Filozofia · 3 min czytania
Droga
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Świat otaczający mnie zdaje się być dziwnie pulsujący. Jakbym szedł tą drogą do mrocznej wyroczni po raz kolejny. Jakbym nie miał wyjścia. Każdy kolejny krok syczy podnosząc krople z podeszew. A w sznurówkach wzniecone fale ponad kostkowych napięć materiału formują coś na wzór metafory strachu. Nie wiem jak długo idę już tym korytarzem. Droga do mrocznej wyroczni zdaje się być wieczna. Światło seledynowych latarni tworzy łuki euforycznych okrzyków motylich skrzydeł. Chciałem kiedyś złapać jedną taką zatrzymaną wiązkę w locie. Nie zdążyła uciec. Wtuliła mi się w dłoń do samego dna. Mam wrażenie, że teraz gdzieś błądzi w korytarzach moich żył. Każde echo twoich szeptów odbija się ode mnie. Bo na tej drodze do mrocznej wyroczni nie mogę nic słyszeć. Mimo to dałbym dużo by zrozumieć krzyki twojej skóry. Albo chociaż śpiew twoich rozkołysanych włosów. A tam gdzie stulone palce wyplotły sobie nieziemski kościół, uznałbym tą świątynię za tytanowy obraz ideału. Na tej drodze jednak są zasady. Nie pamiętam już po co tutaj przyszedłem i kim byłem przedtem. Droga do wyroczni musiała mnie przywołać. Syrenim sopranem wyrwała mi wole. I z zatopionych okrętów puszek i żaglowców…