Fantastyka · 36 min czytania
Droga ku wolności cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
- Co to jest? - zapytał Paweł wskazując palcem na przedmiot leżący na stole. - Hm. - mruknął Jacek, który stojąc przy stole dokręcał właśnie śrubki do obudowy owego wynalazku - musiałbym przeprowadzić długi monolog, żebyś zrozumiał. - zaszczycił nastolatka przelotnym spojrzeniem - Jednak sprowadza się to wszystko do tego, że po skonstruowaniu należy włączyć nadajnik i zakopać to cudeńko do ziemi w umówionym miejscu. Są trzy takie miejsca w okolicy Krakowa. Tuż po wykonaniu tej czynności powinniśmy otrzymać to o czym napisałem w liście. - Hm. - Paweł był zdezorientowany. Wszystko zostało tak pogmatwane, że trudno było cokolwiek zrozumieć. - Nie bardzo rozumiem, powiedz na czym to wszystko polega. - Ach - syknął Jacek, który uderzył się kluczem w palec gdy ten ześlizgnął mu się ze śruby. - Dobra słuchaj, musisz myśleć ponadczasowo. Gdy zakopiemy to blaszane pudło z nadajnikiem przetrwa ono niezmienione do naszych czasów. Nie pytaj dlaczego, proszę. Potem dzięki wysyłanemu sygnałowi odkopią go nasi z centrum i będą w stanie wysłać o umówionej godzinie na określony dzień to o co tam poproszę. Wniosek jest taki, że dostaną taki sześćdziesięcioletni mail z możliwością odpisania do nadawcy z jego czasów. - Aha. Zrozumiałe. - Paweł pokiwał głową, choć nie był pewien, czy rozumiał to całkowicie. Odszedł od stołu i podszedł do okna. Znajdowali się w centrum Krakowa. Jeżeli wierzyć temu co mówił Jacek, zostali zakwaterowani przy ulicy Długiej, blisko rynku. Mieszkanie było na trzecim piętrze w odrestaurowanej kamienicy. Ulica nie wyróżniała się niczym szczególnym jak inne typowe miejskie promenady okresu międzywojennego. Obok drogi wznosiły się kilkupiętrowe kamienice, w większości liczące już sobie dobrych kilkanaście lat. Od rogu ulicy Długiej i Basztowej rozpoczynał się cały ciąg sklepików spożywczych, kwiaciarni, gdzieniegdzie można było znaleźć samotny kiosk ze świerzą, jeszcze polską, prasą. Latarnie rozświetlające mrok na tej alei rozmieszczone było co kilkanaście metrów na chodniku. Sięgały one prawie do połowy ich kamienicy. Nie widział tłumu ludzi, który zwykle tędy maszerował w kierunku rynku. Teraz zrobiło się naprawdę spokojnie. Co jakiś czas widział przechodnia, który zdenerwowanym i drętwym krokiem zmierzał w kierunku plantów. Oderwał wzrok od okna i postanowił dalej podpatrywać Jacka, gdy ten konstruował swoją "sondę czasową", jak powiedział na początku pracy. Natrafił wzrokiem na otwierające się drzwi do sąsiedniego pokoju. Pokój był niewielkich rozmiarów zważając na ograniczoną przestrzeń w mieszkaniu, służył głównie jako sypialnia. Dziewczyna wyszła pierwsza, za nią zrobił to Damian, cicho zamykając drzwi. - Nawet nie chce wiedzieć co tam robiliście. - powiedział Paweł obdarzając ich dziwnym spojrzeniem, gdy minęli się na środku pokoju. - Odczep się. Nie masz pojęcia co ona przeszła. - odpowiedział od razu - Na pewno porównywalnie tyle ile my... - Mylisz się i to bardzo. Nie chciałbyś być na jej miejscu. - Nie wiem, nie znam jej historii, nawet nie wiem jak ma na imię. - Klaudia. - powiedziała dziewczyna odgarniając włosy sprzed oczu. Miała zmęczony wyraz twarzy zupełnie jakby nie spała kilka nocy. - Twoja mama dała ci ładne imię. Naprawdę. - spuściła głowę. Chwila ciszy - O co chodzi? Powiedziałem coś nie tak? - spojrzał na Damiana, a on na Klaudię. Pociągnęła nosem i gdy podniosła głowę dwie błyszczące łzy spływały po jej policzkach. - Co się stało? Dziewczyna szlochając otworzyła drzwi i wbiegła do tego samego pokoju, z którego właśnie wyszła. Zatrzasnęła za sobą drzwi. - Co ja zrobiłem? Nie chciałem... - zapytał Paweł z nutką żalu w głosie. - Nic nie zrobiłeś. Ona to przeżywa wszystko. - Co? - Później Ci opowiem. - Damian poklepał kolegę po ramieniu i również zniknął za drewnianymi drzwiami, które zamknął zaraz po tym jak wszedł do pokoju.
