Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 12 min czytania

Drapieżnik cz. I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I

-Wstań natychmiast! Co Ty sobie myślisz, co? Taki mądry jesteś? Za drzwi! Za drzwi, już! – nauczycielka krzyczała wniebogłosy. Jej wrzask roznosił się po całym budynku. Nawet ptaki, które do tej pory siedziały spokojnie na drzewie w pobliżu budynku, teraz zerwały się w panice. Aras siedział spokojnie i nawet nie myślał słuchać tej szalejącej, podstarzałej wiedźmy. Rysował w zeszycie kolejny obraz przedstawiający padlinożerne ptaki rozszarpujące ciało jakiegoś umrzyka. Niemal na każdej kartce widniały podobne rysunki. Wszystkie namalowane ołówkiem, następnie mocno rozmazane we wszystkich kierunkach palcem. -Wynooooooś się! – wrzeszczała dalej kobieta. Stała już nad Arasem gotowa rzucić się na niego, gdyby ten po raz kolejny odwrócił głowę w przeciwnym do niej kierunku. Zirytowany chłopak zamknął zeszyt energicznym ruchem, spojrzał w oczy nauczycielce z całą nienawiścią, jaką ona w nim wzbudzała, poczym wstał i dumnym, powolnym krokiem wyszedł z sali.

Usiadł pod drzewem w pobliskim parku i palił papierosa, kiedy podszedł do niego Salim. -Nagrabisz sobie kiedyś. Wiesz, że musimy skończyć tę szkołę, jeśli chcemy stanąć na własnych nogach. – powiedział szorstko i usiadł obok. -Nie mogę, rozumiesz? Ja po prostu nie wyrabiam z tą babą. Zresztą, czemu Ty się tym martwisz? Masz rewelacyjne wyniki, Ciebie nie ruszą. Najwyżej mnie wywalą. -A chrzań się z takim gadaniem! Jak Ciebie wywalą, to z kim ja tutaj będę gadał? Z kim polował? Tylko z Tobą umiem się dogadać. -Tak... prawda... -No więc? Odpuścisz sobie? -Nie... Uciekaj ze mną... – odpowiedział Aras z tajemniczym uśmiechem. -Zgłupiałeś? Gdzie Ty chcesz uciekać? -Do ludzi... – odparł po chwili namysłu. -Do... ludzi? – Salim nie mógł w to uwierzyć – pięć lat uczysz się w tej budzie jak najlepiej się nimi żywić... a teraz chcesz do nich uciekać? -Tak.

II

Noc już była ciemna, kiedy stanęli na szczycie oddzielającym ich osadę od ludzi. Salim nadal nie mógł uwierzyć w to, co robią. To było zbyt niezwykłe. Do tej pory łapali jedynie tych ludzi, którzy w swej naiwnej naturze przedostawali się przez góry w poszukiwaniu przygód. Zabawne, że tych idiotów nigdy nie zainteresowało, że nikt z takich wypraw nie wrócił. Bo młodzi musieli się na kimś uczyć. Ten system panował już od wieków. Wykształcony, doświadczony wampir polował sam, poruszał się po całym świecie. Ale młodzi, do uzyskania dyplomu, tylko od czasu do czasu dostawali szansę zasmakowania krwi. Nie potrzebowali jej do życia. Robili to z przyjemności. Starszyzna jednak nigdy nie pozwalała na nieodpowiedzialne zachowania, rodem z popularnych wśród ludzi filmów. Nie było mowy o atakowaniu każdego, kto się w danej chwili spodoba. Nie atakowano, gdy możliwe było nakrycie napastnika. A co najważniejsze, w trakcie nauki młody wampir nabywał umiejętności, którymi miał się już zawsze posługiwać w samodzielnej przyszłości: zmienianie wspomnień ofiary, bycie niewidzialnym, zmienianie się w zwierzęta... to tylko niektóre z przedmiotów, które należało zaliczyć w „Szkole Nieżycia”, aby stać się niezależnym. -A co jeśli nas rozpoznają? – martwił się Salim – Jeśli zdradzimy się jakimś szczegółem i będą chcieli nas zabić? -Hahaha! A niby czym? – śmiał się szczerze Aras – Czosnkiem? Krzyżykiem? Słońcem, czy wodą, nad którą jakiś jąkający się idiota wymamrotał swoja modlitwę? Przecież oni dalej wierzą w te rzeczy! Wystarczyło pogadać podczas snu do kilku pisarzy, a już cały świat uwierzył, że takie badziewie nas uśmierci. Zobaczysz, mój drogi, jeśli nawet ktoś nas pozna, jeśli się domyśli, zaatakuje Cię czosnkiem, pokropi wodą święconą i zabierze na spacer po parku w letni dzień! A kiedy się zorientuje, że nic Ci to nie robi – odpuści sobie! Bo żaden z nich nie zabije tak łatwo innego człowieka. Nie wbiją Ci kołka w serce, bo będą się bali, że zrobią krzywdę komuś niewinnemu; większość z nich i tak nie wierzy w nasze istnienie!

III

Wiele godzin chodzili po miasteczku, próbując znaleźć sobie jakieś odpowiednie miejsce do rozpoczęcia nowego życia. Chcieli udawać ludzi, żyć wśród nich. Chcieli też uczyć się samodzielnie. Rozwijać wszystkie swoje umiejętności w spokoju. Najpierw jednak musieli przez jakiś czas nie zwracać na siebie uwagi. Starszyzna mogła interweniować, gdyby doszły do nich jakieś pogłoski o niesubordynacji młodych. Należało więc w pierwszej kolejności znaleźć sobie jakieś miejsce. Wmówić ludziom, że przyjechali tu w konkretnym celu. Najłatwiejsze wydawało się udawanie cudem uratowanych podróżników, którzy z północy przeszli do oddzielonej górami doliny i tam zostali zaatakowani przez groźnych mieszkańców. W nocy uciekli od oprawców i przeszli przez góry w nadziei uratowania życia. Po całonocnym marszu wyglądali wystarczająco tragicznie, żeby bez trudu można było uwierzyć w ich historyjkę. Wtoczyli się do miasteczka, po czym upadli pod najbliższą karczmą, udając nieprzytomnych. Zgodnie z ich przewidywaniami, ludzie prędko zorientowali się, że chłopcy potrzebują pomocy. Zaniesiono ich do łóżek, ubrano w czyste, choć niezwykle proste stroje. Pod drzwiami czekały młode dziewczyny, gotowe w każdej chwili wołać domowników, gdyby obcy się obudzili. -A widzisz – szepnął Aras – są bardziej naiwni niż sądziłem! Nawet nie przypuszczają, że przyjęli pod swój dach najgroźniejszego drapieżnika. Równie dobrze mogliby sobie od razu strzelić w łeb. Życie ze mną pod jednym dachem, to tylko nieco wolniejsza śmierć. -Cyniczny gnojek! – wycedził przez zęby Salim. -A Ty, czego się złościsz? -Mieliśmy najpierw sami się wyszkolić. Przez kilka lat, dopóki nie osiągniemy wystarczającego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Drapieżnik cz. I — czytnik · opowiadania