Fantastyka · 29 min czytania
DOM NA WZGÓRZU
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
DOM NA WZGÓRZU
Folion w mojej kieszeni popiskiwał delikatnie. -Któż może chcieć ze mną rozmawiać o tej porze? Przecież zaledwie minęła piąta rano. Wszyscy moi znajomi powinni jeszcze smacznie spać. Przeczuwałem, że również panie próbujące namówić mnie na różne dziwne usługi nie zaczynały pracy wcześniej jak o ósmej. Inna rzecz, że już dwukrotnie dałem się namówić na tomografię komputerową. Nie było w tym nic dziwnego, bo łącze zarejestrowane było na moją żonę, a przemiła pani nie dopuściła mnie do głosu, więc nie wiedziała że rozmawia z facetem. Ciekawszy był fakt, że moją żonę jedna z rozmówczyń zarejestrowała na badanie prostaty. Fakt ten przestał nas dziwić , kiedy zorientowaliśmy się, że miało to miejsce tuż po tym jak żona zamówiła abonament Tygodnika Medycznego podając moje imię. Tak więc folion zwinięty w kulkę w mojej kieszeni popiskiwał delikatnie, a ja myślałem czy się zgłosić, czy też może raczej nie. Z zasady nie odbierałem telefonów gdy prowadziłem samochód, no byłem takim dziwakiem i już. Wręcz wkurzał mnie, od niepamiętnych czasów, widok gadających przez telefon kierowców różnych pojazdów. Dzisiaj problem telefonu przy uchu nie istniał, ale nawyk mi pozostał. Faktycznie to ten problem nie istniał prawie nigdy, bo zestawy słuchawkowe pojawiły się prawie równolegle z telefonami komórkowymi, ale prawie zawsze istniał problem bezmyślnych kierowców. Wprawdzie mój folion, chociaż należał do bardzo przestarzałych urządzeń, bo miał już ponad rok i był wykonany w technologii opartej na grafenie, grafynie i molibdenicie, nie wymagał prawie żadnej fizycznej obsługi. Ustawiony na dyspozycje głosowe i dostrojony do dźwięku mojego głosu reagował na polecenia, leżąc spokojnie w mojej kieszeni pognieciony niemiłosiernie. Oczywiście musiałem uważać co mówię, bo mogłem go nieopatrznie aktywować, ale z tym problemem dawałem sobie radę w dosyć prosty sposób, prawie zawsze miał wyłączone wszystkie funkcje poza aktywnością na przychodzące połączenia. Jak już wspomniałem był to przestarzały model, prawie niczym nie różnił się od papierowej jednorazowej chusteczki do nosa i tak po prawdzie kilkakrotnie o mało co nie wyrzuciłem go zamiast zużytej jednorazówki. Kilka dni temu wnuk pokazał mi swój najnowszy model będący telefonem, komputerem, telewizorem i licho wie czym jeszcze w jednym. No z tym to dopiero miał bym problem. To coś miało wielkość, kiedyś powszechnie używanego znaczka pocztowego i było właściwie wyłącznie czytnikiem linii papilarnych, wszystko pozostałe załatwiał hologram aktywowany myślą. Tak więc ja chcąc przeczytać moją zaprenumerowaną gazetę codzienną „Wieści dnia” musiałem rozwinąć swój folion i wydawać dyspozycje, podczas gdy on wyłącznie po dotknięciu powierzchni tej miniatury palcem, resztę załatwiał w myślach i nawet kartki wywołanej gazety hologram przerzucał zgodnie z jego wolą. Nie bardzo rozumiałem jak to działa, ale wytłumaczył mi, że urządzenie korzysta z energii fal, które i tak są wszędzie wokół nas i wyszukuje w jakiejś chmurze pliki cząstkowe, które pozwalają mu uruchamiać i pobierać dane porozrzucane na niezliczonej ilości serwerów, a z nich z kolei wyszukiwać akurat potrzebne mu informacje. Oczywiście nic z tego nie zrozumiałem, co wcale nie przeszkadzało mi pokręcić ze zrozumieniem głową i podziwiać zgrabniutką spikerkę telewizyjną wielkości kilkunastu centymetrów, która pojawiła się nagle na moim biurku, kiedy demonstrował mi działanie tej zabawki. Podobno następna generacja będzie już tworzyć hologramy naturalnej wielkości. