fantastyka · 6 min czytania
Doktor Rembajło - rozdz. II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
[..]
– … po tym wszystkim sam się przebudziłem przed chwilą… zaczęły mi się chyba śnić ciągi dalsze tego opowiadania, kurde mol… nie wiem, czy to nie zaczyna się robić horror jakiś nawet, że dreszczy się dostaje od razu na wstępie, a potem już po flakach… jak z tego wyjść teraz, Boże, kurde nie jest to śmieszne, cholera… co tam się działo konkretnie? Ale czad… i to akurat, kiedy chciałem się wyspać na święta i odpocząć trochę, kurde… niech to szlag… ale to straszne… można by zacząć na kilka sposobów i kontynuować kilka dróg opowieści od drugiego rozdziału począwszy, np. hmm… wait… dla przykładu, przykładów kilka…
[..]
Doktor Rembajło przebudził się nad ranem, lub w godzinach porannych, jeszcze nadal było ciemno za oknami. Zdziwił się, że w pokoju jest zapalone światło. Jak mógł zapomnieć wyłączyć światło przed snem? Ubranie miał na sobie. Jak mógł położyć się spać w ubraniach? – Szaleństwo jakieś. Czy to jest sen? – doktor Rembajło nie bardzo mógł połapać się w rzeczywistości po przebudzeniu. Przebudzenie wydawało się niezwyczajne, niż zazwyczaj, lub zwykle. – Cholera – powiedział do siebie – Co ja gadam do siebie w myślach… powtarzam znaczenie w różnych słowach oznaczających to samo, prawie może, w każdym razie, Boże… muszę chyba iść na urlop… – Po sekundzie zadzwonił głośno telefon. – Boże! Co się dzieje? Co tu się dzieje? Gdzie ja jestem? Dlaczego spałem w ubraniach? Czemu tu się pali światło? Co to za telefon w środku nocy? Pewnie ktoś z Klinki, wait… kurde, cholera jasna… – doktor Rembajło czuł się przebudzony, jak ze środka snu…
[..]
– Albo inaczej, przykładowo…
[..]
Część 22 / 2
Późno w nocy, prawie nad ranem, zadzwonił głośno telefon, kiedy doktor Rembajło był akurat w najlepszych momentach swoich regenerujących snów, zupełnie niezwiązanych z rzeczywistością codzienną, jak w innym świecie, reszta, poza snem, nie istniała, oczywiste. Chrapał głośno, cała poduszka obśliniona była dopływającą nieustannie w trybie ciągłym śliną z wywalonego na poduszkę ozora doktora Rembajły…
[..]
– Albo inaczej… nie wiem w sumie… przykłady tylko miały być… ten drugi początek od razu robi z opowieści jakąś komedię, ale w sumie zaczyna się w ten sposób pierwszy rozdział od razu na wstępie… szalona karetka z szalonym szoferem, pewnie też z wywalonym na brodę szalonym, cieknącym śliną językiem, żeby zdążyć z pacjentem na czas… no nic… można jeszcze inaczej zacząć drugi rozdział, przykładowo…
[..]
Doktor Rembajło spał już piąty dzień non–stop, nie znajdowano sposobu, żeby go obudzić.
– Skąd taka nagła śpiączka? Jakie były okoliczności znalezienie doktora? – Dzień przed zauważeniem faktu, doktor Rembajło wyjechał późno wieczorem, prosto po zakończonym dyżurze odpocząć w domu, zabrał tylko akta nowo przyjętego pacjenta, wydał polecenia personelowi i wyjechał, jak zawsze. – Zielonym Renault? – Tak… czy to ważne? – Powiedzmy, że tylko weryfikujemy konkrety i fakty potwierdzone, dla porządku. Kto znalazł doktora? – Przed wyjazdem wieczorem, wtedy, po przyjęciu