****
- A więc jej rodzice zginęli z rąk Niemców? - Paweł chciał się upewnić i zebrać wszystko do kupy. - Napadli ich, zabili wszystkich, ją oszczędzili tylko po to żeby patrzyła jak zabijają jej rodzinę? Dziwne. Kto ją uratował? - Mówiła coś o mężczyźnie w ciemnozielonym mundurze. - Damian zamyślił się, mówił wolno, jakby uważając na każde słowo, które wypowiada - Powiedziała, że gdy już celowali do niej z pistoletu on wpadł do domu, puścił serię z karabinu maszynowego, po czym wybiegł. Ci żołnierze, którzy jeszcze żyli, a było ich chyba trzech, wybiegli za nim. - wziął głęboki oddech, i widząc pytające spojrzenie Pawła ciągnął dalej - Była tak przerażona, że wybiegła z domu i uciekła do lasu. Tam podobno spędziła kilka godzin w ukryciu obawiając się, że mogą ją jeszcze złapać. Nie chciała już wracać, za bardzo się bała. Na podłodze w jej mieszkaniu leżeli jej rodzice, dwóch Niemców. Zimne trupy. Nie powiedziała jak znalazła się przy nas, ale przypuszczam, że przeszła kawałek drogi lasem, a potem do naszej wioski doszła już jakaś polną drogą. - To wszystko? - zapytał Paweł krzyżując ręce na piersi i opierając się wygodnie o twarde oparcie krzesła. - To wiedziałem do momentu gdy dowiedziałeś się jak ma na imię. - Potem powiedziała ci więcej? - Damian przytaknął - Potem... powiedziała. Nawet za dużo.
****
Część 22 / 2
- Nie płacz. - powiedział Damian cicho, zamykając drzwi. Dziewczyna usiadła na łóżku i zakryła twarz rękoma. Głośno płakała. Usiadł obok niej. - Nie płacz proszę. Wiem, że ci ciężko. - Nie wiesz. Nie byłeś tam. Nie było cię gdy ich zabijali. - Spokojnie. Ty żyjesz, a to jest przecież najważniejsze. - objął ją ręką i delikatnie pogładził po ramieniu. - Nie wiesz. Kazali mi na to patrzeć. Na to co robili. - jej ręce drżały, łzy spływały jej po policzku jak rwąca rzeka. Nie mogła ich powstrzymać. - Uspokój się proszę. Nie płacz. Wiem, że cię to boli. - Patrzyłam. - mówiła, zupełnie jakby nikogo obok niej nie było. - Jak ten zły, wstrętny gwałci moją mamę. Kazali mi. Mój tata już nie żył. Nad nim też się znęcali. Kopali umarłego. - zaczęła płakać coraz bardziej - Potem moją mamę. Ja byłam następna, mnie też chcieli położyć na podłodze. Trzymali ten pistolet nad moją głową i ciągnęli po deskach. - zrobiła krótką przerwę - Wtedy on przyszedł i mnie uratował. - oparła głowę o tors Damiana. Cały czas płakała. - Przykro mi Klaudia. Nie chciałem o to pytać. - Damian spochmurniał, żałował, że doprowadził dziewczynę do tego stanu. Objęła go rękami i przytuliła się. Powoli pogłaskał ją po ramieniu, potem po głowie. Cała się trzęsła. - Już dobrze. - Chociaż ty mnie nie opuścisz? - podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Wyglądała tak niewinnie, tak delikatna jakby znikomy powiew wiatru mógł ją zranić, kropla deszczu zabić. Oparła się wszystkim przeciwnościom. Zło zaatakowało ją z największą siłą, lecz nie zabiło jej. Została teraz sama, bezbronna, szukała obrońcy. - Ja? - zdziwił się tym pytaniem. Z całym impetem uderzyła go tam gdzie nie mógł się bronić... w serce. Pod wpływem jej błagalnego spojrzenia zmiękł wyraźnie. Nie wiedział co powiedzieć. Miał jedną z dwóch możliwości do wyboru... - Nie. Nie opuszczę.
