Inne · 17 min czytania
Dojrzałość a dorosłość
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Chodzi to za mną od pewnego czasu, nie potrafię jednak określić od jakiego dokładnie. Z pewnością każdy, kto przeczytał tytuł, parsknął cicho pod nosem. Cóż, z pewnością zrobiłabym to samo kilka lat temu, ale już jakiś czas temu zauważyłam różnicę między tymi dwiema definicjami. Ciocia Wikipedia po raz kolejny nie zawodzi - o tyle, ile definicja dorosłości jest dość jednolita, to przy dojrzałości mam tyle podkategorii, że aż nie wiem w którą kliknąć!
{font:impact}Dorosłość – określenie stanu dojrzałości fizycznej, (w biologii odnosi się do organizmu), zwykle dotyczy człowieka, który nie jest dzieckiem – mężczyzny lub kobiety. Uzyskanie pełnoletności jest momentem formalnie oznaczającym dorosłość (mylnie utożsamianą z dojrzałością). Dawniej dorosłość była wyznaczana na kilka różnych sposobów: przez osiągnięcie dojrzałości biologicznej lub fizycznej przez przejście serii testów dowodzących gotowości dziecka do dorosłego życia (inicjacja) przez osiągnięcie pewnego wieku przez poczęcie i urodzenie dziecka {/font}
Spójrzmy na punkt pierwszy podpowiadany przez Ciocię. Dojrzałość biologiczna - u dziewczynek następuje w okresie około jedenastu-trzynastu lat. Czy takie dziecko jest dorosłe? Hm. W średniowieczu jak najbardziej, ale współcześnie wiemy, że brakuje tym osobom kilku dobrych lat, zarówno edukacji, jak i rozwoju jako takiego. Mówię nie tylko o wzroście, ale o kształtach, stabilizowaniu się kręgosłupa moralnego czy utrwaleniu charakteru. Jednakowoż, kto w szóstej klasie podstawowej nie myślał sobie: A, jestem taki dorosły. Jeśli tak nie myśleliście, to nie wiem czy to ja jestem odosobnionym przypadkiem, czy to Wy jesteście dziwni (dżust kiding). Niemniej, mieszkając w pobliżu szkoły podstawowej i patrząc na współcześnie {i}wychowane {/i}dzieci, mam olbrzymie wątpliwości co do tego, w którą stronę zmierza cywilizacja. Kiedy miałam trzynaście lat, szczytem mojego buntu było pójście do kina na horror (do tej pory nie żałuję swojej decyzji. Em, to znaczy, to bardzo złe, fe i w ogóle, unikajcie tego dzieci). Teraz mijam na ulicy dzieci, które palą, piją, nie chcę nawet myśleć o tym, że ćpają. (Nie mówię wszyscy, brońcie mnie przed takim twierdzeniem!) Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale wystarczy się przypatrzeć, posłuchać. Słyszycie ten kwiecisty język pełen interpunkcji fonetycznej (wiadomo, w formie zapisu to nie są kropki czy przecinki)? Przykro się na to patrzy, jeszcze gorzej się słucha - gdzie są rodzice? Gdzie ich {i}świadome macierzyństwo{/i}? O tym pozwolę sobie wspomnieć nieco później.
{font:impact}Moja 4 letnia córka zaczęła strasznie przeklinać. Kiedy zapytałam ją skąd zna takie słowa przyznała się, że jej starszy brat ją nauczył. Próbowałam odbyć poważną rozmowę z synem, ale skończyło się na tym, że obraził się na mnie wcześniej wykrzykując "żebyśmy przestali go traktować jak dziecko". Syn ma 5 lat. {/font}
Część 22 / 2
Kolejny punkt cioci i kolejny etap dorosłości - inicjacja i gimnazjum. O tym, że na tym poziomie edukacji jest źle, wiedzą wszyscy. Pomijając polityków, ale oni nie poczują gówna pod własnym nosem. Mieszkam dość daleko od gimnazjum, ale przyznaję się szczerzę - boję się tych dzieci. Chłopacy w dużej mierze wyrośnięci, agresywni, bez żadnych zasad moralnych. Chodzi o szpan, o {i}fejm{/i}. Dziewczyny... Przesławny obraz Galerianek. Krzywdzący, a jednocześnie prawdziwy, bo choć nie mówi o wszystkich czternastolatkach, mówi o z pewnością o pewnej ich części. Film, który miał być przestrogą, stał się modą. To właśnie dziwi mnie najbardziej - brutalny film, ubrany w pstrokate barwy, stał się wzorem, a niektóre kwestie dialogowe, tak tragiczne, stały się jakże popularnym powiedzonkiem. Któż w końcu nie słyszał: Jak kupisz mi spodnie, to zrobię ci loda. Czy to naprawdę takie zabawne? Dla mnie żałośni są ci, którzy się z tego śmieją i którzy przerabiają ten tekst, propagując go na tysiące sposobów. Przecież to choroba tocząca społeczeństwo i młodzież, a nie temat do żartów. Dlaczego uważam, że okres gimnazjum pokrywa się z punktem o inicjacji? Wyrywają nas - dzieci - z podstawówki, z dobrze