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy pomyślałem, że pewnego dnia w moim pokoju nagle pojawi się kilkunastu komandosów podczas relacji z jakichś zamieszek. Z drugiej strony niektóre obrazy ciekawie było by obejrzeć w naturalnej wielkości we wszystkich wymiarach. Tak więc jechałem, folion dyskretnie popiskiwał, a ja zastanawiałem się, któż to nie może spać o tak wczesnej porze. Doszedłem do wniosku, że nie uda mi się wziąć przeciwnika na przeczekanie i z rezygnacją powiedziałem - Trudno. Łącz. - No nareszcie się zgłaszasz. Gdzie ty jesteś? - Lekko zaspany głos żony nie pozostawiał wątpliwości, że reprymenda dopiero nabierze barw. - No jadę, tak jak ustaliliśmy wczoraj. - Spróbowałem zbagatelizować problem. - Ustaliliśmy, że wyjedziesz rano, a nie w nocy. - Żona jak zwykle była bardzo zasadnicza. - Oczywiście, ale tak gdzieś około drugiej stwierdziłem, że nie potrafię zasnąć, więc się ubrałem i wyjechałem. - Zacząłem się tłumaczyć. - Trzeba było wziąć tabletkę, wyspać się i jechać w dzień. - Nie odpuszczała. - Może masz rację, ale ja prawie już dojeżdżam na miejsce i za jakąś godzinkę będę mógł spać do woli. - Spokojnie wyjaśniałem swoje racje. - No widzisz nic przez to nie zyskałeś, a tylko tłukłeś się po nocy. Niewyspany, zmęczony, a teraz prześpisz cały dzień i znów w nocy nie będziesz mógł spać. - Z żelazną logiką podtrzymywała swoje stanowisko. - A włączyłeś chociaż automatycznego kierowcę? - Uderzyła w mój słaby punkt. - Przecież wiesz, że nie używam go nigdy. Nawet nie wiem jak to działa, więc czemu miałbym go włączyć akurat dzisiaj. - Zacząłem się powoli irytować, tym bardziej, że znałem dalszy ciąg jej wypowiedzi. - Jesteś już w takim wieku, że i refleks i reakcje masz inne niż młodzi. - Dobijała mnie konsekwentnie. - Moja droga, przecież mogłaś jechać ze mną, ale nie chciałaś, możliwe, że wówczas wyjechalibyśmy dopiero rano i może udało by ci się nakłonić mnie do włączenia tego dziwadła. Poza tym, nie dalej jak dwa tygodnie temu, byłem na testach i wszystkie zaliczyłem w górnych parametrach norm. Mówiłem ci przecież, lekarz stwierdził, że gdyby przepisy mu pozwalały wydał by mi zgodę bezterminową, bo testy zdałem lepiej niż niejeden czterdziestolatek. - Broniłem się dzielnie, zresztą całkowicie zgodnie z prawdą. - W twoim wieku to się może zmienić z dnia na dzień. - Nie ustępowała. - To się może zmienić z dnia na dzień w każdym wieku, tak jak wiele różnych innych spraw, co nie zmienia faktu, że według przepisów i opinii lekarza, przez najbliższy rok mogę bez problemów prowadzić pojazdy mechaniczne, tak jak robię to już kilkadziesiąt lat i nie mam zamiaru pozbawiać się tej przyjemności. - Nie dopuszczałem jej do słowa. - Za jakieś piętnaście minut będę na miejscu więc ta dyskusja i tak jest już bezprzedmiotowa. Zadzwonię wieczorem. Wiesz, że z zasady nie rozmawiam przez telefon, gdy prowadzę. No to cześć i do usłyszenia wieczorem. - Cześć. - Odparła naburmuszona, poddając się, choć, jak słyszałem, bardzo niechętnie, moim argumentom.
- Przerwij połączenie. - Rzuciłem w pustkę kabiny samochodu z przeznaczeniem dla mojego folionu.
