Inne · 11 min czytania
Do tych wszystkich, którzy nie zginęli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Nie wiem, ile to już czasu upłynęło, od momentu, kiedy się ocknęłam. Zostałam czymś odurzona, ponieważ obrazy są zamazane, dopiero po chwili zaczynają być ostre.Siedzę zamknięta w małym pomieszczeniu. Panuje w nim półmrok, czuć stęchliznę i dym papierosowy wnioskuje, że to jest piwnica. Siedzę na krześle, ręce mam związane z tyłu. Siedzę naprzeciwko drzwi zbitych z desek, za którymi jest jasno. Przez szpary w drzwiach wlatują promienie światła, wewnątrz pomieszczenia, w którym się znajduje unoszą się tumany kurzu, które widać pod światło. Widzę też poruszającą się postać za drzwiami. Nagle drzwi się otwierają. Światło mnie oślepia, więc mrużę oczy. W drzwiach pojawia się postura mężczyzny. Przyniósł ze sobą coś do jedzenia. Uwolnił mi ręce, abym mogła swobodnie sięgnąć po talerz z daniem. Nie widziałam jego twarzy, ale on doskonale widział moją. Wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Zaczęłam się zastanawiać, kto to jest i czy nie zrobi mi krzywdy. Zwlokłam się z krzesła sięgając po to, co było na talerzu, nie zastanawiając się nad tym, czy jest tam coś dosypane.
Nie pamiętam, co było dalej. Po jakimś czasie znowu odzyskuje przytomność. Czując zimna podłogę, na której leżałam. Uświadamiam sobie, że jednak jakiś środek odurzający był tam dosypany. Usiadłam w kącie z podkurczonymi nogami usiłując sobie, cokolwiek przypomnieć. Minuty mijają, zaczęłam bez konkretnej przyczyny ronić łzy, które delikatnym strumieniem zaczęły spływać po policzkach. Słyszę kroki, ciarki przeszyły moje ciało. Czułam jak tętno mi rośnie, drzwi ponownie się otwierają. Mężczyzna wchodzi i kładzie ubranie na krześle.
-Załóż to i pokaż mi się– Powiedział to cichym i spokojnym tonem głosu, po czym odwrócił się i wyszedł, tym razem zostawiając drzwi uchylone, dzięki czemu do pomieszczenia wpadało więcej światła. Ze strachu nie umiałam wypowiedzieć ani jednego słowa, nie potrafiłam nawet się sprzeciwić. Podeszłam niepewnie do krzesła sięgając po ubranie, jakie mi tajemniczy mężczyzna przyniósł. Był tam wiązany z tyłu gorset, pas do pończoch,siatkowe pończochy, krótka prosta spódniczka i buty na szpilce 12 cm. Ubrałam się w tą garderobę wedle życzenia porywacza. Wyszłam, dość niepewnym krokiem.Ujrzałam przed sobą siedzącego, chudego mężczyznę. Prawą nogę miał założona kostką na lewej, postawa typowo gotowej osoby do ataku. Lewą ręką podpierał lekko przechyloną w bok głowę patrząc spod łba, natomiast w prawej dłoni trzymał żarzącego się papierosa. Jego czarne loki wiły się po jego ramionach.Gdy spojrzałam na jego bladą twarz, poczułam lekki skurcz w okolicy brzucha.Groźne spojrzenie przeszywało mnie, jak zimny sztylet. Delikatny uśmiech wzbudzał we mnie dreszcze.
-Pięknie wyglądasz – Zaczął swoim zniewalającym tonem.
-Kim jesteś? - Zapytałam drżącym głosem.
-Bez nerwów.
-Kim jesteś? – Powtórzyłam pytanie
-Cisza.–Wstał i przyłożył delikatnie palec na mych ustach. Spojrzałam na niego z przerażeniem, ale już z mniejszym strachem. Schylił się, wyszeptał do mnie, ale nie zrozumiałam przesłania.
Część 22 / 2
-Jak mam się do Ciebie zwracać? –Spytałam
-Salwador. –Oznajmił lodowatym głosem.-Chodź. –Obejmując mnie ręką i prowadząc przez długi korytarz. Po drodze mijaliśmy kilka zamkniętych pomieszczeń. Nagle stanęliśmy naprzeciwko drzwi, wyglądały nieco inaczej niż pozostałe. Otworzył je i zapalił światło. Był to stary, już nieczynny klub ze striptizem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, zauważyłam bar,metalową rurę,na której niegdyś tańczyły rozbierające się ze swoich fatałaszków kobiety, wzbudzając w mężczyznach zachwyt i podniecenie. Stało tam też kilka stolików, stół bilardowy, sprzęt grający. Wszystko było zakurzone, pachniało starością. Stojąc w drzwiach, Salwador wyciągnął rękę pokazując, że mam wejść do środka. Tak też zrobiłam. Mężczyzna wszedł za mną, po czym zamknął drzwi.Włączył muzykę, następnie podążył w moją stronę, w jego oczach było coś, co mnie przerażało, a jednocześnie podniecało. Zaczęłam się cofać. On szedł krok w krok podążając za mną. Zatrzymałam się przy barze, czując bliskość Salwatora,widząc jak schyla się do mojej szyi.
-Nie rób mi krzywdy. -Z przerażeniem w głosie, ledwo wypowiedziałam te słowa, ale on nawet nie zareagował. Zaczęłam się odsuwać do granic możliwości. Zakręciło mi się w głowie, upadłam. Znowu straciłam przytomność być może, dlatego że byłam mocno związana gorsetem. Czułam jak mnie podnosi i przerzuca przez ramię. Zaniósł mnie z powrotem do ciemnego gabinetu,w którym byłam zamknięta poprzednio. Poluźnił sznurek gorsetu. Wyszedł.
Budząc się znów na podłodze, drzwi się otwierają,szybko wstaje i próbuje tak jakby wtopić się w ścianę.
-Cichy psychopata.-Wysyczałam przez zęby. Salwador gwałtownym ruchem odciągnął mnie od ściany, chwycił mnie mocno i wyprowadził z pomieszczenia. Zimnym spojrzeniem spogląda na mnie i ponownie prowadzi do starego baru. Dając mi czarny zapinany z przodu na haftki gorset. Przebrałam się.Gorset pasował idealnie.
Włączył nastrojową muzykę,po czym kazał mi zatańczyć. Odmówiłam mu, rozpętało się piekło.
- Jeszcze żadna mi nie…