znanego nam od dziecka społeczeństwa, od ludzi, których znamy i wrzucają do takiego zbiorowiska obcych, dziwnych twarzy, mniej lub bardziej agresywnych. Starsi prześladujący młodszych, młodsi dokuczający słabszym - zamknięty krąg. Dzieje się tak, gdyż człowiek to istota społeczna, pragnie akceptacji. Im silniejsza i liczniejsza grupa, tym lepsza, a im lepsza, tym gorsze zadania. Dzień kota - doprawdy, krążą o nim wręcz legendy. Kocenie, koty... Z czego to wynika? Jak bardzo to się różni od inicjacji? Przeskoczę punkt Cioci, przechodząc od razu do ciąży i rodzenia dziecka. Ostatnio tyle się słyszy o gimnazjalistkach zachodzących w ciążę, choć pewnie to statystyka mocno przekoloryzowana. Albo takie Matki Madzi, coraz więcej ich wychodzi z ukrycia. Rodzą dzieci, choć nie są na to gotowe i nagle pojawiają się tragedie, bo kobieta zabiła dziecko. Która kobieta jest bardziej dojrzała: Ta, która zachodzi w ciążę, choć nie czuje się gotowa (a otoczenie i rodzina naciska), czy też ta, która od początku definiuje, że nie czuje się gotowa do macierzyństwa i chce mieć dzieci. W naszym kochanym społeczeństwie, właśnie ta druga zostanie napiętnowana, kiedy to ta pierwsza jest potencjalną morderczynią (kolokwialnie rzecz ujmując). Tutaj pozwolę sobie wspomnieć o świadomym macierzyństwie, o którym mówiłam przy akapicie dotyczącym szkoły podstawowej. Wychowywanie dzieci, wydaje się banalną sztuką, jednak wychowywanie bezstresowe to nie wychowywanie... To chowanie. Niewiele wówczas różniące się od świń, z tą różnicę, że świnię można ubić i zjeść. A dziecko? Dożywocie. Dlaczego takie skrajne porównanie? Dzieci, a potem tacy dorośli, nie są przyzwyczajeni do stresu, wyzwań rzeczywistości, wyścigu szczurów. Są chronieni tak długo, jak rodzice tylko potrafią, aż do pewnego momentu, gdy klatka wokół nich zniknie. Depresje, samobójstwa, nieszczęśliwi ludzie - mordercy, gwałciciele. Z czego to się bierze? Dlaczego jakieś niepowodzenie sprawia, że człowiek nie może się podnieść? Mało tego, bezstresowe wychowywanie, to również brak zakazów i dziecko może robić co chce.
{font:impact}Mój młodszy brat poprosił mnie dzisiaj o mój telefon, żeby mógł sobie na nim pograć. Czekałem na ważny telefon i powiedziałem mu, że teraz jest zły moment, ale obiecałem mu, że będzie mógł pograć później. Brat się wkurzył, podszedł do ściany i z całej siły uderzył w nią głową... popłakał się strasznie, pobiegł do rodziców i powiedział, że ja mu to zrobiłem. Oczywiście rodzice uwierzyli smarkaczowi, a nie mi i dostałem szlaban na tydzień.{/font}
I żadnych konsekwencji. Mogłabym przytaczać takich sytuacji na pęczki, doprawdy - doskonałym źródłem tego typu historii jest strona, yafud.pl
W świetle tego, co do tej pory napisałam, młodzież nasza kochana jest bandą kryminalistów i wszyscy skończą w więzieniu albo na ulicy. Cieszę się, że bazuję tylko na skrajnych stereotypach, w jednych miejscach dość powszechnych, w innych uchodzących za legendę. Gdyby miała wykluczać poszczególne wypadki, to właśnie one byłyby znacznie obszerniejsze niż same moje przemyślenie. Dlatego też proszę nie czuć się urażonym tym, co dotychczas zostało zapisane - to tylko stereotypy, skrajności i dość subiektywne spostrzeżenia. Jestem w pełni świadoma, że nie wszyscy są tacy, ale każdy może potaknąć, że takie jednostki z pewnością są. Ci, których nie ma w tych tekście, mogą powiedzieć o sobie, że są w pewnym stopniu dojrzali. Oczywiście, to nie wszystko, o czym chciałam mówić, bo mówię tutaj o gimnazjum i podstawówce, kiedy to mamy do czynienia z dziećmi, które przekonane są o swojej dorosłości. Widzimy dziecko i wiemy, że to dziecko, nieważne co mówi i co myśli. Moje pytanie jest: Po czym poznać dorosłość a dojrzałość u osoby pełnoletniej? Albo po czym poznać jej brak? Przez całe moje dotychczasowe życie przeszłam bez poczucia wyższości, bez zarozumiałości i bez egoizmu wymieszanego z egocentryzmem. Czasami przepychało się do na światło dzienne, choć były to sytuacje albo skrajne, albo ktoś też nie wyczuł ironii płynącej z moich słów. Niestety, przyłapałam się na tym, że czuję się lepsza od ludzi, z którymi mam przyjemność studiować. Jest to straszne, przeżywam to jak kot biegunkę i nie wiem jak…