Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Muzyka · 27 min czytania

Dobranoc Panowie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dobranoc Panowie ..

Usiadła sobie na werandzie. Wiosna. Zaczyna się maić. Bzi się już nawet. Ten zapach bzów zmieszany z ciepłym zapachem wieczornego wiatru poruszał każdą kropelkę potu na jej zmęczonym ciele. Wreszcie cisza. Tylko szelest liści wdrażał się jej siłą do uszu. Już tylko objęcia cieni, a ciepły dotyk zapewnia już tylko kot. W usta piecze tylko słodki smak truskawkowego wina. Samotność - wreszcie. Zrzuciła buty delikatnie muskając jedną stopę o drugą. Spojrzała w czarną otchłań nad nią, z jasnymi punktami. Pomyślała: „Nawet gdy coś na pierwszy rzut oka wydaje się być jednolite i wyraźne, jeśli przypatrzysz się dłużej zobaczysz, że …. heh … na czarne niebo składają się miliony jasnych gwiazd..‘’ Powieki zaczęły ciążyć. Czas zmyć z siebie ten dzień. Gdyby tylko zwykły prysznic mógł oczyścić myśli, wspomnienia.. O tak, pora na sen, na duże ciepłe łóżko. Teraz jest sama. Może spać przy uchylonym oknie, z cichutkim jazzem dobiegającym z rogu pokoju, ubrana w swoją dziecinną pidżamkę w smerfy. Zapadł zmrok. Już noc, już noc. Możesz zamknąć swój dzienny teatrzyk.. Godzina 6.00. Czas wstawać. Zadzwonił bezlitosny budzik. To on budzi ze snu.. – A gdyby tak raz zapomnieć go nastawić? – pomyślała. To od niego wszystko się zaczyna. Wyłączyła dręczyciela i odłożyła na drzemkę. Uwielbiała spać. Znów zapadała w sen, kiedy usłyszała uderzanie telefonu o szafkę w wibrującym tempie. Wyrwana z lekkiego snu spojrzała ledwo otwartym lewym okiem na rażący wyświetlacz. – Ehh Adam. . – pomyślała z zawodem.. a w słuchawce wesoły głos: – Witaj kochanie! Twój wymarzony, jedyny mężczyzna pragnie powiedzieć ci z samego rana jak bardzo za tobą tęskni i jak mocno ubolewa, że nie mógł tej nocy spędzić z najdzikszą lwicą na ziemi !! – Daj już spokój, proszę cię. Potrzebuję teraz spokoju, mam dziś ciężki dzień. Zadzwonię do ciebie potem. – Ehh jak zwykle każesz na siebie czekać. Lidka tak za tobą tęsknię! Nie dotykałem cię już od 9 godzin i 30 minut! Muszę się z tobą dziś znów zobaczyć! – Adam, nie bądź dzieckiem. Mówiłam ci, że dziś nie będę miała dla ciebie czasu. . Obiecuję zadzwonić wieczorem. – nie czekając na odpowiedź rozłączyła się. Adam dzwonił jeszcze parę razy, ale telefon leżał gdzieś zakopany w pościeli. Zagwizdał czajnik, czas na mocną kawę z dużą ilością cukru. Czarna kawa bez grama śmietanki. Wlała mleko do miski dla kota. Ten zaczął łasić się do jej łydki, po czym z najdzikszą radością zaczął mlaskać z łebkiem w misce. Lidia usiadła w kuchni przy oknie i obserwowała wschód słońca. Każdego ranka zachwycała się nim tak jakby widziała go po raz pierwszy. – Dobra Edi. Porcja romantyzmu .. na dziś wystarczy.. Czas założyć maskę.. – a Edi nawet nie raczył wynurzyć swej główki z miski, w której były jeszcze resztki mleka. Lidia nie przejęła się jego obojętnością. Ubrała się w subtelną brązową sukienkę i balerinki z wstążeczką. Choć trzydziestka stuknęła jej już jakiś czas temu, bywało że wiosną za sprawą skąpego ubioru wydawała się być ponętną nastolatką. Długie do ramion, czarne jak sierść Eda włosy spięła spinką, spontanicznie. Pomyślała, że dziś przejdzie się pieszo do pracy. W końcu pierwszy raz tej wiosny poczuła zapach bzu. W takim wypadku grzechem było by po prostu wsiąść w samochód i wdychać spaliny. Duży żółty