Western · 9 min czytania
Droga do El Paso - cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Droga do El Paso – Rozdział I
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Wiatr muskał sławne „biegacze stepowe” i przynosił krztuszące powietrze pełne piasku. Piaszczystą drogą jechał tajemniczy mężczyzna. Twarz jego skryta była pod czarną jak noc bandaną i ciemnym, dużym kapeluszem. Odziany był w długi płaszcz tegoż koloru, kamizelkę, jasną koszulę i starte dżinsy. Rewolwer u paska i porządny Winchester na plecach zdradzały, że nie jest on bynajmniej nieostrożnym podróżnikiem. Przystanął na chwilę, rozejrzał się wokół i pogalopował daleko przed siebie.
***
Słońce zupełnie zniknęło już za horyzontem. Samotny jeździec, przezornie pogalopował czym prędzej przed siebie by znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby bezpiecznie przeczekać noc. Szakale, pumy, kojoty, jadowite węże – to wszystko czeka na nieostrożnego podróżnika na tych nieprzyjaznych ziemiach. Wkrótce jeździec spostrzegł na horyzoncie miasteczko. Dziwił tylko brak jakichkolwiek zapalonych lamp. Zapalił pochodnię. Gdy zbliżył się do zabudowań, jego oczom ukazał się przygnębiający widok. Miasto zostało opuszczone przez swoich mieszkańców. Kilka dziur po kulach na ścianie budynku szeryfa wskazywały, że bynajmniej nie wynieśli się z własnej woli. W miarę jak podążał w głąb zabudowań, widok był coraz bardziej ponury. Ściany odrapane przez dzikie zwierzęta, smętnie wiszące, uszkodzone szyldy, wybite witryny, kilka kości. Jeździec zbliżył się do saloonu. W znajdującej się obok stajence uwiązał swojego konia i szczelnie zamknął, by nie weszły tam żadne zwierzęta. Dobył rewolweru, porządnego Schofielda. Wszedł do saloonu.
Wnętrze było opuszczone. Stoły i krzesła, leżały w nieładzie na podłodze. Ladę, podobnie jak wiele innych przedmiotów pokryła gruba warstwa kurzu. Jeździec ruszył do przodu. W rogu sali ujrzał kilka ogryzionych kości, i zaschniętą krew. Trudno było odgadnąć czy były ludzkie czy zwierzęce. Powoli i czujnie udał się po skrzypiących schodach na piętro. Pomieszczenia na górze również były opuszczone. Nieznajomy postanowił jednak wejść wyżej, na ostatnie z pięter. Uważał je za prawdopodobnie najbezpieczniejsze w budynku, w którym dzikie zwierzęta raczej go nie dopadną. Wszedł do pierwszego pokoju.
Pomieszczenie było opuszczone. Niegdyś było pewnie drogim pokojem, lecz skrzętnie pozbawiono je wszelkich, droższych sprzętów. Jeździec odsapnął. Przezornie wziął krzesło i podstawił pod drzwi. Wypił łyk whisky z podróżnej manierki. Rozejrzał się jeszcze raz po pokoju. Nie zostało w nim wiele oprócz dużej, starej szafy, stołu, kilku krzeseł i łóżka o zabrudzonej i zakurzonej pościeli. Wydawało się jednak bezpiecznym miejscem na spędzenie nocy. Jeździec odpiął pas z karabinem i oparł o ścianę. Samemu, z rewolwerem w ręku położył się spać…
Część 22 / 2
***
Panie, pobłogosław nas i te dary, które otrzymaliśmy z Twojej dobroci, przez Chrystusa, naszego Pana. Amen.
Niewielka izba. Cała rodzina zebrała się wokół stołu i odmówiła zwyczajową modlitwę. Dość proste potrawy, typowe dla farmerów nie świadczyły bynajmniej o przepychu mieszkańców tego domu. Rodzina zabrała się do jedzenia. Nagle usłyszeli czyjś głos i rżenie konia. Mieli gościa.
Cała rodzina nasłuchiwała w skupieniu. Ojciec spojrzał na wiszącego na ścianie Winchestera. Nie zdążył jednak po niego sięgnąć. Drzwi otworzyły się. Sposób ich otwarcia, mógł wiele powiedzieć o tajemniczym gościu. Nie trzasnęły z hukiem o ścianę, otwarte z gracją świadczyły o manierach przybysza. Rodzina zamarła ze strachu. W drzwiach pojawił się rosły, wysoki mężczyzna. Marsowa twarz, ukryta pod szerokim kapeluszem naznaczona była dużą blizną biegnącą przez cały, prawy policzek, sięgając niemal nosa. Ubrany w ciemną, skórzaną kamizelkę, jasną koszulą, spodniami z pasem pełnym nabojów, dwoma coltami i nożem nie wyglądał bynajmniej przyjaźnie. Podszedł w kierunku rodziny.
- Witaj przyjacielu. Czy pozwoliłbyś mi, dołączyć się i zjeść z tobą obiad? Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałem tę przyjemność. – nieznajomy uśmiechnął się
Ojciec skinął ręką, dobitnie…