Podróże · 7 min czytania
Droga do... domu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mało istotna trasa. Mało istotna jakość podróży. Pewna Pani... Jechała do tego samego miasteczka, co ja. Siedziała na wprost mnie. Z początku myślałam, że podróżuje z otyłą Panią, która siedziała obok mnie. Z czasem jednak okazało się, że owa Pani podróżuje sama. Na oko miała jakieś 95 lat. Ale w tym wieku granica błędu może się wahać o 10 lat, więc równie dobrze mogła mieć 85 jak i 105, co wcale by mnie nie zdziwiło. Ubrana w długi czarny płaszcz wykończony futerkiem i futrzaną szarą czapę, wyglądała jak przedwojenna rosyjska księżna. Pełne dostojeństwo... z zapadniętymi oczami. Wzrok z początku miała utkwiony w podłogę. Wydawało mi się, że jest zamyślona. Jednak gdy spojrzała na mnie Jej wzrok okazał się być zupełnie pustym spojrzeniem starego człowieka. Szare, szkliste oczy, pod opadniętymi, jak wyobrażamy sobie u żółwia, powiekami, prócz pustki oddawały całą beznadzieję i bezradność tej starej kobiety. Myślałam, czy jest Jej wygodnie. Bezczelnie wpatrywałam się w Nią, gdy Ona swój wzrok kierowała ku podłodze. Chciałam zapamiętać jak najwięcej z tej kobiety. Sama nie wiem dlaczego... Dwa okruszki jedzenia na Jej twarzy, drganie mięśni policzkowych... Ręce schowane miała w pięknych skórzanych rękawicach. Dawno nie widziałam tak pięknie haftowanych rękawic. Czarne ze złotą nitką. Wyglądały na niewiele używane. Schludna spódnica z szarego tweedu i zimno-zielony sweter, taki jakie były modne 15 lat temu. Może właśnie wtedy dla Niej czas się zatrzymał? Zastanawiałam się jak wiele trzeba mieć w Jej wieku odwagi, by samemu udać się na pociąg i jechać gdzieś, pewnie ktoś Ją odbierze z dworca (nie myliłam się). Ale czy sama trafiła na dworzec w mieście, z którego pociąg odjeżdżał? A może ktoś Jej pomógł? Po kilkunastu minutach od wyruszenia pociągu, niesamowicie miła Pani konduktor zaczęła sprawdzać bilety. Rosyjska księżna zdjęła jedną rękawicę i z rozmachem wyciągnęła z kieszeni płaszcza starą, zabrudzoną chusteczkę do nosa i bilet. Chusteczka musiała być kiedyś biała z łososiowymi wzorami na obwódce, teraz jednak była bardzo poszarzała, wygnieciona i ze zbrązowiałymi szlakami. Podała bilet konduktorce. Ta sprawdziła i uspokoiła starą kobietę, że pomoże Jej wysiąść z wagonu i poda torby, a dokładniej stare, pamiętające pewnie jeszcze poprzedni wiek reklamówki. Wiekowa Pani chwyciła sprawdzony bilet w nieodzianą w rękawiczkę dłoń. Trzymała go przed dłuższą chwilę, po czym zaczęła próbować włożyć go do kieszeni płaszcza. Dwie, może trzy minuty później drgnęły Jej z bezsilności mięśnie podbródka. Uśmiechnęłam się do Niej i najwyraźniej jak tylko potrafiłam zapytałam: - Pomóc Pani schować bilet? - Pani, tu trzeba, w kieszeń. - Dobrze - uśmiechnęłam się do Niej. Wyciągnęłam z Jej sino-szaro-różowej zesztywniałej dłoni bilet i schowałam do kieszeni pięknego płaszcza. Podziękowała mi, a ja znów się do Niej uśmiechnęłam i speszona wyjrzałam za okno, za którym i tak, z powodu ciemności panującej już na dworze, nic nie widziałam. Jedynie jakieś światełka w oddali…