Fantastyka · 19 min czytania
Dreamer
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Śniąca
-Kocham cię, maleńka. Złotowłose dziecko kurczowo trzymało się kolan matki. Słyszało jej przepełniony bólem głos. Nie rozumiało. Widziało puste spojrzenie czarnych jak węgiel oczu. Nie rozumiało. Czuło, że coś się zmieniło, że coś jeszcze się zmieni. Nie rozumiało.
***
Była samotna, tak samotna jak tylko człowiek potrafi. Mieszkała wraz z przyjacielem w dwu pokojowym mieszkaniu z kuchnią i łazienką. Pracowała rankiem w kwiaciarni, a popołudniami zajmowała się paniami Roksińskimi. Były to zjadliwe starsze damy o całkowicie różnych charakterach, lecz wielkim sercu i poczuciu humoru. Wieczory... Wieczorami także pracowała. Czasem nawet do trzeciej w nocy. Ale nie dlatego trudno jej było wstawać o 7.00 rano. Coś było nie tak.
***
Wstał zimny, rześki poranek. Ona nie. Leżała przez kwadrans, wpatrując się w bezczelne promienie słońca przedostające się przez ciemnobordowe kotary i oświetlające jej bose stopy. Bartek popisał się równym tupetem, wparowując do pokoju i zgrabnie podnosząc ją z łóżka. Była tak zaskoczona kiedy ją przerzucał przez ramię, że nawet się nie broniła (zresztą i tak nie miałoby to znaczenia przy jego posturze). Otrzeźwiała dopiero wtedy, gdy wrzucił ją do wanny pełnej wody. Parskając układała w myśli wiązankę najgorszych epitetów (w obrębie trzech języków obcych), którymi zamierzała go obrzucić. -Śmiiiiinguuuuuus Dyngus! -krzyknął, uśmiechając się łobuzersko. Widząc jednak jej zabójczy wzrok taktownie wycofał się z łazienki (zwiał w podskokach głupio chichocząc). Miał 25 lat, lecz dalej zachowywał się jak gówniarz (co oznaczało, że świetnie się dogadywali). Niczym burza, z groźnymi pomrukami wstawała z wanny, a z jej rozpuszczonych włosów i przyklejonej do ciała cienkiej piżamy spływała woda (taka zimna i mokra). Już sięgała po ręcznik z frotte, gdy jej wzrok zatrzymał się na dużym wiadrze od bielizny. Uśmiechała się szeroko, napełniając wiadro. W końcu był jej przyjacielem, była mu to winna.
Część 22 / 2
***
-Będziesz? -Gdzie? Aleksandra miała niezadowoloną minę nr 5. -W klubie, młotku. Co z tobą? Śpisz? Chciała odpowiedzieć, że właściwie to tak, bo Aleksandra nie była interesującą rozmówczynią, ale powstrzymała się przed tą uwagą. W końcu nie mogła być aż tak szczera (co większość uznawała za przejaw chamstwa, a nie uczciwej natury) dla jednej z nielicznych dziewczyn, które z nią potrafiły wytrzymać. -Dolej tym fiołkom wody, lubią wilgoć -odpowiedziała wymijająco. Aleksandra zręcznie nawodniła kwiaty, przy okazji przesuwając niskie donice na jasno oświetlone parapety. -To pracujesz dziś czy nie? -Hmm? Dziewczyna gwałtownie postawiła konewkę, rozlewając przy tym trochę wody, i oparła dłonie na biodrach w wojowniczej pozie. -Weroniko Anders! Zaraz stracę cierpliwość! -Dobra, dobra -Weronika zeskoczyła z lady i przeciągnęła się po kociemu -O 20.00 jest zmiana. Ten pantoflarz ma pewnie jakąś rocznicę ze swoją heterą, bo błagał mnie przez telefon z dobry kwadrans. -Ale przecież dzisiaj... -zaczęła Aleksandra, lecz Wera tylko machnęła ręką, że wie o co chodzi. -Ta, wejściówki są po stówkę, więc wiary będzie "w sam raz" i