Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 16 min czytania

Dom śmierci cz I (II)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

... i jest tam dom. Przybytek śmierci. Kolebka strachu i chaosu. Dom więzi swego pana tak, że ten staje się jego sługą....

(fragment zapisków dr F. H. Bielskiego pacjenta domu psychiatrycznego w Manicach)

***

- Wampiry? A to dobre. Ha, ha! - wysoki mężczyzna zaniósł się śmiechem. - I co jeszcze może wilkołaki i te małe... No... Krasnoludki. - Zabawne - młoda kobieta podniosła wzrok z nad kamiennych tablic. - Moja pierwsza reakcja wyglądała identycznie. - Nie wierze, pokaż - mężczyzna niemal odepchną współpracowniczkę. - Popatrz sam niedowiarku. - Kobieta zgrabnie usunęła się z drogi. - Tylko nie zapominaj, że to ja uczyłam cię czytać hieroglify. - To nie znaczy, że nie możesz sobie robić ze mnie jaj. - Wierz, że nie bawią mnie takie rzeczy. - kobieta skrzyżowała ręce na piersi. - I co panie archeologu? - Kurwa! Rzeczywiście. - Mężczyzna jeszcze dokładniej przyjrzał się mizernie wykutym, w kamiennej płycie, hieroglifom. - kto to znalazł? - Zgadnij. - na twarzy kobiety pojawił się przebiegły uśmieszek. - Pewnie jakiś profesorek. - głośno myślał mężczyzna - Tylko który? Katarski? Tak? Sto procent ten grubas. Tak? Zgadłem? - Niestety pudło proszę pana - kobieta uśmiechnęła się triumfalnie. - Dzieciaki. - Co? - Te tablice znalazło trzech bawiących się chłopców. - Poważnie? Gdzie? - oczy mężczyzny powiększyły się z ciekawości. - Słyszałeś o tym kościele na przedmieściach? - O tym co dwa... Nie, trzy dni temu zawalił się ze starości. Jak dobrze pamiętam zginął tam ksiądz. - Widzę, Tomaszu, że oglądasz wiadomości. - kobieta uśmiechnęła się ironicznie. - Dokładnie o ten kościółek chodzi. Podobno był bardzo stary. Tak stary, że nikt z okolicznych mieszkańców nie był mi w stanie powiedzieć kiedy go wybudowano. Osobiście oceniłabym go gdzieś na szesnasty, siedemnasty wiek. Ten ksiądz co się nim opiekował podobno był obłąkany. Watykan nałożył na niego ekskomunikę. Nikt nie chciał mi powiedzieć za co. Dowiedziałam się jedynie, że mieli ten kościół wyburzyć. A teraz kiedy zawalił się sam i do tego zginął ten ksiądz, może to być różnym ludziom na rękę. -Jak zwykle odrobiłaś "pracę domową" - Tomasz spojrzał na koleżankę - Jestem Kasiu pełen podziwu. - Znasz mnie przecież. Wiesz, że lubię wiedzieć z czym mam do czynienia. -"Głód ich jest niezmierzony ich jedyną żądzą jest poskromienie go..." - mężczyzna odczytał dwie wybrane linijki na powrót pochylając się nad starym pismem. - To mi rzeczywiście pasuje na bajki o wampirach. - Tylko co te bajki o wampirach robiły w tym starym kościele? - Mówiłaś, że ten ksiądz był obłąkany i w dodatku go ekskomunikowali. - Myślisz, że to jego dzieło? Raczej sam tego nie wyskrobał. No chyba, że miał z osiemset lat. A taką hipotezę proponuje od razu odrzucić. - A więc prawdopodobnie gdzieś je znalazł i przytargał do kościoła. - Albo nie musiał ich znikąd, jak to powiedziałeś "targać", bo mógł je znaleźć po prostu gdzieś w kościele. - Jedno wiemy na pewno, ktoś je, kiedyś musiał przynieść do tego kościoła. - Skąd wiesz? - Katarzyna z zaciekawieniem spojrzała na Tomasza. - Jak to Pani archeolog? - Mężczyzna postarał się żeby wypowiedziany przez niego "archeolog" zabrzmiał niemal jak obelga. W ten sposób zawsze odwdzięczał się współpracowniczce za jej "archeologa". - Przecież sama mówiłaś, Kasiu, że Kościół ma co najwyżej pięćset lat a napisy na tablicach osiemset. - Rzeczywiście. To oczywiste. - Wiesz co? - Mężczyzna odszedł od stołu. - Widzę, że przyda ci się chwila przerwy. - Chodź, pojedziemy do Mateusza o tej porze już chyba nie poddaje obiadów ale może dla przyjaciół zrobi wyjątek. - Wierz dobrze, że zrobi. Aha. Ty dzisiaj płacisz rachunek. Ja płaciłam wczoraj i przedwczoraj, dobrze pamiętam. Nie dam ci się więcej oszukiwać. - Wstrętna kobieta - Tomasz wyszeptał z uśmiechem. - Jak zjemy to wybierzemy się w pobliże tego zawalonego kościoła, może ja znajdę coś co pani raczyła przeoczyć. - Żałosne to twoje poczucie humoru. - kobieta zgasiła lampkę. - chodźmy na ten obiad ale potem ja wracam z powrotem zostały mi jeszcze trzy tablice do przetłumaczenia. Jak chcesz to sam jedź do tego kościoła. Pewnie i tak bym ci tylko przeszkadzała. Uśmiechnęli się do siebie, uwielbiali te drobne utarczki, na pierwszy rzut oka stanowiły one trzon ich znajomości. Lecz gdzieś w ich głębi czaiło się coś, czego sami jeszcze nie dostrzegali. Coś co pozostawało w ukryciu i atakowało w najmniej oczekiwanej chwili bezlitośnie oplatając swą ofiarę. Jednak póki co nie zdawali sobie sprawy z obecności tej odwiecznej mocy. Ubrali się i wyszli z laboratorium.

