Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 17 min czytania

Dom na krawędzi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zakurzone schody okropnie skrzypiały. Powinien je naprawić zanim ktoś zrobi sobie na nich krzywdę. Nigdy nie schodził tam na dół: bał się ciemności. Ale przecież czterdziestoletni mężczyzna nie będzie się mazgaił. -Thomas - zawołała żona – pospiesz się , musimy już wyjeżdżać. -Idę , idę – rzucił i cicho dodał pod nosem – stara wiedźmo. Byli małżeństwem od 14 lat , naturalnie nienawidził teściowej , która zawsze miała coś do niego ale co zrobić. Zawsze się zastanawiał jak doszło do tego ślubu. Thomas Wiles był przystojnym , dobrze zbudowanym mężczyzną , ona otyłą kobietą z brakiem jakichkolwiek ambicji czy zainteresowań poza zbieraniem znaczków i robieniem zakupów. Zeswatał ich jego przyjaciel , Mike , dlatego od wielu lat rozważał prawdziwość powiedzenia twierdzącego , że przyjaciołom trzeba ufać. -Thomas! Rusz się tam bo się spóźnimy. Jezu , ale on jej nienawidził. Ale wiedział że rozwód nie wchodził w grę bo ta wredna jędza pomyślała o wszystkim i musiał przystać na wyjątkowo niekorzystną intercyzę .Cóż , pewnie nawet taka głupia krowa jak Laura wiedziała , że prędzej czy później przejrzy na oczy i będzie chciał od niej uciec. Gdyby wiedział jakie będą tego konsekwencje , pomyślał by ze trzydzieści razy przed podjęciem decyzji. -Tom do cholery , mam poprosić Margie , żeby mnie podwiozła? Nie mając innego wyboru , ruszył po skrzypiących schodach na górę , gdzie Laura już stała, groteskowo oburzona. -Czy Ty mnie w ogóle słuchasz Tom? Jak możesz mnie tak olewać? Spójrz na Mike’a , on nigdy by nie zrobił czegoś takiego swojej żonie. Blablabla. Mniej więcej tak usłyszał dalszą część. Jego spryt pozwalał przynajmniej na ignorowanie jej , choć nigdy go to specjalnie nie pocieszało. Był już przy drzwiach kiedy Laura go zawołała – Tom , weź jeszcze moją torbę z kuchni. -Dobrze cukiereczku.-rzucił przez drzwi i dodał pod nosem- niech Cię piekło pochłonie potworze. Normalnie by na to nie narzekał ale z jego wczesnym artretyzmem było to znaczące utrudnienie w życiu, zwłaszcza po ciężkim dniu pracy.

Zbliżało się święto dziękczynienia – jeszcze tylko dwa dni do dwudziestego drugiego listopada.Na zewnątrz powoli opadały płatki śniegu. Nie mając ochoty słuchać zawodzenia swojej „niewiasty” , ruszył przez salon do samochodu. Swoją drogą nie lubił tego salonu , był bardzo wąski i miał na ścianach tandetne drewniane półeczki na których , w przytłaczających ilościach , stały jeszcze bardziej tandetne porcelanowe figurki – „ kolejne bezmózgie hobby”- pomyślał. Założył kurtkę i wyszedł na mroźne powietrze. W tym roku drastycznie obniżyła się temperatura. Chuchnął w ręce, spojrzał na obłoczek pary i założył rękawiczki. Pociągnął nosem i obejrzał się na dom. Nagle usłyszał ryk silnika – to Laura postanowiła jechać bez niego. -Stój! Już idę! – krzyknął po czym ruszył po śniegu do auta. Otworzył drzwi i zatrzymał ręcznym. Przypomniał sobie jak pewnego lata miał wejść na dach i naprawić dziurę. A ta niespełna rozumu baba , niecierpliwa jak zawsze , postanowiła sama tam wejść. A przecież jej mówił , żeby tego nie robiła bo jest za ciężka , jak to delikatnie ujął „drabina jest już stara więc zostaw to mnie”. Prawdopodobnie to ją uraziło. W konsekwencji spadła i złamała sobie obojczyk choć dla Toma gorszy był widok przetrąconej na pół drabiny. Zobaczył łzy w jej oczach. - prawie się zabiłam Tom! Jak mogłeś do tego dopuścić? Co Ty sobie myśli... -już dobrze kochanie-uciął. Spojrzała na niego jak na kogoś , kto właśnie próbował ją okraść. -Tom , musimy poważnie porozmawiać – zaczęła ale w tym czasie Wiles puścił sprzęgło , nacisnął gaz i ruszyli. Uwielbiał jeździć. Nawet jak miał za pasażera Laurę. „Kobiety” , pomyślał , „ale żeby aż tak?” Jak chyba każda jej przyjaciółka z domowego kręgu gospodyń(jego zdaniem zacofanych kur domowych) , Laura wolała nie przeszkadzać prowadzącemu. Prędzej przyjęłaby do wiadomości , że jest gruba. Jechali powoli , co oczywiście wynikało z obecności Laury. Tom rozpływał się w ciszy i spokoju. Czasami żałował , że nie mógłby wrócić do lat wczesnej młodości. Mógł mieć każdą panienkę a jak coś było nie tak to zmieniał na inną. Nie jednej złamał serce. "Taak" , pomyślał , „ale wtedy byłem nieodpowiedzialnym lekkoduchem i marzycielem”. I po co były te groźby i prośby rodziców , żeby wziął się w garść , żeby nie spieprzył sobie życia? Ano po to , żeby rzeczywiście wziął się za siebie , skończył prestiżowy college , dostał dobrze płatną pracę i spotkał Laurę , swoją apokalipsę; Kobietę , która jak żadna inna potrafiła go ograniczać. - Tom - uniosła głos – już jesteśmy! Zatrzymaj się! Wiles , zupełnie jakby został wyrwany z głębokiego snu nacisnął gwałtownie hamulec i spojrzał na nią oniemiały - głuchy jesteś?- rzuciła z pretensją , otworzyła drzwi i wyszła. Poczuł chłód na twarzy. Płatki śniegu zagnane przez silny wiatr wpadły do środka. Laura nie czekając na niego ruszyła w kierunku centrum handlowego. Nawet nie zamknęła za sobą drzwi. Kiedyś nie znosił tego lecz zdążył się już przyzwyczaić.