Możliwe, że rozmowa potoczyła by się inaczej gdyby nie fakt, że zirytowała mnie tą uwagą o wieku. Fakt, że mam osiemdziesiąt pięć lat, ale to jeszcze nie powód, żeby mi wypominać wiek. Od osiemnastu lat regularnie co rok przechodzę testy dla kierowców i jeszcze nigdy nie miałem problemów ze wzrokiem, refleksem czy też czasem reakcji. Mówiąc szczerze, postanowiłem, że jeżeli zauważę u siebie jakiekolwiek problemy, sam zrezygnuję z prowadzenia samochodu. Wprawdzie w obu samochodach, których używam mam zamontowanego automatycznego kierowcę, bo taki jest wymóg prawny, ale nie wyobrażam sobie, abym mógł kiedykolwiek z niego skorzystać. Jestem w pełni świadomy, że to urządzenie, nawet w fazie spoczynku, poza moją zgoda rejestruje wszystkie parametry jazdy i jeśli popełnię jakikolwiek istotny błąd informacja o tym dotrze do odpowiednich organów. Przekonał się o tym jeden z moich znajomych, kiedy znacznie przekroczył dozwoloną prędkość i otrzymał mandat wystawiony na podstawie danych przekazanych przez nieaktywnego autokierowcę z jego samochodu. Oczywiście nie jestem takim fanatykiem samochodu jak mój przyjaciel Marek. Jest to typ człowieka, który nie wyobraża sobie życia bez możliwości prowadzenia samochodu. Pewnej soboty, kiedy odwiedziłem go w jego wiejskim azylu, szepnął do mnie, podczas gdy nasze żony dyskutowały o jakichś cudownych ziołach. - Chodź, coś ci pokażę. Zaprowadził mnie do, położonego na zapleczu budynku, niewielkiego garażu. - Jesteś pierwszym człowiekiem, któremu to pokazuję. -Powiedział prawie szeptem otwierając ciężkie okute wrota. - O Rany! Maluch! - Prawie wykrzyknąłem. - I to chyba pięćdziesięcioletni? - Cicho. - Zasyczał. - Nawet pięćdziesięciopięcioletni. - Stwierdził zamykając za nami bardzo starannie wrota i świecąc światło. - Wyobraź sobie Kuba. - Tak zwracał się do mnie jedynie w wyjątkowych okazjach, gdyż przeważnie mówił mi po imieniu. - Że na dodatek, całkiem nielegalny. Nie został zarejestrowany, bo nie ma żadnego obowiązującego gówna. Nie ma nawet numeru karoserii nie mówiąc o takich śmieciach jak policyjny chip, alkomat, czytnik prawa jazdy czy lokalizator. Jest golusieńki, taki jak go fabryka stworzyła, ktoś mu tylko numery spiłował. No może nie dokładnie taki,bo podmieniłem mu silnik. Wsadziłem mu wodorowego Wankla. Sprawdzałem na takim trochę lewym torze u znajomego, na winklach wynosi go lekko przy stu osiemdziesięciu, a na prostej dociągnąłem dwieście pięćdziesiąt. - Przecież już przy dwustu, to toto rozleci się po pięciu kilometrach. - Nie musi przejechać nawet połowy tego... - Zawiesił głos i wpadł w dziwna zadumę. Nie psułem nastroju. Nie przerywałem mu. - Wiesz Kuba, że ja nie potrafię żyć bez prowadzenia samochodu. - Ni to zapytał ni stwierdził. - Tak sobie postanowiłem. Tylko nie wygadaj się przed kimś. Szczególnie przed mamą Basią. - Też w szczególnych chwilach tak mówił o swojej żonie Barbarze. - Daj słowo. - Słowo. - Właściwie szepnąłem niż powiedziałem. - Wiesz, jak kiedyś nie przejdę któregoś testu, to zabiorą mi prawko i włączą w moim samochodzie na stałe, tego cholernego debila, który będzie miał kierować za mnie autem, a ja nie będę mógł go wyłączyć, bo natychmiast powiadomi gliny, to każę się przywieźć właśnie tutaj. Wsiądę do tej czerwonej zabawki. Rozpędzę ją na maksa i przypierdole prosto z czoła w piękną betonową ścianę. Wiem nawet w którą, to jakieś półtora kilometra stąd. Nawet ich najlepsze systemy nie zdążą mnie namierzyć i zatrzymać. - Przestań wariacie, jakieś bzdury chodzą ci po głowie. - Poczułem się nieswojo, a zimny dreszcz przeszedł mi po plecach. - Chodź Kuba, idziemy do naszych pań. Zapomnij co ci powiedziałem. Napijemy się zimnej wódki. Zostajecie dzisiaj u nas na noc. Prawda? - Zmienił temat, nastrój i ton głosu. - Byłbym zapomniał mam dla ciebie prezent. . - Cóż to takiego? - Zaciekawiłem się. - Kuba, jak ode mnie to tylko coś związanego z samochodem. - Roześmiał się. - Ostatnio przynieśli mi kilka chipów zakłócających odczyty szybkości, żaden durny automat nie doniesie, że jechałeś dyche lub dwie szybciej niż było wolno. Zobaczysz, że jeszcze nieraz ci się przyda. Kleisz go gdziekolwiek pod deską i jeśli nawet cie namierzą to ten twój szpieg będzie uparcie twierdził, że ty akurat z pewnością jechałeś prawidłowo, a pomyliły się wszystkie pozostałe systemy z radarami i satelitami włącznie. Pożyteczna rzecz. Nie zdarzyło się, żeby u kogoś to wykryli.