to nie byle jakiej. -Aaaa no właśnie, bo widzisz... Wiedziała do czego zmierzała koleżanka, domyśliła się tego już wcześniej. -Wisisz mi jeszcze za ostatni wjazd. -przypomniała jej cierpko. Tym razem była to mina nr 8, tzw. "niepocieszona". Weronika była, delikatnie mówiąc, gruboskórna, gdy chodziło o uczucia znajomych, więc spanielowaty wyraz oczu blondynki spłynął po niej jak woda po kaczce. -Proooooszę! -jęknęła koleżanka -Prooooooszę! -To tylko jeden z tych komercyjnych zespołów jakich w USA jest na pęki, nie wiem czemu tak ci zależy. -zerknęła na Aleksandrę i nagle ją objawiło. -Nie mów, że Michał tam będzie... Aleksandra zarumieniła się jak gówniarz na widok cycek i powoli potaknęła głową. -Chyba sobie żartujesz... -a że objawienia lubią wpadać na ludzi parami, dostąpiła kolejnego -Nie mów, że Jarek też... Dziewczyna musiała by być godną miana wszystkich żartów o blondynkach reprezentantką, gdyby nie wykorzystała tej furtki. -Obiecuję, że odciągnę go od ciebie! Nie zbliży się do baru na mniej niż trzy metry! Wera milczała chwilę, trawiąc tę informację. -Jak kłamiesz, to ci kark skręcę -obiecała poważnie, a uradowana koleżanka zarzuciła jej ręce na szyję. -Jesteś cudowna! Zobaczysz, że Jarek nawet cię nie zauważy! W pełni szczęścia odskikała na zaplecze. Weronika westchnęła ciężko i z rezygnacją przesunęła bratki w zacienione miejsce, wycierając przy okazji wodę kawałkiem fartucha.
***
To zdecydowanie był jeden z TYCH zespołów. Od wysmarowanych brylantyną i samoopalaczami grajków aż tchnęło samouwielbieniem i bufonadą. Z cierpliwym uśmiechem jakim obdarza się niezbyt rozgarnięte przedszkolaki, słuchała ich przechwałek i nadętych uwag. Chociaż zwykle tylko luźno przestrzegała regulaminu, tym razem założyła służbowy uniform na który składała się czarna koszula, spodnie i oczywiście dyskretna złota plakietka informująca wszem i wobec, iż jest barmanką o imieniu Magda (z tej tylko racji, iż wszystkie barmanki miały identyczne plakietki z imieniem Magda, by nie wpędzać szefa w zakłopotanie jego sklerozą). Z jednej strony było to głupie i kłopotliwe, z drugiej zaś... -To co, umówimy się? Spojrzała na zadufanego łebka, który miał nieświadome zapędy samobójcze. -Wiesz, nie mogę teraz rozmawiać... -udała słodką idiotkę -Jutro nie pracuję, ale jak zapytasz barmana o mój numer telefonu -(tu trąciła palcem plakietkę) -to na pewno... Zatrzepotała rzęsami nie dokańczając zdania. Uśmiechał się jak myśliwy po udanym polowaniu przez co ledwo zdołała się powstrzymać przed wybuchem śmiechu. Wysoce prawdopodobne, że jej próby spaliły by na panewce, gdyby nie wołanie jego towarzyszy i pojawienie się sporej ilości gości, co skutecznie odciągnęło i jej i jego uwagę. -Powiedzieć barmanowi, by trzymał język za zębami. -zanotowała sobie w myśli. Zdążyła nawet podać kilka niezbyt egzotycznych drinków, nim w końcu usłyszała nieuniknione słowa. -Hej, laska. Zaciskając zęby w wymuszonym skrzywieniu twarzy które popularnie zwano uprzejmym zaskoczeniem, odwróciła się w stronę głosu. Stał tam jak Bambi pośród wilków, dzielnie udając luzaka. -Cześć Jarek. Coś podać? -Szkocką z lodem. -powiedział siląc się na niedbałość. Uratowała go Aleksandra. -Jarek, Michał