Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 14 min czytania

Dom Przemian

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szary i mglisty listopad, dzień chyli się ku zachodowi. Powietrze aż ciężkie od wilgoci. Czarne prostokąty okien, balkony bez kwiatów — zapewne wszyscy już śpią?, pomyślałam, wracając z Sorbony do domu, pustą Rue de la Bûcherie. Nakładając drogi, minęłam dwa szpalery bezlistnych topoli, a zaraz potem księgarnię wstydliwie kryjącą się w pierzei starych, paryskich kamienic. Wielkie krople deszczu dudniąc miarowo, spływały po zatartym przez czas drewnianym szyldzie przybitym nad wejściem, na którym widniał napis "Dom Przemian".

— Stara się jak umie, zaprasza przechodniów, nic nie obiecując — rzuciłam ze złością, przystając, aby poprawić stary parasol nieustannie zamykający się nad głową.

Gdy tak tkwiłam w kłębach wiatru i zimnego deszczu drzwi księgarni gwałtownie otworzyły się przed zdyszanym chłopcem. Zjawił się znikąd. Po jego zachowaniu było widać, że bardzo się spieszy, mokre włosy opadały na twarz, woda kapała z przemoczonej kurtki, z ramienia zwisał granatowy tornister. Wszedł do środka, ale ciężkie drzwi księgarni nadal pozostały otwarte. Nie wiedząc kiedy, stanęłam w ich progu.

Przede mną rozciągało się długie, wąskie pomieszczenie, które dalej w głębi rozpływało się w mroku. Jak okiem sięgnąć, wzdłuż zakurzonych ścian stały rzędy regałów sięgające sufitu, wypełnione książkami wszelkich rozmiarów i kształtów. Drewniana podłoga po części zasłana drukami i foliałami. Nie pozwalały przejść swobodnie. W świetle lampy boki starych ksiąg błyszczały wymyślnymi złoceniami i drobinkami kurzu. W sieci pajęczyn drzemały: wyschnięte zwłoki ich twórcy, długi kawałek konopnego sznurka i puste pudełko zapałek. Nie bardzo wiedziałam, co robić, stałam, jakby nogi wrosły mi w ziemię.

Ta księgarnia jest z innej planety, nie mogłam oprzeć się wrażeniu.

— Proszę zamknąć drzwi. Jest przeciąg — rozległ się głęboki głos, wyrywając mnie ze zdumienia.

Posłusznie wślizgnęłam się do wnętrza. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem. W długiej smudze światła nie dostrzegłam nikogo oprócz pochylonej nad stołem postaci starca, o wyjątkowo pomarszczonej, pofałdowanej twarzy. Chude ciało szczelnie omotane do samych stóp szarą peleryną z grubego płótna, spod której wyglądała zgrzebna koszula przepasana zieloną szarfą. Po chwili tuż za zgarbionymi plecami starca pojawił się chłopiec, którego spotkałam wcześniej. W ręku trzymał otwartą, grubą książkę w wytartej, skórzanej obwolucie. Z daleka nie mogłam dostrzec jej tytułu.

Chłopiec usiadł i podnosząc ją do oczu, zaczął ochoczo czytać, nie zwracając na nic najmniejszej uwagi, tak jakby nie chciał się rozpraszać.

Zegar na wieży Notre Dame właśnie wybił dziesiątą.

Czas leci, a ja nic dalej nie wiem, nic się nie wyjaśnia??? Niesforny mózg niczym pędzący rower wiódł po wertepach, nie pozwalając się skupić.

— Podejdź bliżej, dziecko! I aż tak się nie dziw temu, co widzisz.

Dziecko??? Co tu się kroi?

Oniemiałam, rozwierając szeroko powieki.

Jestem dorosła, dawno wyrosłam z pieluch!!! Dlaczego zawsze trafiam na takich mądrali?

Zatrzęsłam się z oburzenia, ale głos uwiązł w ściśniętym gardle.

— Bez imienia człowiek nie może żyć 1— ponownie starzec zabulgotał, spoglądając przenikliwym wzrokiem. Poczułam się zdemaskowana tym spojrzeniem.

— Mam na imię Sofia! Ale to przecież całkiem obojętne.

Starzec podniósł brwi w geście udawanego zdziwienia.

— Nie dla nas i nie tutaj. Przychodzisz w samą porę, Sofio. Marcel, jak widzisz już tu jest — powiedział starzec, drapiąc się w błyszczącą w świetle łysinę.

