Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 13 min czytania

Dobra wiadomośc

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dobra wiadomość

- Tomek? Tu Majka. Wiem, że pewnie nie chcecie z nikim rozmawiać , ale ja muszę się dowiedzieć czy coś już wiadomo…Nic!...Naprawdę nie wiem, co ci mogę powiedzieć. Tak bardzo wam współczuję. A co z Anką?...To chyba najlepsze wyjście. Tylko niech nie przesadza z tymi proszkami…Powiedz jej, że dzwoniłam. Jak będzie chciała pogadać, niech da sygnał. I jeśli czegoś się dowiecie, to błagam o wiadomość, nawet w środku nocy! Majka odłożyła słuchawkę i zapatrzyła się w okno. Tak bardzo chciałaby jakoś pomóc Ance i Tomkowi i czuła się taka bezsilna.

Anka była jej przyjaciółką od bardzo wielu lat. Był czas, kiedy spędzały ze sobą całe dnie i nie miały przed sobą tajemnic. Kiedy najpierw Majka a potem Anka wyszła za mąż ich kontakty siłą rzeczy się rozluźniły. Anka wyprowadziła się do rodzinnego miasta Tomka. Rozdzieliło je 50 kilometrów. Ich przyjaźń to wytrzymała, chociaż się zmieniła. Można powiedzieć, że dojrzała wraz z ich dorosłością. Starały się widywać przynajmniej kilka razy do roku. Potrafiły siedzieć wtedy do trzeciej nad ranem nad filiżanką zielonej herbaty. Tematów do rozmów nigdy im nie zabrakło. Te spotkania były lepsze niż godzina u psychoanalityka, jak sobie często powtarzały, śmiejąc się z własnych utyskiwań. Bo i za darmo, i słuchacz nie przysypia z nudów. Zresztą, dzięki Bogu, obydwie nie miały wielkich powodów do narzekań. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy okazało się, że Anka nie może jakoś zajść w ciążę. Przez pierwsze lata nie starali się o to jakoś specjalnie. Anka nawet podśmiewała się dobrotliwie z przyjaciółki, gdy ta urodziła synka niemal równo dziewięć miesięcy po ślubie. Kiedy jednak kilka lat później doszli do wniosku, ze czas na dziecko, okazało się, ze w ich przypadku nie jest to takie proste. Mijały kolejne miesiące i nic się nie zmieniało. Lekarze uspokajali, mówili, że jeszcze czas, że nie ma przeciwwskazań, ale Anka była coraz bardziej niecierpliwa. Majka urodziła kolejne dziecko a ona wciąż była tylko ukochaną ,,ciocią”. Trzynaście miesięcy temu Anka zadzwoniła i wypowiedziała słowa, na które wszyscy długo czekali: -Jestem w ciąży.-jej głos był spokojny i opanowany. -To cudownie! –Majka zaczęła podskakiwać z telefonem przy uchu, ale po drugiej stronie nie było słychać przesadnych oznak radości-No, co ty? Nie cieszysz się?! -Wiesz, to dopiero drugi miesiąc. Boję się …cieszenia. -Przestań! Wszystko będzie dobrze. -Sama wiesz, ile niebezpieczeństw czyha na takiego małego ludzika na początku ciąży. -Musisz myśleć pozytywnie!Słuchaj lekarza, odpoczywaj a wszystko będzie dobrze. A, i dużo się uśmiechaj! Obawy Anki były nieuzasadnione. Wszystkie badania wypadały rewelacyjnie. W końcu i ona zaczęła być optymistką a od siódmego miesiąca po prostu tryskała humorem. Już wtedy przygotowała wszystko na przyjęcie Kacperka, bo badania wykazały, że to będzie chłopiec. Urodził się w czerwcu, pięć miesięcy temu. Majka cieszyła się razem z przyjaciółką, która od pierwszego dnia z przejęciem, ale i radością weszła w rolę matki. O żadnej poporodowej depresji nie było mowy. To była raczej poporodowa euforia. Ona, matka dwójki dzieci, patrzyła na to wszystko z lekkim rozbawieniem. -Całe szczęście, że wybraliście mu mądrą matkę chrzestną, bo wy go tylko rozpieszczacie. Wychowaniem będę musiała zająć się ja.-dodawała z przesadnym westchnieniem.