cię prosił -wskazała dłonią uzbrojoną w bajecznie kolorowe tipsy i stos bransoletek w stronę zaplecza sceny. -Po co? -Jakiś problem ze sprzętem -odpowiedziała szybko, zerkając niepewnie na barmankę. Ociągając się wstał ze stołka i mruknąwszy coś niewyraźnie na temat zdolności technicznych boysband'u pomaszerował posłusznie we wskazane miejsce. Weronika zlustrowała krytycznie prawie nagą koleżankę. -Mój strój kąpielowy ma więcej materiału niż ta twoja sukienka. Aleksandra z dumą zaprezentowała swoje idealne ciało, okręcając się wolno wokół własnej osi. -A te szpilki to mi jakieś znajome... -I tak ich prawie nie nosisz, a to na jeden wieczór... Poza tym pasowały do sukienki. Weronika bez słowa, za to ze znaczącym spojrzeniem, odeszła w stronę klientów. Co by nie było, Aleksandra dotrzymała słowa. 'Magda' mogła spokojnie pracować, mieszając alkohole, podczas gdy Tomek, drugi barman, inkasował pieniądze, tylko od czasu do czasu podając drinki. Wykonawcy wydzierali się na scenie, udowadniając tym samym, iż nie są dnem Adriatyku. Przynajmniej nie totalnym. Było już lekko po drugiej, więc zaczęli grać wolniejsze kawałki. I wtedy zobaczyła Jego. Musiał siedzieć tu już chwilę, bo kończył pić. Zwróciła na niego uwagę, bo w przeciwieństwie do reszty towarzystwa, zdawał się siedzieć tu jak za karę. Miała wprawę w ocenianiu stanu konta klienteli. Nie należał do zamożnych. Wyglądał jak ktoś kto mimo młodego wieku, ma już kilka lotnisk, sieci restauracji, itd. -Coś podać? -zapytała, a on oderwał wzrok od denka pustej szklanki. Zaskoczył ją. Myślała, że jest już na lekkim rauszu, lecz o dziwo był całkowicie trzeźwy. I to jego spojrzenie czarnych jak blat oczu, przenikliwe, ostre... Miłe ciarki przetuptały po jej kręgosłupie. -Nic. -głos także miał jak z romansów, przyjemnie szorstki i tak... męski. Czuła, że serce bije jej szybciej, a żołądek zwija się w supeł. Nie było powodu dla którego miała by dłużej stać w tym miejscu, więc chwyciła za butelkę cytrynowego likieru i podeszła w stronę shakerów. Nie patrzyła na burżuja, lecz czuła, że się jej przygląda. Czuła również lekki mętlik w głowie. Fachowo i co ważniejsze szybko, nalała do mieszacza wódki, likieru i gęstego soku pomarańczowego (wszystko w starannie wyliczonych proporcjach). Ta noc nie zapowiadała się najgorzej...
***
Ból głowy - to pierwsze co poczuła, odzyskując świadomość. -Weronika? Zamrugała. Zamazany obraz czarnookiego mężczyzny mignął jej przed oczyma i natychmiast zaległ na dnie pamięci. -Co? -jej głos wydawał się jej obcy. Obcy... -Dobrze się czujesz? Ładnie zabalowałaś wczoraj... -pochylający się nad nią chłopak miał co najwyżej 25 lat. Bartek mówił coś entuzjastycznie, ale przestała słuchać już na początku. -Joanna... Joanna... Joanna... -łomotało jej w głowie. -JAKA JOANNA?!! -miała ochotę wykrzyknąć, ale przemożna suchość w gardle nie dała cienia nadziei na chociażby wyraźny szept. Czuła jak silne ramiona pomagają jej wstać. Chciała je odtrącić w pierwszej chwili, sama nie wiedząc czemu. -"...it drives me mad, going on in my head..." -słyszała muzykę w tle. Jakim tle? Wszystko wirowało, rozpływało się na krawędziach. -Niech no tylko Aleksandra się dowie... -Aleksandra...…