Medycyna · 6 min czytania
"Droga do Gwiazd"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dalsza część opowiadania...
****************************************
Od tej cudownej wiadomości o stuprocentowej remisji bardzo szybko płynął mi czas w szpitalu, dlatego, że zaprzyjaźniłam się z Dominiką. Ona podobnie tak jak ja choruje na białaczkę i jest starsza ode mnie o dwa lata. Interesuje ją szkicowanie i robi to naprawdę bardzo ładnie. - Wiesz, ja zawsze się zastanawiałam jak by to było gdyby nie to, że jesteśmy chore... - zagadnęła mnie któregoś popołudnia, kiedy leżeliśmy w łóżkach. Ja podpięta do kroplówki, ona też. - Na pewno by było inaczej. Chodziłybyśmy do szkoły, bawiłybyśmy się jak inne dzieci, a tak... - odparłam bez przekonania. - A tak mamy doświadczenie, których oni nie mają, a tak mamy siebie i niesamowitą przyjaźń, która może pokonać nawet takiego przeciwnika z, którym my się zmagamy... - wyszeptała, kierując wzrok w moją stronę. I miała rację. Przecież to my dostajemy te wszystkie cytostatyki, to nas pielęgniarki kłują a lekarze próbują wnieść w nasze życie coś cenniejszego niż niejedna rzecz - nadzieję. My to z Dominiką rozumiemy, rozumiemy niemal życie choć mamy dopiero po 10 i 12 lat.
Minął już tydzień, krótki szpitalny tydzień bo z Dominiką nie szło się nudzić. I wkońcu ta cudowna wiadomość: JADĘ DO DOMU!!! Moja mama nie ukrywała radości i podobnie jak ja postanowiła wycałować wszystkich w sali. Jeszcze tylko ubrać maseczkę na buzię, wsiąść do samochodu cioci i pomachać murom szpitala z, którymi żegnałam się na kilka dni. Może to dla niektórych byłoby mało ale dla mnie oznaczało to WIELKI, CUDOWNY, WSPANIAŁY TYDZIEŃ w gronie kochającej rodziny.
Oczywiście byłam dość słaba by chodzić o własnych siłach, gdyż organizm przez ostatnią dawkę chemii dostał w kość. Ale to nie było takie ważne, bo powitali mnie wszyscy wraz z... tatą, któremu udało się przyjechać wcześniej niż zapowiadał i kiedy tylko ciocia wniosła mnie na rękach do pokoju, przyniósł tort i postawił mi go na stole. Zaczęłam się tak cieszyć jak z niesamowitego, spełnionego marzenia... No bo to było marzenie, które się spełniało - jestem w domu wśród mamy i taty, babci i dziadka, cioci i wujków... To było takie cudowne niezapomniane uczucie. No i ten napis na drzwiach: LILIANKO WITAJ W DOMU!!! To wszystko powodowało, że marzenia stały się rzeczywistością. - No opowiadaj Kochana, co tam u Was słychać? - zagadnął dziadek moją mamę. - Liljanka ma przerwę w chemioterapii i za tydzień przechodzimy do protokołu "M". - uśmiechnęła się lekko do wszystkich. - Moglabyś tak po ludzku, niemedycznie, bo ja nie rozumiem... - zachichotała ciocia. - Tak, oczywiście... No więc są to "wlewy"... I wszyscy zaczeli się śmiać, włącznie ze mną.
Tego dnia dostałam tyle fajnych prezentów, tyle fajnych kartek z życzeniami powrotu do…