Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 5 min czytania

Domek z kart

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Miałam dwadzieścia cztery lata, trzy miesiące i dwadzieścia dwa dni kiedy znów pojawił się w progu moich drzwi, burząc całe moje poukładane niczym domek z kart, życie. A życie w tamtych czasach miałam idealne. Ciepła posadka w ZUSie, mieszkanie z tanim czynszem i przemiłym sąsiadem, który pukał do moich drzwi przynajmniej raz w tygodniu bez konkretnego powodu i przyczyny, chyba tylko ze zwykłą chęcią popukania. No i Marek oczywiście. Facet idealny. Stabilny, czuły, z białymi różami w ręku nie rzadziej niż raz w miesiącu. Pracował wtedy w Allegro i zarabiał trzy razy więcej niż ja w moim dziale do wyliczania emerytur. W sumie myślę, że zarabiał nawet więcej niż mój kierownik, który cierpiał na stany lękowe, od czasu kiedy ludzie z Inkubatora przyprowadzili na wycieczkę zusoznawczą młodych przedsiębiorców, którym ktoś miał wytłumaczyć jak to u nas wszystko sprawnie działa. Stanął w tym pieprzonym progu moich zardzewiałych drzwi we wtorkowy wieczór, akurat wtedy, kiedy oglądałam dziesiąty odcinek piątego sezonu „Supernatural”, w którym to zabito moją ulubioną bohaterkę. Tak więc w momencie, w którym zadzwonił dzwonek, byłam nieziemsko zła na cały świat za to, że scenarzysta posłał ją do piachu. Był środek zimy a on wyglądał jakby spędził ostatnie dwa miesiące budując domki dla polskich misjonarzy w Środowej Afryce. Z twarzy przeniosłam wzrok na jego dłonie. Oczy Demona. Tak zapewne świecą oczy demona, jeśli on oczywiście istnieje. Dokładnie tak jak obrączka na serdecznym palcu jego prawej ręki. Złoto z którego została zrobiona kłuło mnie po oczach niemiłosiernie i mimo, że starałam się jak mogłam, nie potrafiłam oderwać od tej dłoni wzroku. A obrączka cały czas tam była. Nie znikła, nie przyśniła mi się, nie uleciała w kosmos, po prostu cały czas spokojnie spoczywała na pieprzonym serdecznym palcu jego prawej ręki. I raziła jak promienie słoneczne o dwunastej w południe. Z powrotem spojrzałam na jego twarz. Tak dla odmiany. Zamiast w niekontrolowany sposób wlepiać ślepia w jego dłoń. - Cześć młoda – powiedział jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby przez ten cały czas nie wyrósł między nami dwudziestometrowy mur grubości mojego tyłka za czasów gimnazjalnych. Patrzyłam na niego jak bym zobaczyła ducha i szczerze powiedziawszy miałam szczerą nadzieje, że takowego właśnie widziałam. W końcu z

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Domek z kart — czytnik · opowiadania