Ta rozmowa, jeszcze długo potem, nie dawała mi spokoju. Wiedziałem, że Marek jest zdolny zrobić to co powiedział.
Część 22 / 2
Dojeżdżałem do mojego skrzyżowania, kiedy kilka centymetrów przed maską zmaterializował się dziwny płaski obiekt. Wypisz wymaluj miniaturowe UFO. Pomrugał kolorowymi światełkami i skręcił w lewo w mój podjazd. No fajnie, miałem swoje własne UFO. Nie zważając zbytnio na zachowanie tego czegoś wolno podjechałem pod drzwi garażu. Moje prywatne UFO odsunęło się na kilka kroków robiąc mi miejsce, abym mógł wysiąść z samochodu. Kiedy wysiadłem i zamknąłem drzwi spodek odezwał się głosem mojego sąsiada Pawła. - No nareszcie jesteś. Czekam na ciebie i nie umiem się doczekać. Jak się ogarniesz po podróży przyjdź do mnie muszę ci coś pokazać. - Spodek podniósł się pionowo w górę i zniknął.
Paweł był osobnym rozdziałem w moim życiu. To właściwie na jego prośbę dzisiaj tutaj przyjechałem. Ten dom powstał też za jego sprawą. Całe lata prowadziłem firmę zajmującą się architekturą krajobrazu, szczególnie interesowała mnie woda w przestrzeni życiowej człowieka. Swojej działalności nie reklamowałem, lecz moi klienci byli na tyle zadowoleni, że informowali swoich znajomych tak zwaną pocztą pantoflową, a że firma była niewielka to pracy miałem pod dostatkiem. Paweł dowiedział się o mojej działalności też w ten sposób. Pewnego wczesnowiosennego popołudnia przeprowadziłem dziwną i interesującą rozmowę telefoniczną.
- Dzień dobry. Czy mam przyjemność z panem Stanisławem? - Głos był przyjemny o lekko matowym brzmieniu. - Słucham. - Nie potwierdziłem, ani też nie zaprzeczyłem. - Dowiedziałem się, że pańska firma zajmuje się aranżacją ogrodów. Pan projektował i budował kaskadę u pana Mikołaja? Mam pewien problem z naturalnym strumieniem płynącym przez moją posesję. Chciałbym żeby pan to obejrzał, może pana to zainteresuje. - Tu podał mi adres. - Interesują mnie tego typu sprawy, jednak odległość pomiędzy moim terenem działania, a adresem jaki pan podał jest tak duża, że zastanawiam się czy koszty dojazdu nie przewyższą kosztów całej inwestycji. - Myślałem o tym i uznałem, że jestem w stanie sobie z tym poradzić, jeśli pana to zainteresuje. Proszę żeby pan przyjechał, oczywiście na mój koszt i porozmawiamy u mnie. - Będę w najbliższą sobotę około południa pod podanym przez pana adresem. - Sytuacja wydała mi się godna zainteresowania.
Prowadząc tę rozmowę nie zdawałem sobie sprawy jak wielkim zmianom ulegnie moje życie w okresie najbliższych kilku lat. W sobotę faktycznie wybrałem się w odwiedziny do mojego rozmówcy. Gdy minąłem ostatnie z niewielkich miasteczek droga przez blisko dziesięć kilometrów biegła prosto jak strzała niewysokim nasypem pośród sosnowego lasu. Wysokie, rzadko rosnące stare sosny, których korony łączyły się kilkanaście metrów nad ziemią całkowicie cieniowały podłoże. Jedynie gdzieniegdzie z grubo pokrytej igliwiem ziemi, wyrastały rachityczne krzewinki, po których było widać, że ich żywot niedługo dobiegnie końca. Jak daleko w głąb lasu sięgał wzrok po obu stronach drogi widok był monotonnie jednakowy. Już zaczynałem się nim nudzić gdy droga szerokim, łagodnym łukiem opuściła las i znalazłem się na szczycie niewysokiego wzgórza, a krajobraz zmienił się tak radykalnie, że wydawał się wprost nierealny. Teraz teren wyglądał tak, jak gdyby ktoś w dwóch krzyżujących się kierunkach przeczesał olbrzymi szmat ziemi jakimś dziwnym…