**** - Zdumiewająca opowieść. - powiedział Jacek, po chwili milczenia, która nastała po tym jak Damian skończył mówić. On również słuchał jego wyjaśnień, gdyż sprawa dziewczyny go intrygowała. - Mam tylko jedno pytanie: skoro tyle przeszła, wycierpiała i do tego jeszcze spotkała was, czemu nie odeszła, nie przestraszyła się i nie uciekła przy najbliższej okazji? Przepraszam, złe pytanie. - Zamyślił się na chwile - Ona ma gdzieś w okolicy rodzinę? - Nic nie wiem o jej rodzinie poza jej zamordowanymi rodzicami. - odrzekł Damian niespokojnie. - Nie pochwalam tego. Naprawdę. - rzekł Jacek zmartwiony - Ona nie powinna tutaj z nami zostać. To jest zagrożenie dla was, dla mnie i całego przedsięwzięcia. - To co mamy zrobić? Wyrzucić ją na zewnątrz z hasłem "radź sobie sama, już cię nie chcemy"? - oburzył się Damian - Nie, nie, nie. Ale zważ też na to, że ona musi tu zostać, w tym czasie. Nie może podróżować z nami, bo to jest hm... technicznie niemożliwe. Nawet gdybym chciał... - Nie chodzi przecież o podróż teraz. Nie możemy jej zapewnić bezpieczeństwa przez pewien czas, aż wszystko będzie gotowe do podróży? - zapytał Damian i spojrzał w tym samym czasie na milczącego Pawła. - Dobrze. Ale co potem? Myślałeś nad tym? Przy okazji, najważniejsza rzecz. Ile powiedziałeś jej? - Jacek nie krył zdenerwowania w tej chwili zwracając się do Damiana - Co powiedziałem? - Co ona wie o nas? - W tym sensie nie masz się czego bać. Nic jej nie powiedziałem. Ale nie myśl, że to jest takie proste. Ona przy każdej sposobności pyta o to i owo. Dawno chciała wiedzieć kim jesteśmy. - I co jej powiedziałeś? - Paweł włączył się do rozmowy. - Nakłamałem jej. - te słowa wypowiedział jakby z wyrzutem do samego siebie - Powiedziałem, że jesteśmy z partyzantki. Myślę, że uwierzyła. Jednak uważam, że to hańba okłamywać ludzi. - W imię większego dobra. - skwitował Jacek - Nawet nie wiem kim ona jest. A jeżeli uratowaliście ją od śmierci, która powinna nastąpić? Mogliście zmienić tym samym przyszłość. - W imię większego dobra. - powtórzył Damian, chcąc zakończyć tym samym spór. Jacek spojrzał na niego z przymrużonymi oczami. - Tak czy inaczej - rzekł - Mam kolejny powód, aby ukończyć sondę czasową i jak najszybciej umieścić ją na jej miejscu. Musze się co nieco dowiedzieć o twojej nowej znajomej. - Nie wątpię, ale czy możemy zapewnić jej opiekę? -Damian nie był pewny ostatniego słowa. - Cóż mogę poradzić? - Jacek wzruszył ramionami. - Później zastanowię się co z nią zrobimy po tym wszystkim. Do tego czasu może z nami zostać. - Dzięki. - Damian uśmiechnął się lekko. - Nie dziękuj mnie, ale Hitlerowi, bo to przez niego tu jestem. - Jemu na pewno nie podziękuję. - Masz rację. To nie jest dobry pomysł. - Jacek wstał z zajmowanego krzesła i wyszedł z pokoju.
