca na nich uwagi. Nie myśli o nich. Nie słyszy ich. Po co, po co, czemu, czemu już nie krzyczy? Nie słyszy pełnego szaleńczej pasji głosu. {i}Musieli jej coś podać{/i}. Skręca się sam w sobie, wygina palce pod różnymi kątami czekając, aż kości zatrzeszczą nieprzyjemnym odgłosem. {i}Krzycz, krzycz, krzycz!{/i} Widzi ją, widzi u {i}siebie{/i}, choć nie przebywa w {i}jego klatce{/i}, tylko leży otumaniona w {i}swojej{/i}. Czarne, skręcone brudne włosy opadają jej na ramiona, zakrywają część twarzy. Oczy, oczy czarne, dwa węgle patrzą z pogardą na jego nędzną osobę, mimo, że ona wcale nie prezentuje się lepiej. Podarte, szare ubranie pokryte kurzem i pyłem. Gołe stopy, zakrwawione i poobdzierane. Szaleństwo, szaleństwo jest jej poświatą. Szorstka skóra…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%