W środku centrum handlowego panowała sztuczna atmosfera zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Gdzie by nie spojrzeć , było multum świątecznych rekwizytów: bombki na choinki ; pudełka i papier na prezenty ; zabawki dla dzieci; drobne , średnie i większe podarunki. Na środku stała ogromnych rozmiarów choinka , naturalnie udekorowana do przesady. Oczywiście nie mogło zabraknąć Świętego Mikołaja pod drzewkiem a raczej jakiegoś pijaczyny przebranego za ulubieńca dzieci, którym nie przeszkadzał nieprzyjemny zapach wódy. Thomas uwielbiał to jak był dzieckiem ale te czasy bezpowrotnie minęły. Nie czuł już tej magii rozdawania prezentów , śpiewania kolęd. Był zwyczajnie na to albo za stary albo słowo magia nie miało nic wspólnego z Laurą. Tak , pomyślał , na pewno jest to częściowo spowodowane przez to moje babsko. Trudno się dziwić skoro najlepszym prezentem na jaki zdobył się jej portfel były skarpetki po jej zmarłym ojcu oraz paczka chusteczek do nosa. Tomowi zrobiło się smutno. Kiedyś wierzył w słowo rodzina. Od ślubu z Laurą moc tego słowa pękła jak mydlana bańka. Laura biegała (jeśli można tak powiedzieć o dwustufuntowym potworze aspirującym do miana kobiety) po całym sklepie niemal na skraju euforii. Wiles uśmiechał się pod nosem , kiedy widział ludzi patrzących na nią jak na szalonego kaszalota. Ale w głębi duszy czuł się źle. Czuł , że jest do niej przywiązany na resztę życia. „Może umrze pierwsza” pomyślał. Ta absurdalna myśl pojawiła się znikąd ale przynajmniej poczuł się lepiej na duchu. Zaczynał dobrze się przy tym bawić. Może samozapłon?...w domu mają schody na piętro... -Tom zobacz na to! Musimy to mieć! – nerwowo pokazywała palcem na porcelanową figurkę w kształcie jelenia. – weź to do koszyka Tom! – dodała po czym od razu potoczyła się w stronę innego badziewia. – widziałeś to? Boskie! Thomas jak co roku słyszał tylko pierwsze zachwyty żony. Przy następnych zwykł przytakiwać i wkładać do koszyka każdy kolejny szmelc. ...walec drogowy? Na jego twarzy wykwitł szeroki , trochę szaleńczy uśmiech. Kto powiedział , że wiek decyduje o dojrzałości? Kiedyś wstydził się bycia prawiczkiem. Teraz chętnie przyjąłby ten tytuł , gdyby żona znikła z jego życia. Pomyślał , że pierwszy raz w życiu ma takie szalone myśli. Oczywiście nie zamierzał z nich rezygnować , o nie. Potrzebował tylko jakiegoś... - co o tym sądzisz Tom? – przerwała Laura pokazując mężowi jakąś rzecz. Spojrzał na nią i w ciągu sekundy wszystko ucichło. Cała jego uwagę zaabsorbowała ta... ...porcelanowa miniaturka Świętego Mikołaja? Tak , zdecydowanie tak. Figurka wyglądała zwyczajnie oprócz szalonych oczu i obłąkańczego uśmiechu , które bardzo przypominały Tomowi jego własny. Tak bardzo podobne... poczuł przybierające na sile wibrowanie własnego ciała. Figurka zaczęła wydawać niskie „mmmmmm” Wiles patrzył na nią oniemiały. Jak to możliwe , pomyślał. Bał się , że traci rozum na stare lata. - o mój boże. Lauro o mój boże , zobacz co ta figurka robi! Potem wszystko wydarzyło się w ekspresowym tempie. Zaczął się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dom na krawędzi — czytnik · opowiadania