Komedia · 7 min czytania
Dom, drzewo, syn
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Patryk podszedł do mnie i pocałował czule w policzek. Widać było, że miał w poradni ciężki dzień. Nie obarczał mnie jednak swoimi problemami, nigdy tego nie robił, chyba, że nie mógł już ich udźwignąć. To się jednak zdarzało tylko raz na dwanaście lat naszej znajomości. Siedziałam w fotelu i nie wstawałam, zbyt trudno było mi się poruszać, ale u kobiety w końcówce dziewiątego miesiąca ciąży to wcale nie dziwiło. Mój mąż ukucnął przede mną i zapytał. - Jak dziś czują się moje dwa kochania? - Dobrze, Ania jest dziś wyjątkowo spokojna, sam sprawdź. - Położył dłonie na moim spęczniałym brzuchu i na pewno nic nie poczuł. Pocałował mnie ponad pępkiem, po czym głaszcząc mnie szeptał Ani do ucha, to ją zawsze uspokajało, gdy rozrabiała. Nie przeszkadzało mu takie przeszkody jak np. moje ciało czy jej słaby słuch, jej z resztą też to nie przeszkadzało. Teraz jednak zamiast tego zaczęła pukać do bram świata zewnętrznego. - Patryk... Wody mi odeszły! Zaczyna się, coś ty jej powiedział? - Stanął jak wryty. - Generalnie tylko tyle, że nie mogę się jej doczekać. - Ona ciebie też się nie może doczekać. No, ruszyłbyś się i zadzwonił po pogotowie! - Chwycił telefon i wykonał polecenie na końcu dodając z tym swoim niewymuszonym humorem: - Tylko szybko, bo z nerwów nasram w spodnie. - Nie wiem czy dyżurna się zaśmiała, ale nic mnie to na razie nie obchodziło, zaczynały się bóle porodowe. Widać Ance wyjątkowo się spieszyło. Zaczęłam się odrobinę denerwować, ale i tak byłam bardziej opanowana niż Patryk. - No, co tak długo?! Mamy dwudziesty pierwszy wiek a ty masz rodzić jak w dziewiętnastym? W domu?! - Ja go nie rozumiem! Jak zajmował się mną gdy byłam u czubków, to wiedział co robić a teraz kompletnie stracił głowę. Mężczyzna to jednak dziwne stworzenie. - Dopiero dzwoniłeś, poczekaj chwilę. Lepiej spakuj mi do kuferka szczoteczkę do zębów, jakiś ręcznik, szlafrok itp. - Cholera, ten ręcznik zajmuje pół kuferka! - Krzyknął z łazienki. - To nie ładuj tam ręcznika kąpielowego tylko jakiś najmniejszy - podpowiedziałam. - Faktycznie wchodzi. - Mój nieporadny facecik. Jak on to zrobił, że wyszłam za niego? Gdy skończył mnie pakować akurat przyjechali sanitariusze. Dobrze, że mieszkaliśmy na parterze. Sanitariusze pomogli mi dostać się do ambulansu a Patryk w między czasie zamknął mieszkanie i pojechał ze mną. Dobrze, że nie wziął tego swojego zgruchociałego UAZa, już dawno mu mówiłam, że powinien kupić normalne auto (przecież nas stać), ale on uparł się na utrzymywanie tego złomu. Co za uparty człowiek. Nienawidzę dziewiątego miesiąca, jestem wtedy niezdarna i niezdolna do normalnego poruszania się, jak stara schorowana babcia. Mam nadzieję, że nie będę taka na starość, nie zniosłabym tego! Dobrze, że mimo wszystko zawsze był przy mnie Patryk. Dwanaście lat to wystarczająca ilość czasu by się o tym przekonać, teraz też trzymał mnie za rękę, ale to chyba miało uspokoić jego, nie mnie, bo ściskał mi dłoń prawie jak w imadle. - Nie denerwuj się tak, bo połamiesz mi palce. - Uspokajałam go mimo coraz częstszych bóli. - Wybacz, ale to mój pierwszy poród - tym…