Fantastyka · 11 min czytania
Drewniana Dziewczyna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Biegnij, Em, biegnij.
Powtarzałam to sobie bez końca. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, przez co wpadałam co chwila na okoliczne drzewa i potykałam się o wystające kamienie. Wykręcone kostki musiałam na nowo nastawiać i człapiąc dalej podrywałam się znów do morderczego biegu. Nie czułam zmęczenia, ale czułam strach.
Byłam tylko lalką stworzoną przez szalonego człowieka. Obsesyjnie starającego się przywrócić do życia własną córkę.
Biegnąc spoglądam na swoje ręce. Wyglądają jak prawdziwe. Dzieło jednego z najzdolniejszych rzeźbiarzy tego świata. Ich biały kolor przypomina mleko, które piłam będąc małą dziewczynką. Czy to na pewno byłam ja? Czy te wspomnienia były jedynie częścią iluzji stworzoną przez starca, który zawzięcie starał się wskrzesić swoją zmarłą córkę?
W głowie zakodowane mam przeróżne obrazy i myśli. Teraz przypominam sobie jak biegłam, by dogonić szkolny autobus.
Biegnij, Em, biegnij.
Ale teraz nie gonię niczego ani nikogo. Uciekam. Jestem zwierzyną. Dziwolągiem, na którego poluje całe miasto. Jestem potworem, nieudanym eksperymentem, martwą skorupą dziecka, które powinno teraz spoczywać w spokoju. Zamiast tego jej prochy zostały pomieszane z drewnem i drutami oplatającymi mnie w całość. Nie jestem nawet żywa. Jestem hybrydą, która nie powinna była powstać.
Czuję jednak emocje. Mam wspomnienia. W mojej klatce piersiowej nie bije serce, a w głowie nie ma mózgu, a jednak wciąż myślę, przetwarzam, kalkuluję. I cholernie się boję.
Część 22 / 3
Odwracam się i po chwili potykam o wystający korzeń drzewa. Nie wiedzieć czemu, w mojej głowie momentalnie pojawia się obraz całego pnia w pełnej okazałości. Dąb pokryty grubą warstwą śniegu. Wielki, potężny, nieugięty. Stary i mądry. Jego gałęzie pamiętają więcej niż całe archiwa ludzkie.
Powoli się podnoszę. Zewsząd słyszę głosy, widzę snopy latarek przeszukujące okolicę. Słychać nawet powarkiwania psów. Zabrali zwierzęta, by odnaleźć drewnianą dziewczynę. Czym dla nich mogę być? Dużym patykiem, za którym będą mogły aportować? Bez sensu.
Patrzę na moją prawą nogę. Jest obrócona o sto osiemdziesiąt stopni. Chwytam ją oburącz i nastawiam tak, jak ludzie nastawiają sobie kości po złamaniach. W porównaniu do nich, nie czuję jednak bólu. A mój strach powoli przeradza się w gniew.
Jak on mi mógł to zrobić? Za kogo się miał? Za Boga? Kto dał mu prawo próby wskrzeszania kogoś, kto już raz zmarł? I dlaczego w takiej formie? Co chciał osiągnąć, jaki był jego chory plan?
Biegnij, Em, Biegnij.
Zaczyna padać śnieg. Płatki delikatnie osiadają na mojej twarzy. Czuję jak zamieniają się w krople wody i przenikają przez moją drewnianą powierzchnię. Moją skórę. Woda dodaje mi sił, chociaż namacalnie nie czuję żadnej różnicy. Czuję zbierającą się we mnie moc, choć moje nogi dalej pokracznie pędzą przed siebie, a dłonie bezwładnie zwisają po bokach. Drewniana dziewczyna uciekająca przed nieuniknionym końcem.
Po co to wszystko? Dlaczego w ogóle uciekam? I tak mnie w końcu znajdą, złapią i spalą. Jestem dla nich wynaturzeniem, obcością, której nigdy nie zaakceptują. Co ja sama chcę osiągnąć? Myślę, że uda mi się gdzieś uciec? Znaleźć schronienie? Jak będę żyła?
Część 33 / 3
Zwalniam i patrzę wokół siebie. Czuję jak cała okolica pulsuje. Wszystkie drzewa wokół mnie odwróciły swoje niewidzialne oczy w moją stronę. Obserwują mnie, są zaciekawione. Ich gałęzie poruszają się lekko na wietrze, a ja wiem, że czekają tylko na okazję, by móc mnie chociaż dotknąć i poczuć. Pożądają mnie, choć nie mogą ruszyć się z miejsca. Jestem tym, o czym one zawsze marzyły. Jestem uosobieniem enta, chodzącym drzewem. Jestem Em, drewnianą dziewczyną. Ich myśli są inne od ludzkich. Myślą wspólnie, choć są indywidualistami. Ich wspomnienia łączą się w jedną długą historię, pieśń połączoną wspólnym rytmem, choć wybijanym przez inne instrumenty. Jest w tym coś zagadkowego i pięknego. Przez chwilę czuję nawet, że jestem jedną z nich, a pusty odgłos mojego skrzypienia, gdy robię małe kroki łączy się razem z odgłosem pozostałych liści i gałęzi.
Nie jestem jednak zwykłym drzewem. Tak samo jak nie jestem człowiekiem. Jestem czymś więcej. I dopiero stojąc tutaj zdaję sobie z tego sprawę.
Głosy nasilają się. Teraz jestem już przekonana, że ucieczka nie wchodzi w drogę. Z każdej strony pojawiają się dziesiątki świateł. Słyszę, o czym rozmawiają. Są przerażeni, bardziej niż ja.
Zajmuje mi to chwilę, ale teraz jestem już tego pewna. Nie boję się tego, co ma się stać. Wiem, co za chwilę nastąpi. Nie będzie to przyjemne, ale przynajmniej szybko minie. Raz, dwa i z głowy. I znów będę wolna.
Podchodzę do najbliższego drzewa i dotykam delikatnie jego korzeni. Moje szczupłe blade palce suną gładko po powierzchni. Czuję ich ekscytację. Można powiedzieć, że jest w tym coś nieprzyzwoitego, chociaż drzewo stoi tak jak stało i nie daje po sobie niczego poznać. Chęć wyrwania się z ziemi i biegnięcia, nawet tak pokracznego jak to w moim wykonaniu, jest silna. Nie jestem tu jednak po to, by dać im nadzieję.
Dotykając korzeni drzewa, udaje mi się w ciągu ułamka sekundy znaleźć wszystkie podziemne połączenia korzeni w okolicy. Wiem, że szuka mnie obecnie blisko dwieście osób, a wśród nich znajduje się też dwadzieścia psów. Większość z nich ma latarki. Weszli na teren lasu po godzinie piętnastej, więc szybko zaczęło robić się ciemno. Mają też sobie pistolety i karabiny. A dwójka z nich taszczy ze sobą miotacze ognia.
Wszyscy mają zapałki lub zapalniczki. Część…