***

Kurwa! - zaklął pod nosem, kiedy kolejne drzwi zatrzasnęły mu się przed nosem. "Kasia miała racje - prawdziwa zmowa milczenia"- pomyślał. Rozglądną się dokoła. W zasięgu jego wzroku znajdowało się pięć gospodarstw. Cztery już odwiedził pozostało ostatnie. Chodź odległości między domami wynosiły zaledwie kilka metrów wolał je pokonywać samochodem tak, żeby cały czas mieć go nieopodal gdyby któryś z gospodarzy wpadł by na pomysł, na przykład, żeby poszczuć go psem. Wolał się zabezpieczyć będąc na obcym, nieznanym terenie. Wsiadł do wozu i podjechał do ostatniej chaty. Wysiadł z pojazdu. Przednim górowało zrujnowane domostwo. Okna były zabite deskami, połamane dachówki, leżały wszędzie wokół. "Czy ktoś tu w ogóle mieszka?" - pomyślał. Podszedł do drzwi. Nie zdążył zebrać odwagi, żeby zapukać, kiedy to drzwi z nieznośnym piskiem otworzyły się do środka. Ciarki przeszły mu po plecach. - Dzień dobry! Nazywam się Tomasz Banicki jestem naukowcem. Chciałem zadać kilka pytań. - wykrzyknął z progu. - Niech pan wejdzie! - z głębi pokoju doszedł do niego miły kobiecy głos. Zrobił pierwszy krok po nim postawił jeszcze kilka i tak znalazł się po środku wnętrza słabo oświetlonej chaty. Rozejrzał się w poszukiwaniu gospodarza. Przy jednej z czterech ścian dostrzegł masywny, drewniany stół. Stała na nim świeczka, jej płomień oświetlał twarz starej kobiety. - O co pan chce zapytać? - staruszka uśmiechnęła się, lecz uśmiech zaginął gdzieś w plątaninie zmarszczek ryjących jej twarz. - Pewnie interesuje pana ten kościół. Tak jak tą kobietę co się tu wczoraj kręciła. Tylko ona ominęła mój dom. No ale każdy go omija. Jednak mimo to ja mam swoje sposoby żeby się dowiedzieć w jakim celu, ktoś tu przybywa. - Ja, jak widać, nie ominąłem pani domu. - Rzeczywiście - kobieta przyjrzała się Tomaszowi. - To dobrze akurat o panu świadczy. Ludzie to mają teraz za dobrze. Żyją w tym całym swoim luksusie i w głowie im się nie mieści, że ktoś może mieszkać w takiej ruderze. No ale przecież nie po to tu przyszedłeś, żeby słuchać wywodów starej wariatki. - Tak jak pani zgadła chciałem wypytać panią o ten kościół - przyznał Tomasz. - Ale może na początek powie mi pani coś o sobie. Kim jest? - Tak jak powiedziałam jestem starą wariatką. Mężczyzna spojrzał na staruszkę. - Proszę tak o sobie nie mówić. - Kiedy to prawda - zachichotała kobieta. - No dobra pytaj o co chcesz, ale stawiam jeden warunek. Tomasz spojrzał zaskoczony na kobietę. - Nie bój się to żadna wygórowana prośba. Po prostu była bym szczęśliwa gdybyś, kiedy już skończymy cały ten wywiad, posiedział jeszcze i chwile porozmawiał ze mną. O niczym konkretnym, po prostu, żebyś poświecił starej wariatce kilka minut. - Oczywiście, że zostanę - obiecał i wyjął z kieszeni notes.

***

- Ha! Znów cię wyrolował! - mężczyzna, z lekką nadwagą, podał Katarzynie rachunek. - Wiesz co Mateusz - kobieta zrobiła groźną minę. - on się kiedyś doigra. Po prostu go kiedyś zabije (wypowiadając te słowa nie miała pojęcia, że były one prorocze...). - Co tym razem wymyślił ten cwaniaczek? - Mateusz wziął od Katarzyny wyliczoną sumę pieniędzy za posiłek. - A gdzie napiwek? - Wiesz co robisz się wredny - kobieta udała oburzenie. - Ty wiesz ile teraz zarabia archeolog? - grosze, a po za tym już od trzech dni karmię tego darmozjada. Gdzie się podziali ci dżentelmeni. - Podobno usłyszeli o feministkach i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%