****
Jacek dokręcał już ostatnie śruby. Sonda wyglądała już całkiem przyzwoicie. Musiała wytrzymać ponad pięćdziesiąt lat zakopana w ziemi do momentu aż odkopią ją jego znajomi z lat dziewięćdziesiątych. Zwykłe żelazo mogłoby nie wytrzymać upływu czasu, dlatego musiał już wcześniej przygotować się na ewentualność użycia sondy, zabierając z przyszłości specjalną obudowę z nierdzewnej stali, chroniących przed korozją i niszczeniem. Jeszcze tylko dwie śruby, pomyślał Jacek z ulgą. Za chwilę włożę do środka list oraz moje wyniki badań i zamykam to przeklęte pudło. Damian siedział razem z Pawłem i Klaudią przy stole, który znajdował się w rogu pokoju. Na blacie leżała talia kart. Klaudia jedynie przypatrywała się grze, w której była niezbyt zorientowana. Gra pochłonęła ich po tym jak przestali rozmawiać na temat Klaudii oraz całego tego bajzlu, który się nagle wytworzył. Czekali tylko na to, aż Jacek skończy pracę i razem z nim pojadą zakopać sondę w niewielkiej odległości od granicy Krakowa, tuż obok wsi Zielonki. Klaudia przestała już wylewać łzy, choć dalej była smutna i niezbyt skora do rozmów, to po rozmowie z Damianem poczuła się lepiej. Było jej lżej na sercu, że ktoś chce się nią zaopiekować i okazuje jej jakiekolwiek zainteresowanie. Cichą atmosferę panującą w pokoju zmącił głośny pisk opon dochodzący z ulicy. Damian podniósł głowę znad kart i spojrzał po kolei na Pawła i Jacka. Ci odwzajemnili to spojrzenie pełne zdziwienia, z nutką strachu. Po kilku sekundach usłyszeli ponowny pisk, a następnie jakieś nieokreślone okrzyki. Wszyscy rzucili się do wąskiego okna, które ukazywało widok na ulicę Długą. Ujrzeli interesujące zdarzenie, które jak wiele innych utkwiło im dobrze w pamięci. Do stojącego na krawężniku po przeciwnej stronie ulicy niemieckiego pojazdu ciężarowego podjechały dwa inne, które były prawie identyczne jak ten należący do sił niemieckich. Pojazd, który jechał pierwszy zastawił tył ciężarówki, a drugi podjechał od przodu. Zanim siedzący w środku żołnierze zdołali zorientować się o co chodzi, z dwóch polskich pojazdów wyskoczyli partyzanci i zaatakowali Niemców. Jeden z nich zdołał wyskoczyć z samochodu, lecz padł pod gradem pocisków, drugi zginął próbując wyjść z ciężarówki. Zaalarmowany wystrzałami dochodzącymi z zewnątrz, z budynku, do którego podjechał niemiecki pojazd wybiegł jeszcze jeden żołnierz Wehrmachtu. Ten zdążył oddać kilka wystrzałów z karabinu zanim padł z kulą w piersi. W chwilę później jeden z Polaków podbiegł do niemieckiej ciężarówki i zasiadł za kierownicą wyciągając martwego Niemca. Reszta jego kompanów z powrotem załadowała się na ciężarówki i po chwili polska partyzantka odjechała wzbogacona o kolejny pojazd nieprzyjaciela. Gdy uciszyło się na tyle że nie słychać już było odgłosów wydawanych przez pojazdy Paweł usłyszał głośne jęki. Tuż na rogu ulicy Długiej z jakaś inną, mniej znaną zebranym leżało ciało człowieka ubranego w niebieski mundur. W niedalekiej odległości leżała również niebieska czapka, oraz brązowa torba, z której wysypały się białe kartki papieru. W niedalekiej odległości od leżącego, blisko latarni stał mężczyzna. Ubrany w czarny garnitur i ciemno-niebieski krawat wyglądał trochę podejrzanie, nie wspominając o tym, że wszyscy, którzy jeszcze przed chwilą szli tą ulicą, uciekli. On sam został i co dziwniejsze, obserwował budynek, w którym znajdowali się podróżnicy w czasie. Jacek wyszedł powoli z mieszkania mówiąc przy tym, że pójdzie sprawdzić czy ten listonosz jeszcze żyje. Wszyscy odprowadzali go wzrokiem, gdy przechodził przez pokój i zamykał za sobą drzwi. Natychmiast po tym znów obserwowali co działo się na ulicy. O dziwo nie znaleźli już podejrzanego mężczyzny. Znikł. Schował się. Nie wiedzieli co się stało. Nie było już nikogo kto by przechodził tą drogą. Po kilku chwilach zauważyli Jacka biegnącego ostrożnie przez ulicę. Rozglądał się bacznie na boki obawiając się dostrzeżenia jakiegoś niebezpieczeństwa. Ostatni kawałek pokonał wolnym