budynek, 3 piętrowy, otoczony żywopłotem był miejscem jej pracy. Odkąd udało jej się zrobić magisterkę i dostać staż w tym miejscu wszystko samo się ułożyło. Po jakimś czasie dostała tam pracę. W tak prosty i nieskomplikowany sposób została nauczycielką w szkole muzycznej. Kochała fortepian, pianino, właściwie wszystko co miało klawisze. Dziś zajęcia z małą, 4-letnią Klarą. Lidia zawsze niechętnie podejmowała się pracy z tak młodymi uczniami. Twierdziła, że u tych dzieci najpierw musi rozwinąć się dusza, żeby potem mógł rozwijać się talent. Mimo to siedziała cicho, pokornie pracując z dzieckiem, „przydłużając” się zadowoleniu i dumie jego rodziców. Nie mówiąc już o dyrektorce, która zapewne wyryczała by, że w tej pracy nie ma miejsca na sentymenty i dumanie. I tak oto Lidia stwierdziła, że musi się po prostu podporządkować. Mała Klara dość nieudolnie uderzała w klawisze, a nuty wydawały się jej małymi, niezgrabnymi ludzikami, które rozkazują jej grać. A małe dzieci nie lubią jak im się coś każe. – Dobrze maleńka. Zrobimy sobie małą przerwę skoro masz dosyć - Lidia powiedziała to z niesamowitym spokojem i cierpliwością, jednak wiedziała już, że będzie musiała jakoś to odreagować. Zostawiła więc małą Klarę, która w tym momencie była zafascynowana rysunkami na wazonie stojącym na biurku. Rzuciwszy tylko na nią oko wyjęła telefon z torebki i zadzwoniła. – Witam Cię Szymku. Kogo dzisiaj oprowadzasz po tatrzańskich szlakach? Nawet nie wiesz jaką mam ochotę teraz przejść się po jakiejś hali, pogłaskać owcę.. przytulić się do ciebie. – Witaj Lilianno moja słodka! Jak miło, że dzwonisz! Dziś postanowiłem, że oprowadzę samego siebie. Wziąłem wolne iii … nie mogłem się powstrzymać, żeby wrócić do miejsca pracy! Ale gdybyś ty się tu dziś pojawiła.. to było by spełnienie marzeń! Ileż to czasu minęło od naszego ostatniego spotkania? – No tak trochę minęło. Już chyba miesiąc. Myślisz, że czas najwyższy nadrobić zaległości? – O taak. Najwyższy czas. A więc, moja droga decydujesz się? – Hmm namówiłeś mnie Szymku. – i tak oto odstresowanie miało nastąpić w ramionach gór i młodego Szymona, 27-letniego przewodnika tatrzańskiego, którego Lidia poznała kilka lat temu, kiedy to postanowiła, że dla samej siebie wynajmie kogoś, kto pokaże jej uroki ulubionych miejsc i zdradzi parę tajemnic. Szymon bardzo chętnie wyjawiał tajemnice na temat gór, jednak sam zapadł w fascynację atrakcyjną, romantyczną kobietą o imieniu podobnym do nazwy kwiatu - lilii, stąd też zwykł nazywać ją kwiatem – Lilianną. Podróż z Krakowa do Zakopanego wydawała się być taka długa. Słońce wydawało się roztapiać drogę, a pragnienie i nienasycenie Lidii sprawiało, że częściej niż zwykle przyciskała pedał gazu. Pierwsze górzyste widoki podniecały ją jeszcze bardziej. Wreszcie dotarła na miejsce. Z Szymonem lubili spotykać się w jego domku na spokojnym odludziu, gdzie rzadko kiedy pojawiali się nawet turyści. Wjechała na podwórko. Szymon wybiegł do niej z szerokim uśmiechem na ustach i rozwartymi ramionami. Dla tego widoku warto było przemęczyć się te 2 godziny w samochodzie. Lidia zaraz rzuciła się mu na szyję i całując ją cicho mówiła: – Tak mi ciebie brakowało mój piękny.. - Szymon niewiele myśląc wziął ją na ręce i zaniósł do ogrodu, gdzie wcześniej rozłożył koc i przygotował ciasto jabłkowe. Położył ją, wlał soku i dał jej pić. Ta cały czas trzymała go za szyję, tak jakby bała się, że wystarczy chwila nieuwagi