Nauka · 5 min czytania
"Droga do Gwiazd"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dalsza część opowiadania...
**********************************************
Właśnie zakończyłam I protokół skoordynowanego leczenia podstawowego. Najgorsza nie jest może sama chemia bo już mam założoną tą cudowną port - rurkę i nie trzeba mnie ciągle kłuć. Niestety ale i ona nie obroniła mnie przed nakłuciami szpiku, nakłuciami lędźwiowymi połączonych z chemioterapią dokanałową, której wręcz nie znoszę. Najlepsza jest chemia doustna. A wiecie czemu? Bo to jest zwykła tabletka. Łykasz i po sprawie. Mówiłam Wam o tym? Bo już nawet nie pamiętam... - Fajnie, że zakończyłam pierwszy cykl chemii ale co z tego jak muszę leżeć w tej izolatce przy włączonych lampach wyjaławiających..? - marudziłam pod nosem. - Raczej nie musisz Kochanie. Właśnie przenosimy Ciebie na oddział ogólny, a jak już wyniki będą na tyle dobre to wrócisz na trochę do domku - usłyszałam głos lekarza i aż nie mogłam w to uwierzyć! Od początku mojej choroby zauważyłam coś niezwykłego w oczach mojej mamy... Ten błysk... Sama nie wiem jak go nazwać... Ten niezwykły błysk... - I co dalej? - odezwała się mama oczywiście z tym błyskiem i ufnością w głosie. - Proszę za mną. Porozmawiamy w gabinecie, a pielegniarka przeniesie Liliankę do innych dzieci. No tak, dorośli i ich tajemnice równa się wielka niewiadoma dla ich dzieci. - Będziesz tu koło Dominiki - wskazała mi łóżko pielęgniarka, a ja rozglądając się po sali zorientowałam się, że mam zbyt mało miejsca na moje wszystkie skarby, które dotychczas przechowywałam w izolatce. Teraz miałam tylko stolik nocny obok mojego łóżka i nic więcej. Kiedy mama wróciła do sali numer 6 gdzie mnie ulokowano, uśmiechnęła się do mnie i znowu mnie miło zaskoczyła bo powiedziała: - Teraz będzie już wszystko dobrze Liljanko... Sama nie wiem ale zaczęłam wtedy płakać i przytulając się do mamy odpowiedziałam: - Wiem... A usłyszałaś to co chcemy obie usłyszeć? - oderwałam głowę od jej ramienia. - To znaczy...? - zdziwiła się mama. - Remisja... - szepnęłam, a mama chyba była zaskoczona, że tak dużo wiem, że tak dużo rozumiem. - Aaa...remisja...no... - zaczęła się jąkać. - No możemy wejść w ten kolejny protokół? - zaskoczyłam ją ponownie. Mama zrobiła duże oczy z owego zdziwienia i szepneła z niedowierzaniem: - Czekamy na…