Kultura · 6 min czytania
Domek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Las był ciemnym miejscem, nieprzeniknioną krainą i nie mogła wiedzieć co ją spotka kiedy tam wejdzie. Ale musiała przejść ten odcinek drogi tak samo jak wszystkie pozostałe. Nie było odwrotu, śpieszyła się. Ścieżka która szła znikała parę metrów przed nią, zwolniła trochę kiedy mijała pierwsze drzewa. Wydawały się żywe. Piękne, ogromne sosny stały cicho, nieruchomo przyglądając sie jej krokom w ciemnościach. Znała tą ścieżkę i była niemal pewna że sobie poradzi, to w końcu nie jest daleko. Ale nigdy nie szła tędy w nocy bez latarki. Każdy następny krok to ryzyko, przecież nie widzi nic, a na drodze może być korzeń, może się zgubić. Czy wogóle trzyma się ścieżki? Słyszała tylko delikatny szelest górnych liści rosnących tu brzóz i swój własny niespokojny oddech. Rękami wyciągniętymi przed siebie próbowała dotknąć powietrza przed sobą, chciała zobaczyć nimi drogę. Ale nie mogła. Dotknęła czegoś i sie zatrzymała, serce zabiło mocniej. Ale po chwili zrozumiała, że to pień drzewa, tylko chropowata kora i ten znajomy zapach. Zeszła ze ścieżki. W którą stronę teraz ma iść. Pójdę w lewo -pomyślała. Szła wolniej, żeby się nie pomylić, ale niestety znowu dotknęła stojącego tam drzewa. Spóźnię się, nie nie mogę się spóźnić -myślała coraz bardziej zdenerwowana. Przyśpieszyła trochę, tym razem skręcając trochę w prawo. Szła przez minutę nie dotykając niczego. Jak długo chodzę tą ścieżką w dzień, najwyżej dziesięć minut, musi mi się udać, nie mogę teraz zabłądzić. Przecież to tak ważne, czuję co się dzieje z moim ciałem. Dotknęła czegoś, ale to nie był pień drzewa. Niemal krzyknęła z przerażenia. Odsunęła ręce i skuliła się w sobie. Nie słyszała nic nowego, cisza przetykana szumem drzew i pohukiwaniem puszczyka, jej własny oddech i nic więcej. Ale co to było, to czego dotknęła, coś w odległości jej ramion. Podniosła powoli rękę i dotknęła jeszcze raz, czegoś płaskiego, zimnego i obcego w tym miejscu. Musiałam się bardzo zgubić, to chyba jest ściana. Dotykając ściany szła w lewo, jak się skończyła, to skręciła i szła dalej, aż trafiła na framugę i drzwi. Gdzie ja jestem, co to za miejsce? Otworzyła drzwi i weszła do środka. W ciemnościach przeszła przez izbę i znalazła stół, na nim stała świeca i zapałki. Zapaliła świecę i już miała wyjść kiedy poczuła skurcz połączony z bólem. Tylko że tym razem ból był tak wielki, że straciła oddech. Po chwili będącej wiecznością skurcz minął. Wyszła ze świecą na zewnątrz ale nie przeszła daleko kiedy płomień zgasł. Musze wrócić po zapałki -pomyślała. Kolejny skurcz był silniejszy od poprzedniego. Klęknęla i oddychała szybko żeby chociaż trochę przestało boleć, ale nic nie pomagało. Jak się skończył wstała i wróciła po omacku do chatki pośrodku lasu. Zanim jednak odnalazła stół, kolejny raz upadła na kolana oddychając…