krokiem, uważając na każdy swój ruch. Pochylił się nad leżącym i podniósł mu głowę. Trwał tak przez kilkadziesiąt sekund, po czym położył mężczyznę w pozycji w jakiej go zastał i podszedł do jego torby. Wyciągnął z niej czerwoną kopertę. Następnie szybko podbiegł pod swoją kamienicę i wszedł do mieszkania. Wszyscy niecierpliwie czekali na jego powrót. Gdy wszedł do środka spojrzał po wszystkich po kolei, wskazał na trzymaną w ręce kopertę i rzekł z bezsilnością w głosie: - Cholera! Może mi to ktoś wytłumaczyć? - Co tam się stało? - krzyknęli prawie wszyscy naraz - Ten listonosz... został postrzelony w klatkę piersiową podczas tej zasadzki. Zdążył jednak powiedzieć, że ma specjalną przesyłkę, którą dostał tuż przed strzelaniną i ma doręczyć po adres Długa 17/5. Prosił mnie żebym to zrobił za niego. Potem chwycił mnie za rękę i skonał. Nie chce was martwić, ale Długa 17/5 to my. - nastała chwila milczenia, wszyscy wpatrywali się w tajemniczą kopertę, którą Jacek trzymał w dłoni i dziwnym trafem jeszcze jej nie otworzył. - Czy ktoś wie że tu mieszkamy? - zapytał Damian zdziwiony. - Z tego czasu? Tfu - przypomniał sobie o Klaudii i ugryzł się w język, wykonał szerokie koło ręką - znaczy z tych okolic? Nie. - Otworzysz? - zapytał Paweł - Mam wątpliwości. - powiedział Jacek z sarkazmem po chwili, atmosfera tajemniczości przeniknęła wszystkich wokoło, każdy chciał wiedzieć co kryje się w kopercie, a jednocześnie wszyscy mieli pewne obawy związane otwieraniem tej dziwnej przesyłki. Aaa pieprzyć to, pomyślał Jacek. Tyle już nieoczekiwanych rzeczy miało miejsce, że nie zaszkodzi jak zobaczę co jest w środku. Na kopercie nie było żadnego adresu, znaczka, nic. Była czysta z zewnątrz. Wewnątrz znajdował się list zapisany na białym papierze w kratkę. Gdy Jacek czytał w ciszy treść listu wszyscy z napięciem i niepokojem oczekiwali jego reakcji. Gdy skończył popatrzył dziwnie na wszystkich, po czym wręczył list Pawłowi i odszedł bez słowa do swojego stolika kończyć pracę, zupełnie jakby nigdy nic się nie stało. Gdy Paweł skończył czytać list opierając się jednocześnie o ścianę, wręczył go Damianowi mówiąc przy tym, że nic z tego nie rozumie. Klaudia zapytała się go co było w liście, lecz jej nie odpowiedział. Gdy Damian studiował kartkę papieru dziewczyna podeszła do niego bliżej i próbowała coś przeczytać zaglądając mu przez ramię. - Drodzy podróżnicy - mruczał pod nosem - Muszę przyznać, że jestem zaskoczony waszym postępowaniem w ostatnim czasie. Niemniej jednak chciałbym pogratulować wam odwagi i poświęcenia zwłaszcza podczas starcia z oddziałem niemieckim. - przerwał by złapać oddech, uśmiechnął się lekko choć w tym uśmiechu znajdowała się nutka strachu i niepewności - Jednakże wasze wspaniałomyślne czyny sprawiły sporo komplikacji z następstwem czasu w wyniku czego załamało się kontinuum czasoprzestrzenne i w rezultacie przyszłość została zmieniona. Jest to karygodny błąd zważając na powagę Twojego przedsięwzięcia. Nie martwcie się jednak tą sytuacją, ja to wszystko naprawię, a was proszę, abyście się szybko uporali z niebezpieczeństwem i wracali do swojego czasu nie ingerując już w otaczającą was rzeczywistość. Aha, zapomniałbym. Medykamenty są ukryte w pobliżu jabłoni, kilka metrów od budynku. Pozdrawiam was. Gdy skończył czytać zamilkł na dłuższą chwilę. Kto mógł wysłać ten list. Albo nawet ważniejsze pytanie: Skąd ten ktoś tyle wie? Z treści listu wynika, że wie kim jesteśmy i co robimy, pomyślał. W takim razie kto to może być? Ciekawe czy ma to jakiś związek z tym podjazdem partyzanckim. - O co chodzi w tym liście? Nic z tego nie rozumiem. - powiedziała Klaudia, która cały czas była przy nim - W liście? Yyyyyy... - zająknął się, nie wiedział co powiedzieć, nie chciał znów kłamać, ale nie w tej sytuacji nie miał chyba wyboru. Spojrzał na opartego o ścianę Pawła, który przyglądał mu się, gdy dziewczyna zadał mu pytanie. - To jest list, który mamy przekazać dowództwu. Eeee... wiem, że nie rozumiesz. To jest…