Poczułam się jak zbesztane dziecko, posłusznie podeszłam bliżej, nadal nic nie rozumiejąc. Moje emocje malowały się aż nadto wyraźnie, robiło mi się na przemian zimno i gorąco, w brzuchu doskwierał znajomy ucisk.

— Nie miej mi za złe tego tonu. Jestem trochę gburowaty, ale ja, Starzec z Wędrującej Góry, tylko spełniam swój obowiązek. Wszystko wiem o tobie i nic mi nie umknie.

—???

— Spróbuję to wyjaśnić. Zapewne myślisz, że trafiłaś tu przypadkiem? Bzdura! Mam jeszcze jeden egzemplarz! Siadaj obok Marcela i zabieraj się do roboty, ręczę, że nie będziesz żałować.

Co ten dziwny staruszek plecie?

Ledwo złapałam oddech, robiąc dwa kroki w tył, ale nawet nie próbowałam, nie było czasu protestować i tak na nic, to by się nie zdało. Zresztą, po co było cyrk odstawiać.

— Pójdziesz za moją radą czy swoim zwyczajem zwątpisz?

Zatroskany głos starca odbił się głuchym echem po ścianach księgarni. Najdziwniejsze, że nad stołem tuż obok księgi Marcela unosiła się druga, niemal identyczna. Otworzyła się sama. Biło z niej słabe purpurowe światełko, po sekundzie sunęło niczym błyskawica po ścianach pomieszczenia.

Okładka koloru letniego nieba, na niej owal z dwóch węży, a w nim złoty napis dziwnie splecionymi literami „Niekończąca się historia”?

— Wszystko jest w niej odnotowane! — usłyszałam tuż przy uchu.

— Proszę?

Z twarzy starca, jakby znikła niedawna serdeczność. Nadął różowe policzki, wzruszając nieznacznie chudymi ramionami.

— Taki miałam zamiar — poprawiłam się szybko, nerwowo kiwając na potwierdzenie głową.

Chyba znowu odezwał się mój wrodzony brak pewności siebie. Nawet nie przyszło na myśl, by dyskutować lub o coś zapytać?

— Już dobrze. To rzućmy okiem, bo nie mamy czasu do stracenia. Powinnaś być zadowolona z lektury.

— Jasne, na pewno.

Przytaknęłam, bąkając pod nosem, ale tak naprawdę wolałam milczeć, żeby na nowo nie rozdrażnić staruszka. Tymczasem on powoli dotknął książki, poobracał tom w dłoniach i wtedy coś w jej wnętrzu zrobiło klik. Uśmiechając się, zdjął okulary, założył ręce za plecy i mrucząc niewyraźnie do siebie, zaczął się przechadzać tam i z powrotem aż w końcu zniknął za ciężką kotarą.

Zagadkowa sprawa? Co mnie skłoniło, by tu zostać?, zastanawiałam się przez moment, krzyżując nogi pod stołem.

To więcej, niż myślałam... Czytając, poczułam się, jakbym przeszła przez mroczną Bramę Bez Klucza i znalazła się w domu, ciepłym, troskliwym, gdzie wszystko jest jak z bajki... Dotąd w nosie miałam magię, ale tym razem rozszalała się wyobraźnia, przejmując stery w umęczonym mózgu. Nocny Las rozsypał się w kolorowy piasek. Bez lęku szłam drogą, której wcześniej nie znałam, zostawiając za sobą samotność i Bagno Smutku. Historia Fantazjany zamknięta w starej księdze brała mnie w posiadanie.

— Nie pozostaje mi nic innego, jak żywić nadzieję, że wrócę, by czytać dalej. Dobranoc — wyszeptałam, wychodząc do innego życia.

****

Ta stara, spowita pajęczynami księgarnia zawiera w sobie magię, istnieje w sposób szczególny, którego nie sposób wyjaśnić. Tam staję się inna, lepsza, pomaga zapomnieć, wymazać złe wspomnienia. Dotykając pożółkłych stron książki, zapominam o bożym świecie i marzę:

Wydaje mi się, głupiej, że tam w ciszy księgarni spotkam Chopina, że ujrzę jego piękne odbicie w mętnym lustrze wiszącym na ścianie, odziane w odświętny, zielony surdut i srebrzystą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dom Przemian — czytnik · opowiadania