Inne · 5 min czytania
Dramat
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Spontaniczne pocałunki znalazły cel swój wielki Miłością zalały oczy, serca natchnął sen miękki Przyjaciółmi byliśmy kochankami się staliśmy Gdy byliśmy razem niczego się nie baliśmy Dusze nasze wcześniej chore obudziły się z koszmaru Uczucie pokazało, drogę na nowo obraną według tego czaru Namiętność święta, połączyła nasze drogi Nie straszny nam już smutek długi i złowrogi Pobrać się mieliśmy samotność w piekle zostawić Błogosławione myśli kazały śmierci się nie bać ale ją zgładzić. Czasami nawet bardzo długo leżeliśmy na polu nocą Obserwowaliśmy gwiazdy obdarowani ich mocą Nagimi słowami dotykaliśmy ciał naszych Wyrzekliśmy się zła, zdarzeń najkrwawszych. Nie świadomi co rozłączyć nas może Chorobą okryła śmiertelników mara Proszę pomóż mi Boże Chusta od łez smutku szara.
Wartość umarła Uczucia przeminęły Chaos ogarnia Myśli odfrunęły
Obudziłem się w środku trumny wyścielonej czerwieniom Odbicie swe w lustrze zobaczyłem jak oczy gniewem się mienią Twarz moja wyniszczona przez smutki, choroby męki, Blada i kolczasta jak róża z mojej ręki. Jak długo śniłem snem tym obfitym Przez, wieki, tysiąclecia Koszmarem, śmierci ręką wyrytym Ostatni kruk z cmentarza odleciał. Wyszedłem z ziemi zdecydowany Otoczony myślami zwariowany Mgła jak gaz rozpuszczona W kałuży twarz oszpecona W obłokach nagrobków jej imion szukam Nie znalazłem, ukochanej W alei śmierci pochowanej Na ziemi mały żołnierzyk ołowiany Rozbity na części, zmaltretowany
Wartość umarła Uczucia przeminęły Chaos ogarnia Myśli odfrunęły
Część 22 / 2
Stoję przy marze wyimaginowanej Wielkiej kamienicy obdrapanej Gdzie setki okien ciemnością zalane Tylko jedne w sercu spamiętane Mróz w przeniknął me ciało Adrenalina uniosła Serce zabiło Gdy zajrzałem do jej okna. Mrok w oczy me zapadł Odwaga za cieniem się schowała Okiennice moc piekielna rozerwała Bukiet róż krwistych leżał na stole A przy nim notka owalna a w niej dziwne symbole Łez ciepłych jeszcze gromada Na poduszce przesiąknięta jej wonią Me ślepia przesiąkły płaczem i agonią Gdy przypomniałem radości chwile Na kolana padłem i rękami głowę nakryłem
Wartość umarła Uczucia przeminęły Chaos ogarnia Myśli odfrunęły
Zrezygnowany na plac cmentarny wracałem Ku zaskoczeniu oczu tu ją zastałem Zadrżały nagie wargi moje Odrzucenia tego się boje…