Dwa dni temu Maja, pijąc herbatę, myślała o jakimś wspólnym wyjeżdzie obu rodzin. Zastanawiała się właśnie, gdzie lepiej jechać z Kacprem, w góry czy nad morze, gdy zadzwonił telefon. --Majka?! Boże! Słuchaj, nie ma Kacpra! Zgubiłam go, rozumiesz?! Nie upilnowałam! Boże, gdzie jest mój Kacperek? Co ja zrobiłam?! Majka starała się uspokoić przyjaciółkę, ale ta nie słyszała nawet, że ktoś do niej mówi. Szlochała i obwiniała się ciągle, że to jej wina. Majka stwierdziła, że w ten sposób niczego się nie dowie a tym bardziej nie pomoże. Upewniła się, że Anka jest w domu i pojechała do niej. Pod bramą spotkała odjeżdżająca karetkę pogotowia i Tomka. To on w końcu wszystko jej wyjaśnił. Wezwał karetkę, bo Anka płakała od wielu godzin, nie był w stanie jej uspokoić. Lekarz powiedział to, co on sam podejrzewał, że jest w szoku, wywołanym zaszłymi wydarzeniami.

Jak co dzień, Anka poszła z Kacprem po zakupy. Był początek listopada i lekki mróz, ale ona starała się być wzorową matką i nie opuszczać żadnego spaceru. Specjalnie wychodziła przed południem, bo ruch na ulicach mniejszy, więc i spalin mniej, klientów w sklepie też niewielu. Szybko robiła zakupy i zostawało dużo czasu na samą przyjemność wędrówki z synem. Idąc opowiadała mu o wszystkim, co było widać dokoła. Nie mogła się już doczekać, kiedy zacznie jej odpowiadać. Tego dnia chciała kupić tylko chleb. W sklepie nie było kolejki, więc zostawiła Kacpra w wózku, bo zasnął. Kiedy wróciła, góra po minucie, jak ciągle powtarzała policjantom, lekarzowi, Tomkowi i samej sobie, wózka już nie było. Ani jej poszukiwania, ani wezwanej policji nic nie dały. Nikt niczego nie zauważył. Tomka wezwano z pracy, aby odebrał żonę z posterunku, bo funkcjonariusze, widząc jej rozpacz, doszli do wniosku, że nie powinna być teraz sama. Od tego czasu jej stan się jeszcze pogorszył a o Kacperku nie było żadnych informacji.

Majka spojrzała na zegarek. Czas jechać po dzieci. Od dwóch dni czuła się bezpiecznie dopiero wtedy, gdy były w domu.

Telefon zadzwonił, gdy wszyscy już spali. Majka szybko pobiegła podnieść słuchawkę, żeby sygnał nie rozbudził jej rodziny. Odruchowo spojrzała na zegar wiszący na ścianie. Było piętnaście minut po drugiej. -To ja. Anka.-tego właśnie głosu Majka się spodziewała. Z niepokojem czekała na dalszy ciąg, jednak przyjaciółka milczała. -No powiedz, są jakieś wiadomości? -Nie, nic się nie zmieniło.-w jej głosie ciągle pobrzmiewała rozpacz, ale wydawało się, że zdołała jakoś nad nią zapanować. Jakby odżyła jakaś nadzieja. -Dzwonię, żeby cię o coś poprosić. -Proś! Przecież wiesz, że zrobię wszystko. Tylko, co ja właściwie mogę? -Chciałabym, żebyś pomyślała o moim Kacperku. -Pomyślała? Nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dobra wiadomośc — czytnik · opowiadania