by to ciepło jego ciała zniknęło. Napiła się soku, odstawiła w połowie pełną szklankę, zaczęła go całować. Palcami czesała jego długie, jasne włosy, a Szymon niewiele myśląc zaczął skradać się do jej wytęsknionych, soczystych ud. Brązowa sukienka jeszcze bardziej go podniecała. Lubił Lidię tylko w takich strojach, pięknych, kobiecych. Pidżamka ze smerfami wprawiała go w zniechęcenie. Lidia jest piękna, powinna to podkreślać. Szymon czuł, że teraz może zrobić wszystko. I tak utonęli w swoich ciałach, badając każde ich zakamarki. Z gęsią skórką, zawrotami głowy i z zapachem bzu. Tonęli w wiośnie. . Zapadał wieczór, choć do zmroku było jeszcze daleko. Lidia i Szymon spacerowali po pobliskiej polanie zajadając się jabłecznikiem. Czuli na swojej skórze oddech spokoju i wolności. W tej chwili tylko to się liczyło. Emocje uciszone, a pragnienia zaspokojone. – Wiesz. Ostatnio coraz częściej o tobie myślę Lilianno. Chciałbym mieć cię częściej tu przy sobie. Chciałbym mieć cię na zawsze, tylko dla siebie, żebyś była tylko moja - Lidia zaraz odwróciła wzrok, a cała swoboda jakby z niej uleciała. Szymon brutalnie przypomniał jej, że jest na twardej ziemi. Nie odpowiedziała Szymonowi nic i tylko zmieniwszy temat na przepis jabłecznika zaczęła niecierpliwie wracać do domu. – Będę już wracać do Krakowa. Niedługo się ściemni. Jestem trochę zmęczona. Pozwól tylko, że wezmę prysznic i będę się zbierać. – Oh nie możesz u mnie zostać? Chociaż raz. Zawsze tak szybko odjeżdżasz. Teraz pojedziesz i znów niewiadomo kiedy się zobaczymy następnym razem. Skazujesz mnie na samotność. – Oj przestań Szymek. Nie trzymam cię przecież. Jesteś wolny. – Lidio, dobrze wiesz, .. że nie . Nie mogę się uwolnić od ciebie. Chcę z tobą żyć, z tobą, tylko z tobą. Rozumiesz to? Ja cię koch…. – Przestań. . Jednak wezmę ten prysznic już u siebie w domu, pod drodze też się zmęczę. W domu prysznic będzie jak ukojenie. Żegnaj mój drogi. Niedługo się zobaczymy Szymku - cmoknęła go tylko w policzek głaskając szyję. Szymek z całej siły chciał ją teraz zatrzymać, jednak wiedział, że to nic nie da, bo to nie będzie wtedy ta sama Lidia, jego Lilianna. Ograniczy jej wolność, zmusi ją do czegoś czego nie chce. Miał w sobie tyle emocji, chciał wybuchnąć a powiedział tylko ze spokojem w głosie: – Tak po prostu uciekasz.. Żegnaj moja mała.. - Lidia wsiadła w samochód i z pogardą w gardle zacisnęła w złości zęby i z gazem ruszyła. – Ehh co ten gnojek sobie wyobraża! Jest młodszy. Czy nie rozumie, że może nas łączyć tylko pożądanie? To czyste pożądanie, nic więcej, a jemu się wydaje, że to wielka, średniowieczna miłość. Ehh głupi dzieciak.. Kraków przywitał ją zachodem słońca wśród kłębów chmur. Widok tego miasta sprawił jej ulgę, czuła jednak wciąż na swojej skórze zapach Szymona. O ile parę godzin wcześniej budził w niej najdziksze instynkty, tak teraz przyprawiał ją o mdłości. Dom. Otworzyła drzwi i wtem podbiegł do niej Ed. Nałożyła mu parę łyżeczek karmy do miski, po czym rzuciła się na fotel. Włączyła laptopa, żeby sprawdzić pocztę. Wzięła zimny prysznic i szybko położyła się do łóżka. Dziś nawet zaoszczędziła sobie otwierania okna i słodkiego jazzu.. Chciała po prostu zasnąć, jak najszybciej zakończyć ten dzień. Już leżała w ciemnościach, kiedy nagle usłyszała wibrujący telefon. To Adam. Miała zadzwonić. Zapomniała. – Adam… Adamie .. śpię, nie budź mnie.. – pomyślała. Wyłączyła telefon i pogrążyła się w