Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 8 min czytania

Dom nad jeziorem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Cieszę się, że tam przyjechaliśmy. Cichy kącik na skraju lasu, tylko dla nas dwojga. Było późno, dawno po zachodzie słońca. Gdybym cię posłuchał, na pewno nie zabłądzilibyśmy w Wabrzynie i dojechali na miejsce dużo wcześniej. Męskie ambicje są jednak silniejsze niż zdrowy rozsądek. Byłem ci tak niesamowicie wdzięczny, że okazałaś mimo wszystko tyle zrozumienia. Nie miałaś pretensji, nawet gdy drugi raz mijaliśmy to samo skrzyżowanie – uśmiechałaś się tylko, z miłością, zrozumieniem i tym ciepłem, którego nigdy do końca nie doceniałem. Nie wiem, jak to robiłaś, ale każdą moją głupotę przyjmowałaś z sobie tylko zrozumiałą cierpliwością i nigdy mnie nie lekceważyłaś. Miewałaś też gorsze dni, ale wtedy najczęściej znajdowałaś ukojenie w moich ramionach, którymi zawsze starałem ci się służyć. Dziękowałaś wtedy, że jestem blisko, sama jakby zapominając, że jesteś moim największym oparciem. Nigdy nie potrafiłem mieć dla Ciebie tyle serca, ile ty miałaś dla mnie. Nie stanowiło też dla Ciebie problemu wysłuchanie moich żalów i rozgoryczenia, nawet wtedy gdy sama zmęczona wracałaś z pracy. Dawałaś mi wtedy ciepłą herbatę i siadając na kolanach, przejmowałaś część moich trosk, zawsze podkreślając, że są także Twoimi.

Głośne skrzypienie drzwi drewnianego domku, przypomniało że dawno nas tutaj nie było. Przepuściłem Cię przodem – coś czego dawno nie robiłem. Dwie ciężkie siatki z zakupami, które miały nam zapewnić parę najbliższych posiłków, postawiliśmy na stole i udaliśmy się na strych, żeby zobaczyć, co zmieniło się od ostatniego naszego pobytu. Stary wysłużony materac został zastąpiony nowym, gąbczastym. Z radością rzuciliśmy się na niego – był miękki jak puch. Oboje byliśmy zmęczeni, ale pościel czekała jeszcze w samochodzie. Niechętnie wstałem, żeby po nią pójść. Gdy wróciłem, kończyłaś chować ostatnie produkty do lodówki – część z nich faktycznie nie dotrwałaby do jutra, szczególnie że wieczór był ciepły. Włączanie ogrzewania mijało się z celem, a gdyby nawet się ochłodziło – gruba, ciepła kołdra, którą właśnie niosłem na górę na plecach, sprawdzała się już nie w takich warunkach. Gdy już wszystko pościeliłem, schodząc na dół zauważyłem, że kroisz coś w kuchni. „Kiełbaski ? A więc jeszcze ognisko ?”. Pokiwałaś głową. Wyszedłem na zewnątrz z przekonaniem, że muszę stanąć na wysokości zadania. Rozpalenie ognia zawsze przychodziło mi z trudnością i za każdym razem zastanawiało mnie, że zdajesz się tego nie zauważać. A może po prostu nie chciałaś mi robić przykrości ?

Trzask grubych, drewnianych pieńków subtelnie informował Cię, że możesz już przyjść. Gdy się zbliżyłaś, w pomarańczowym blasku dostrzegłem, że masz na sobie moją ulubioną sukienkę – mimo, że nigdy ci tego nie powiedziałem, nie miałaś wątpliwości w czym najbardziej mi się podobasz. Nie rozumiałem też, co takiego w moim spojrzeniu mówi – „wyglądasz tak pięknie”. Przysunąwszy się bliżej, stwierdziłem że nie tylko wyglądasz wspaniale, ale również pachniesz. Potrafiłem z zamkniętymi oczami podążać za tym zapachem, gdy chodziliśmy razem na zakupy, na których regularnie zostawałem z tyłu, rzekomo nie mogąc Cię dogonić. Miałem nadzieję, że tak właśnie myślisz, bo słodka nuta, która poruszała się zawsze dwa kroki za Tobą była dla mnie zniewalająca, a nie umiałem się do tego przyznać.

Siadłaś mi na kolanach i wspólnie podziwialiśmy płomień skaczący po dopalających się gałęziach i na wpół zwęglonych pieńkach. Gasnący blask ogniska otworzył nam widok na nieskończoną przestrzeń nocnego nieba, rozpostartego nad nami jak wielki parasol. Przelatujący satelita mrugał do nas wesoło, przypominając że nie jesteśmy całkiem sami.

Poczułem, jak Twoja głowa opiera się na moim ramieniu. Instynktownie objąłem Cię mocniej. Ku mojemu zaskoczeniu i bezradności – po Twoim policzku zaczęły płynąć łzy. Nigdy nie wiedziałem, co robić w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dom nad jeziorem — czytnik · opowiadania