śnie.. Piątek zapowiadał się całkiem podobnie do poprzedniego dnia. Rankiem z wschodem słońca i Edim mlaskającym w misce. Zapowiadał się całkiem spokojnie, jednak wczorajsza eskapada do Zakopanego ciągle raziła myśli Lidii. Ciągle czuła w nozdrzach górską woń i ..zapach młodego mężczyzny. Piękne zieleniące się drzewa już nie były tak pocieszające jak przedtem. Dziś przypominały Lidii jedynie tego mężczyznę, który wykorzystał jej ciało. Mężczyznę, którego ciało to ona wykorzystała. Adam dzwoni od rana. Wreszcie postanowiła, że oddzwoni, dla czystego obowiązku, żeby go odhaczyć na dziś. Tylko po to. – Adamie. Dzień dobry. Przepraszam, miałam zadzwonić wczoraj, ale uwierz mi miałam tak ciężki dzień, że nie miałam nawet siły nakarmić Eda. Po prostu położyłam się spać, nie słyszałam potem twoich telefonów. Wybaczysz mi słodki..? – Ehh Lidka. Ja tu się martwię. Lubisz to robić. Traktujesz mnie jak zabawkę. Nie pozwalasz się spotykać, a telefonów nie odbierasz. Nie obchodzą cię moje uczucia? – Wybacz mi Adamie. Ja też za tobą tęsknię. Bardzo, uwierz mi. – W takim razie o której dziś się spotkamy..? - Lidia westchnęła pod nosem. Ostatnią rzeczą jakiej dziś chciała to spotkać się z kolejnym napalonym mężczyzną. Ale wiedziała, że jeśli tego nie zrobi to może być koniec. Adam był nerwowy, relacja z nim łatwo mogła ulec rozluźnieniu. W tej chwili było jej wszystko jedno czy będzie się z nim spotykać, ale wiedziała, że gdy przejdzie jej przesyt po Szymonie zatęskni za Adamem. – Kochany…. Dobrze, ale .. – Świetnie. Wreszcie maleńka. …! - Adam ucieszył się jak dziecko. Tęsknił za swoją kobietą. Lidia była dla niego wielką tajemnicą. Ciągle czuł jej niedosyt. Pragnął jej, pożądał, nie mógł choć na chwilę przestać o niej myśleć. A Lidia była taka oschła. Jakby jej nie zależało. Bolało to Adama, ale cóż mógł zrobić? Tylko z każdym dniem coraz bardziej starać się o jej serce. . Podjechał pod żółty budynek, w którym pracowała. Zegar pokazywał godzinę 15.00. Czekał w samochodzie wyglądając na swoją ukochaną. Lidia z nieskrywaną niechęcią i obojętnością wobec Adama podeszła do samochodu, a gdy ten przytulił ją mocno od razu szukając jej ust z namiętnością Lidia z odrazą drgnęła. Stanął jej przed oczyma Szymon i jego namolne pocałunki. Ale nie mogła nic powiedzieć, zaprzeczyć, odsunąć się i w logiczny sposób usprawiedliwić swą niechęć.. „ Niech sobie pomyśli, że to po prostu mój kobiecy humorek..’’ - pomyślała Lidia. Manipulacja mężczyznami to przecież jej specjalność.. Lidia i Adam spędzili mimo wszystko miłe popołudnie. Zjedli dobry obiad, spacerowali po parku. Adam by uczcić swą królową kupił jej kwiaty. Wywołało to jeden szczery, choć krótki uśmiech na jej twarzy. Mimo, że Adam był mężczyzną, który chciał ją tego wieczoru zdobyć, przy nim zapomniała o Szymonie i jego namolności. Znowu dała się przekonać Adamowi na wspólne uniesienia w jego mieszkaniu. Znów poczuła męskie ciało na swoim, jego zapach, smak. Chciała Adama jak najwięcej dla siebie. W tej chwili była gotowa zrobić dla niego wszystko. Pogrążyła się w namiętności. Adam poczuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zdobył ją. Zdobywał ją już wiele razy. Za każdym z nich upewniał się, że mimo jej codziennej oziębłości Lidia należy do niego. Oddaje ciało, więc kocha… Weekend Lidia spędziła z Adamem u niego w mieszkaniu. Do swojego domu wróciła tylko raz, żeby…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%